Zawsze jesteś misją

Szymon Zmarlicki

|

Gość Gliwicki 44/2019

publikacja 31.10.2019 00:00

O narażaniu życia, przełamywaniu XIX-wiecznych stereotypów i afrykańskim wybuchu powołań usłyszeli uczestnicy kongresu misyjnego w Rudach.

►	Na kiermaszu można było kupić rękodzieła i wesprzeć misje. ► Na kiermaszu można było kupić rękodzieła i wesprzeć misje.
Szymon Zmarlicki

Tegoroczny październik papież Franciszek ogłosił Nadzwyczajnym Miesiącem Misyjnym. W odpowiedzi na wezwanie Ojca Świętego 19 października w Rudach zorganizowano II Metropolitalny Kongres Misyjny pod hasłem „Ochrzczeni i posłani”.

Przyjechali nie tylko wierni związani ze środowiskami misyjnymi, lecz także wiele grup parafialnych oraz indywidualnych osób zainteresowanych tą tematyką. Wydarzenie zgromadziło ok. 600 uczestników z archidiecezji katowickiej oraz diecezji gliwickiej i opolskiej. Tym razem gościnnie pojawili się też przedstawiciele diecezji sosnowieckiej. W trakcie całego dnia odbywały się konferencje i spotkania z misjonarkami i misjonarzami, koncerty, spotkania dla różnych grup wiekowych, a dla dzieci – gra terenowa w parku wokół bazyliki.

W Warszawie, w Kenii, wszędzie

O zrywaniu z misyjnymi stereotypami oraz o tym, że zaangażowanie się w działalność misyjną wcale nie musi oznaczać wyjazdu na misje, mówił na konferencji o. Tomasz Szyszka SVD, werbista i prezes Stowarzyszenia Misjologów Polskich. – Musimy ciągle walczyć z naszymi stereotypami, z folkloryzacją misji i starymi schematami. Musimy odejść od XIX-wiecznego modelu misji: Afryki, biednych „Murzynków”, Indian czy Indonezyjczyków. Potraktujmy tych ludzi z całą powagą XXI wieku i bądźmy tymi, którzy żyją nauczaniem współczesnego Kościoła – apelował. – Jeśli uświadamiamy sobie, że chcielibyśmy coś zrobić dla dzieła misyjnego, to nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę wyjechać na misje, ale o to, żeby mądrze zaangażować się w dzieło misyjne według tych możliwości, jakie podsyła mi Pan Bóg, życie czy Kościół. Bo ja w to dzieło mogę zaangażować się na przykład w Warszawie. Czy ktoś z państwa ma świadomość tego, że w Polsce jest co najmniej 50 tys. Wietnamczyków albo Chińczyków, którzy nie są chrześcijanami? Czy muszę prosić o wizę, żeby jechać do Chin i być tam prześladowanym? Przecież ja mogę z nimi pracować w Łodzi, Warszawie i wszędzie tam, gdzie oni są – przekonywał werbista.

Swoim świadectwem podzieliła się Krystyna Surma, świecka misjonarka z diecezji gliwickiej, która wróciła z Kenii po tym, jak została pobita. Przyznała, że kilkukrotnie znalazła się w obliczu realnego zagrożenia utraty życia, lecz zawsze czuła nad sobą Bożą opiekę. – Kiedy On posyła na misje, człowiek nie musi się martwić. Ograniczeń jest bardzo dużo – kolor skóry, język, różne niedomagania czy choroby… Ale jeden z misjonarzy powiedział mi, że Pan Bóg ma poczucie humoru i posyła właśnie tych najsłabszych, aby okazać swoją wszechmoc – opowiadała.

Ojciec Luca Bovio IMC, pochodzący z Mediolanu sekretarz krajowy Papieskiej Unii Misyjnej w Polsce, z ubolewaniem mówił o spadku powołań – także misyjnych – w Europie, ale tym samym zwrócił uwagę na to, jak bardzo Kościół rozwija się w krajach misyjnych, szczególnie w Afryce. – W tych krajach jest teraz wybuch powołań. Setki, a nawet tysiące młodych osób puka do drzwi najpierw swojego proboszcza, a potem do drzwi diecezji, z pragnieniem życia zakonnego lub kapłańskiego. To przepiękny owoc pracy naszych misjonarzy – podkreślił.

Pan Bóg rozsiewa ziarna

Mszy św. w południe przewodniczył abp Wiktor Skworc wraz z biskupami i kapłanami ze wszystkich diecezji uczestniczących w kongresie. O trzech wymiarach misyjności Kościoła – modlitwie, świadectwie i miłości miłosiernej – mówił w kazaniu bp Andrzej Iwanecki. – Jestem przekonany, że każdy z tu obecnych wie, po co przyszedł, i wie, kim jest. Jeszcze tylko potrzeba, żeby nas było więcej, żebyśmy rozpowiedzieli i w klasie, i w szkole, i w seminarium, że wszyscy jesteśmy misjonarzami – zaznaczył.

Ksiądz Maciej Górka, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w diecezji gliwickiej, ocenia, że mimo nieco mniejszej frekwencji niż na pierwszym kongresie, który odbył się trzy lata temu, spotkanie spełniło pokładane w nim oczekiwania. Podkreśla też mocne doświadczenie wspólnotowości, ważne zwłaszcza dla dzieci. – Wyczuwało się bardzo pozytywną atmosferę i ciepło panujące wśród uczestników. Zależało nam, żeby pokazać, że Kościół jest kolorowy i że warto w Kościele być. Istotą tego spotkania było również uświadomienie, szczególnie osobom świeckim, ich bardzo ważnej roli nie tylko w animacji misyjnej, lecz nawet w czynnej działalności w krajach misyjnych. Ale kongres to też akcja powołaniowa, żeby Pan Bóg mógł rozsiewać swoje ziarna – podsumowuje ks. Górka.

Siostra Vianneya, boromeuszka, przyjechała do Rud z Mikołowa i – oprócz gitary i kolorowej chusty, którą się przepasała – zabrała ze sobą ponad 30 dzieci z dwóch szkół, które modlą się za misje i pomagają siostrom misjonarkom w Zambii oraz od dziewięciu lat wspierają edukację swojego kolegi z Afryki, uczącego się już w liceum. – Cieszymy się, że chce i lubi się uczyć. Mamy nadzieję, że ukończy to liceum i osiągnie coś w życiu, bo nasze dzieci mają łatwiej, rodzice troszczą się o ich edukację, a tam nie ma takich możliwości – zaznacza. – To wspaniałe, że dzieci widzą, jak wielu ich rówieśników jest zaangażowanych w dzieło misyjne, to wielka moc – dodaje.

Po południu uczestnicy mieli czas na posiłek i szukanie pamiątek z misji na stoiskach w ogrodzie obok bazyliki. Był też koncert zespołu Belle Co z Ujazdu oraz nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia. Kolejne Metropolitalne Kongresy Misyjne planowane są co pięć lat, najbliższy – w 2024 roku. •