Afryka pod naszym dachem

Szymon Zmarlicki Szymon Zmarlicki

publikacja 24.07.2016 18:30

Młodzież z różnych części świata opuściła już gościnne progi parafian we wszystkich diecezjach, żeby udać się na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Towarzyszyliśmy rodzinie, u której zamieszkali Nigeryjczycy. Co mówią o sobie i jak czują się z Polsce?

Afryka pod naszym dachem Szymon Zmarlicki /Foto Gość

Prawie 50-osobowa grupa Nigeryjczyków na czas Dni w Diecezji zatrzymała się w Tarnowskich Górach. Do celu dotarli po długiej podróży – ze swojego kraju wylecieli do Dubaju, a stamtąd kolejnym samolotem przedostali się do Warszawy, gdzie czekał na nich autokar, którym dojechali na Śląsk.

Witających ich tarnogórzan zaskoczyli kolorowymi strojami i porywającym śpiewem (zobacz i posłuchaj TUTAJ).

Pielgrzymi zamieszkali u rodzin z dwóch sąsiadujących parafii – śś. Apostołów Piotra i Pawła oraz św. Anny. Spędziliśmy wieczór z jedną z nich, by przekonać się, jak zagraniczni pielgrzymi czują się w polskim domu.

Marcin Gruca angażuje się w parafii śś. Piotra i Pawła jako wolontariusz ŚDM. Ponadto jego rodzice zdecydowali się przyjąć dwóch młodych gości z Afryki. Dlatego jednym tchem wymienia zabawne sytuacje, jakie przytrafiły się Nigeryjczykom, oraz ich nietypowe zwyczaje.

– W drodze z lotniska zabraliśmy całą grupę do McDonalda, żeby coś zjeść. Wszyscy byli oszołomieni, bo w ich kraju nie ma takich restauracji, dlatego porównywali jedzenie z innymi fast-foodami. Dziewczyny, które zamówiły shake’a, nie mogły wyjść z podziwu! Ciągle dopytywały, gdzie jeszcze mogą kupić coś takiego – opowiada.

– Nigeryjczycy przez cały czas robią zdjęcia sobie, jedzeniu i w ogóle wszystkiemu, co napotykają. I zaraz wrzucają je na Facebooka. Dlatego ich pierwszą prośbą po przylocie do Polski były karty do telefonów z dostępem do internetu. Daliśmy im je wieczorem, a już kolejnego dnia rano jeden z gości przyszedł do mnie i powiedział, że wyczerpał cały limit transferu danych. Kiedy zaoferowałem mu pomoc, od razu przybiegła reszta z tym samym problemem – śmieje się.

W planie pobytu młodych pielgrzymów w parafiach został przewidziany czas spędzany z rodzinami, które przyjmują ich w swoich domach. Marek Gruca przez wiele lat był marynarzem i pływał po dalekich morzach i oceanach. W 1992 roku zacumował do portu w Lagos – potężnego miasta, które właśnie wtedy z powodu przeludnienia dopiero co przestało być stolicą Nigerii.

Dlatego kiedy pod jego dachem zamieszkało dwóch obywateli tego kraju, jednego wieczora wydobył z szafy potężny, wysłużony i nieco już stary atlas świata. Całą rodziną, wraz z młodymi Afrykańczykami, szukali w nim obecnej stolicy w Abudży, która na starych mapach zaznaczona była jako niewielkie miasto…

Lekcja historii

Ezeudu Francis Ifechukwu ma 26 lat i mieszka w Ibadanie. Studiował nauki polityczne i wiedzą o swojej ojczyźnie potrafi zawstydzić niejednego polskiego patriotę.

Bo prosząc mieszkańca Afryki, by opowiedział o kraju, z jakiego pochodzi, zwykle można spodziewać się opisów rdzennych tradycji, kolorowych ubrań, etnicznej muzyki czy aromatycznych potraw. Ale on bez chwili zastanowienia, niczym profesor, wygłosił godzinny wykład na temat historii Nigerii.

Tak, przez godzinę ze szczegółami opowiadał najpierw o pierwszych plemionach zamieszkujących w starożytności tamte tereny. A później o czasach niewolnictwa i brytyjskiego kolonializmu. O odzyskaniu niepodległości i budowaniu narodu z plemion posługujących się ponad 500 dialektami. O pierwszych demokratycznych wyborach i kolejnych przewrotach militarnych. O naftowym boomie, jaki ogarnął kraj po odkryciu złóż ropy, i o niegospodarności władz, która cały majątek bezmyślnie wydawała za granicą, podczas gdy obywatelom brakowało jedzenia i dostępu do wody. O islamskich bojownikach Boko Haram i chrześcijańskich misjonarzach, którzy wyjeżdżają ewangelizować Pakistan, Irak, Syrię…

Okeke Victor Chukwunwike jest nieco starszy od swojego tymczasowego współlokatora. Ukończył studia ekonomiczne i pracuje w kurii biskupiej. W Światowych Dniach Młodzieży bierze udział po raz pierwszy. Wcześniej podróżował tylko kilka razy do Dubaju i Chin.

– Jestem bardzo szczęśliwy, że przyjechałem do Polski. I że właśnie ten kraj jest pierwszym, jaki odwiedzam w Europie – zapewnia.

A co podoba mu się tutaj najbardziej? – Polska jest piękna, wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż w Afryce. Ale przede wszystkim ludzie są bardzo dobrzy, życzliwi i mają w sobie pokój. Ogromnie cieszymy się, że trafiliśmy do Polski, do tego miasta i do tej rodziny. Ludzie, u których mieszkamy, są dla nas niezwykle mili. Troszczą się o nas i dają nam wszystko, czego potrzebujemy. To wspaniałe być tutaj – opowiada.

Zabrakło Hindusów

Nie zdarza się często, by podczas Dni w Diecezji w jednym domu zamieszkiwali goście z różnych krajów. A tak właśnie miało być w tym przypadku, bo w ostatniej chwili na przyjazd do parafii śś. Piotra i Pawła zgłosiło się dwóch pielgrzymów z Indii. Ksiądz zadzwonił późnym wieczorem, by zapytać, czy państwo Grucowie przyjmą ich u siebie, a ci zgodzili się. Jednak tuż przed wylotem okazało się, że Hindusi nie otrzymają wiz do Polski.

– To przykre, bo chcieliśmy ich przyjąć i byliśmy na to przygotowani. Zrobiliśmy nawet drobne prezenty dla wszystkich gości. Dobrze, że chociaż Nigeryjczycy bardzo się z nich ucieszyli – mówi Maria Gruca. Z radością podkreśla, że wśród tarnogórzan nie zaobserwowała rasistowskich zachowań względem pielgrzymów z Afryki. – Ludzie są raczej ciekawi, ale w pozytywnym sensie. Tak jak moja mama, kiedy po raz pierwszy zobaczyła naszych gości. Zainteresowali ją, bo są po prostu inni niż my. Była naprawdę zdumiona, ponieważ dostrzegła z ich strony optymizm i serdeczność, jakich nawet się nie spodziewała – tłumaczy.

Z kolei Nigeryjczycy byli zaskoczeni, że w całych Tarnowskich Górach na co dzień zamieszkuje zaledwie kilka czarnoskórych osób. Okeke Victor Chukwunwike nie mógł uwierzyć, gdy dowiedział się, że w tym mieście ludzie o innym kolorze skóry to rzadkość, a niektórzy mieszkańcy być może nigdy nie spotkali na ulicy Murzyna. Długo przyglądał się swoim palcom jednej ręki, którymi wyliczał potencjalnych czarnych tarnogórzan, potrząsając przy tym przecząco głową.

Wcześniej tego samego dnia grupa z Afryki zwiedzała Zabytkową Kopalnię Srebra w Tarnowskich Górach. Okazało się, że również w Nigerii, zanim odkryto złoża ropy, znaczący wpływ na gospodarkę miały kopalnie – tam wciąż wydobywa się węgiel kamienny i cynę. Stąd Ezeudu Francis Ifechukwu, dzieląc się wrażeniami z wędrówki po tarnogórskich podziemiach, znajdywał liczne nawiązania do własnego kraju. Jednak mimo wielu pozytywnych atrakcji, przyzwyczajonych do upałów mieszkańców Czarnego Lądu zniechęcił przenikliwy chłód panujący w ciasnych korytarzach pod powierzchnią.

– To co, chłopaki, widziałem, że jutro w planie macie zwiedzanie pięciu kolejnych kopalni – zażartował przy kolacji Marek Gruca. – Złota, soli, węgla… – zaczął wymieniać, a oczy Nigeryjczyków powiększały się w zastraszającym tempie. – Pięć kopalni?! – przerwali mu szczerze przerażeni. Dopiero śmiech reszty rodziny uświadomił ich, że nie będą zmuszani do pokonywania kolejnych podziemnych szlaków.

Zamiast tego w następnych dniach mogli w spokoju zaangażować się np. w dzieło miłosierdzia – przez jedno popołudnie uczestniczyli w warsztatach terapii zajęciowej z osobami niepełnosprawnymi w Salezjańskim Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Reptach Śląskich.