Parafia jednak przetrwała

Klaudia Cwołek

|

Gość Gliwicki 42/2019

dodane 17.10.2019 00:00

– Gdy w 2006 roku rozpocząłem tutaj posługę, pomyślałem, że warto by wyremontować kościół na jego 50-lecie. Przez kolejne lata zbieraliśmy powoli fundusze – mówi ks. Waldemar Glowka, proboszcz w Łagiewnikach Wielkich.

Z dobudowaną dzwonnicą, którą w 2009 r. poświęcił bp Gerard Kusz. Z dobudowaną dzwonnicą, którą w 2009 r. poświęcił bp Gerard Kusz.
Klaudia Cwołek /Foto Gość

Remont zakończony został już w zeszłym roku, a teraz, z okazji jubileuszu, odbędzie się uroczyste poświęcenie kościoła.

Łagiewniki Wielkie to liczebnie mała, ale rozległa wioska z kilkoma oddzielnymi przysiółkami, która do 1977 roku należała do parafii w Lubecku. Jej nazwa wywodzi się od „łagiewnika” – staropolskiego określenia rzemieślnika wytwarzającego naczynia klepkowe.

Nowe na starym miejscu

Pierwszy drewniany kościół powstał tutaj już przed 1679 rokiem. Najpierw nabożeństwa odbywały się tylko raz w miesiącu, dopiero w 1938 roku zaczęto odprawiać je regularnie. Niestety, 3 października 1961 roku rozegrał się wielki dramat – kościół spłonął na oczach mieszkańców. Rozpoczęto więc starania o budowę nowej świątyni.

Zgodę otrzymano dopiero w 1966 roku. – Z tego, co mi ludzie mówili, nowy kościół planowano postawić obok plebanii, oddalonej o około pół kilometra. Jednak władze Lublińca, argumentując, że ma to być odbudowa, a nie budowa, zezwoliły na prace tylko w starym miejscu. Co więcej, mówiono, że i tak parafia tutaj nie przetrwa, więc kościół zaplanowano w ten sposób, żeby można go było łatwo zamienić na dom kultury czy kino. Niestety, straciła na tym jego architektura, która nie pasuje do naszych terenów. Od głównego wejścia do prezbiterium schodzi się w dół, tak jak to jest w salach widowiskowych – ubolewa proboszcz.

Niewielki kościół usytuowano więc tam, gdzie stał drewniany zabytek – na miejscowym cmentarzu między domami. Budowę rozpoczęto za czasów ks. Kazimierza Jadamusa, a w środku ukończono, gdy proboszczem był ks. Arnold Ochmanowicz. – 19 października 1969 roku kościół pobłogosławił biskup katowicki Herbert Bednorz. Dokładnie w 50. rocznicę tego wydarzenia odbędzie się uroczyste poświęcenie z namaszczeniem nowego ołtarza, o co poprosiliśmy bp. Jana Kopca – mówi ks. Glowka.

Odmienione prezbiterium

Autorem projektu odnowionego wnętrza jest prof. dr hab. inż. arch. Jan Rabiej, wykładowca Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Centralnie w prezbiterium umieszczony został duży krzyż, a na jego tle figury św. Jana Chrzciciela, patrona parafii, Chrystusa i gołębicy – symbolu Ducha Świętego. Odlew wykonał profesor sztuk plastycznych Marian Molenda, wykładowca Uniwersytetu Opolskiiego i PWSZ w Nysie.

Wcześniej Jan Chrzciciel przedstawiony był na obrazie, który teraz znajduje się w kaplicy za prezbiterium. Nowe są m.in.: ołtarz, ambonka, chrzcielnica i sedilia. Zmniejszono też liczbę okien, by w ten sposób zimą zaoszczędzić ciepło, a latem ochłodzić wnętrze. – Wiele prac w środku wykonali sami parafianie. Dzięki temu koszty tego remontu udało się znacznie obniżyć. Firmy musieliśmy wynająć do prac kamieniarskich, oświetlenia i malowania. Wszystko kosztowało nas ponad 200 tys. zł – mówi proboszcz.

Czasy się zmieniają

Parafia, której przepowiadano likwidację i nadal jest jedną z najmniejszych w diecezji, przetrwała. – Według statystyk urzędowych miejscowość ma 636 mieszkańców, ale po ostatniej kolędzie policzyłem, że jest ich o 100 mniej – mówi ks. Glowka. – Msze odprawiam według zastanego tutaj zwyczaju wieczorem (z wyjątkiem środy), w miesiącach maryjnych tylko wieczorem, a w niedzielę – dwie rano i jedną po południu. Ta ostatnia – o dziwo – cieszy się dużą frekwencją. Przyznam, że z trudem się do tego przystosowałem. Od dziecka byłem nauczony, że do kościoła idzie się rano, by najpierw Panu Bogu oddać to, co Mu się należy, a po południu można przyjść drugi raz. Dlatego wprowadziłem w parafii nieszpory, których tu wcześniej nie było – wyjaśnia.

Oprócz tradycyjnej liturgii są także różne inne nabożeństwa. – Widzę, że czasy bardzo się zmieniły. Obecny kościół nie jest tym samym, w którym byłem wyświęcany na księdza – mówi ks. Glowka. – Nawet tutaj, gdy rozpocząłem posługę, do kościoła chodziło około 400 osób, obecnie jest ich o 100 mniej. Powody są różne: parafia, po części rolnicza, starzeje się, część osób odeszła już do wieczności. W szkole podstawowej mamy tylko 36 dzieci, a był nawet taki rok, że ochrzciłem tylko jedno dziecko.

Pamięć o tradycji

W którym kierunku miejscowość będzie się rozwijać, trudno przewidzieć. Można jednak odnaleźć znaki świadczące o szacunku dla tradycji. Pamiątką po starym drewnianym kościele jest makieta przechowywana w zakrystii. Zachowane zostały też stare naczynia liturgiczne i sztandary. Deski z drewnianej świątyni i pierwszy obraz św. Jana Chrzciciela czy tablicę informacyjną odbudowy można zobaczyć w izbie pamięci, utworzonej z inicjatywy sołtysa w podziemiach obecnego kościoła.

Zebrane są w niej także inne pamiątki – od różnych ksiąg i dokumentów po pług, magiel i wyposażenie mieszkań. Część z nich posiada niemieckie napisy, które przypominają, że Łagiewniki Wielkie zmieniały przynależność państwową. Do dziś zresztą mają graniczny charakter, bo są ostatnią miejscowością diecezji gliwickiej. Za miedzą jest już diecezja opolska.