Moje okno na świat

Szymon Zmarlicki Szymon Zmarlicki

dodane 31.05.2017 00:20

Maria Turkanik jest o trzy lata młodsza od "Gościa Niedzielnego". Do jej domu nasz tygodnik trafia w każdą niedzielę, odkąd tylko pamięta.

Moje okno na świat - "Gość" jest po prostu wspaniały - powtarza Maria Turkanik, jedna z naszych najwierniejszych czytelniczek Szymon Zmarlicki /Foto Gość

Mamy wiernych czytelników - to hasło reklamowe "Gościa Niedzielnego" idealnie opisuje 91-letnią tarnogórzankę Marię Turkanik, pochodzącą ze Strzybnicy mieszkankę Opatowic. Kiedy sięga pamięcią do lat swojego dzieciństwa, przypomina sobie, że w jej rodzinnym domu ten tygodnik był obecny zawsze.

Choć sama nie potrafiła wtedy jeszcze czytać, widziała czytających rodziców. I wspomina zasadę, która ukuła się i funkcjonowała przez długie lata - kto pierwszy idzie w niedzielę do kościoła, ten kupuje "Gościa". Bo na porannej Mszy na pewno będą, a wieczorem może przecież zabraknąć!

Tradycję czytania "Gościa Niedzielnego" pielęgnuje aż do dzisiaj i nie wyobraża sobie, żeby co tydzień nowy numer nie wpadł w jej ręce. Kiedy tylko świeże wydanie trafia do sprzedaży, jej córka obowiązkowo kupuje egzemplarz w kiosku lub kościele i dostarcza swojej mamie. Choć zdarza się, że w spokojnej lekturze skutecznie "przeszkadzają" odwiedzające prawnuki…

Pani Maria pozytywnie ocenia zmiany w szacie graficznej, jakie obserwuje niemal od początku istnienia tygodnika. Zachwala szczególnie duże, kolorowe fotografie. Lubi czytać o kulturze, mniej interesuje się nowinkami naukowymi. Natomiast w dodatku gliwickim najbardziej ciekawią ją relacje i zdjęcia ze spotkań księży.

- Prawie wcale nie wychodzę już z domu, "Gość" to takie moje okno na świat. Często siedzę i patrzę przez okno w kuchni. Tam widok jest wprawdzie ładny, ale nie dzieje się nic ciekawego. A dzięki "Gościowi" wiem, co słychać w świecie - opowiada.

Wertując jeden z poprzednich numerów, natrafia na informację o Chinach. - Przecież ja tam już nigdy nie pojadę, ale mogę otworzyć gazetę i przeczytać informacje z tak różnych miejsc - dodaje.

A kiedy w mieszkaniu zalegnie już spory stos starych numerów, córka pani Marii zanosi je do Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji, by korzystali z nich pacjenci.

- Takie ciekawe artykuły, takie ładne zdjęcia… Trzymałabym je w domu, ale nie mam już miejsca. A przecież to nie może się zmarnować! - przekonuje i dodaje, że gdy do GCR-u trafi kolejna porcja przeczytanych "Gości", po poprzednich nie ma już ani śladu - wszystkie posłużyły innym czytelnikom.


Zobacz również: