Zabójcza robota

ks. Rafał Skitek

|

Gość Gliwicki 20/2018

publikacja 17.05.2018 00:00

Mimo rozwoju technologicznego polskiej branży górniczej w latach 2001–2017 życie na kopalniach straciło niemal pół tysiąca osób.

Podziemia KWK „Piekary”. Podziemia KWK „Piekary”.
Stanisław Dacy /Foto Gość

W górnictwie stosowane są dwa wskaźniki, za pomocą których bada się liczbę wypadków śmiertelnych. Pierwszy określa ilość takich zdarzeń na 1 milion ton wydobytego węgla. Drugi stwierdza ilość wypadków śmiertelnych na 1000 zatrudnionych. Metan, wstrząs, śmierć Od wielu lat oba te wskaźniki są coraz niższe. Liczba wypadków śmiertelnych na kopalniach maleje. W latach 50. ubiegłego stulecia odnotowywano ich ok. 500 rocznie. Na początku lat 90. – ok. 100. W zeszłym roku wskaźnik liczby wypadków śmiertelnych na 1 milion ton wydobytego węgla wyniósł 0,14. Odnośnie do górnictwa węgla kamiennego mówimy tu o 10 ofiarach śmiertelnych. Mimo że liczba wypadków śmiertelnych na kopalniach maleje, to i tak każda śmierć jest ogromną tragedią dla rodziny i stawia pytania o bezpieczeństwo pracy pod ziemią. Tylko w tym roku na kopalniach węgla kamiennego odnotowano już aż 11 wypadków śmiertelnych.

Gdy piszę te słowa, wciąż nieznany jest los ostatniego górnika z kopalni „Borynia-Jastrzębie-Zofiówka”. Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło w Ruchu „Zofiówka” na poziomie 900 m. W wyniku silnego tąpnięcia zginęło 4 górników. A ekstremalna akcja ratunkowa uchodzi za jedną z najtrudniejszych w historii polskiego górnictwa. Dodajmy, że na kopalni „Zofiówka” – wskutek wyrzutu metanu i skał – do śmiertelnego w skutkach wypadku doszło też w 2005 roku. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 96 pracowników. Trzech z nich nie udało się, niestety, uratować. Do najtragiczniejszych wypadków zbiorowych w ostatnich dwóch dekadach doszło jednak w 2006 roku w KWK „Halemba”, gdzie w wyniku zapalenia i wybuchu metanu zginęło 23 górników, oraz w 2009 roku w KWK „Wujek” – Ruch „Śląsk”, gdzie śmierć poniosło 19 osób. Przyczyna zdarzenia była ta sama.

Wyższy Urząd Górniczy do najniebezpieczniejszych zdarzeń na kopalniach zalicza: pożary, zawały, tąpnięcia, wybuchy i zapalenia metanu. W ubiegłym roku najwięcej górników, bo aż 50, odniosło obrażenia wskutek tąpnięć. U 10 z nich były one śmiertelne. Dwa lata wcześniej pierwszą przyczyną śmierci górników był metan. Śmiercionośna siła W kopalniach węgla kamiennego nadal wysoka jest wypadkowość. Tylko w tym roku doszło tam do 1653 wypadków, w tym 9 ciężkich. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim dlatego, że górnicy fedrują coraz głębiej.

– Polskie górnictwo, szczególnie na Górnym Śląsku, działa w coraz trudniejszych warunkach górniczo-geologicznych. W większości kopalń występują tąpnięcia i zagrożenia gazowe. Eksploatacja jest coraz trudniejsza. Schodzimy coraz niżej. Z tym wiążą się procesy wzrostu różnych zagrożeń – mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Nakłady na bezpieczeństwo są coraz większe, ale – jak w przypadku „Zofiówki” – mamy do czynienia z siłami natury, z sytuacją, w której nie sposób przewidzieć tąpnięcia – dodaje. Jego zdaniem w Polsce jest dobre zaplecze naukowo-badawcze sektora górniczego. Zauważalna jest też ewolucja sprzętu zabezpieczającego poziom bezpieczeństwa pracy pod ziemią. Ten postęp technologiczny odczuwalny jest też w ratownictwie górniczym. – Posiadamy nowej generacji czujniki, które pozwalają na identyfikację zagrożeń gazowych. Dysponujemy geofonami, które wykrywają zagrożenia drzemiące w skałach. A jednak natura i tak jest w stanie nas zaskoczyć – komentuje Andrzej Hercog, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w Polsce. Co ciekawe, dla ratowników górniczych postęp technologiczny nie zawsze oznacza udogodnienia w pracy. – Czasem może okazać się naszym wrogiem. Urządzenia elektroniczne są bardzo czułe na dużą wilgotność, na wzrosty temperatur – wyjaśnia.

Przysłowie mówi, że „lepsze może być wrogiem dobrego”. Sprawdza się to czasem także w górnictwie. Chodzi przecież o ludzkie życie. I jeszcze jedno: oby tylko natura była łaskawa.