Najtrudniej jest rozeznać

Gość Gliwicki 44/2015

publikacja 29.10.2015 00:00

– Czy rzeczywiście trzeba kupować wątpliwej jakości amerykańskie pomysły, które są tylko nośne marketingowo? – pyta egzorcysta ks. Janusz Czenczek w rozmowie o Halloween, tradycji naszych przodków i upominaniu się dusz zmarłych o modlitwę.

– Bóg szuka sposobu, aby pobudzić nas do pamięci o zmarłych nie tylko przez budowanie pomników, ale przede wszystkim w modlitwie – mówi ks. Janusz Czenczek, diecezjalny egzorcysta – Bóg szuka sposobu, aby pobudzić nas do pamięci o zmarłych nie tylko przez budowanie pomników, ale przede wszystkim w modlitwie – mówi ks. Janusz Czenczek, diecezjalny egzorcysta
Szymon Zmarlicki /Foto Gość

Szymon Zmarlicki: Czy w okresie Halloween egzorcysta powinien zarezerwować w swoim kalendarzu więcej terminów na „nagłe przypadki”?

Ks. Janusz Czenczek: Nie, nie ma wtedy jakiegoś nagłego wzrostu liczby spraw czy sytuacji.

Wielu księży uważa inaczej.

Rzeczywiście, przez czasem nieroztropne zabawy potrafimy pewne rzeczy pobudzić, stworzyć czy sprowokować. Ale przez kilka lat swojej posługi nauczyłem się ostrożności i spokoju. Bardzo często wykorzystuję porównanie medyczne, że nie zawsze takie same objawy muszą oznaczać taką samą chorobę. Jeśli chodzi o Halloween, to niewątpliwie jest to zagrożenie duchowe, jednak jest tyle innych różnych zagrożeń, że bałbym się powiedzieć, jakoby było jedyne.

Czy przypomina sobie Ksiądz przypadek, żeby Halloween miało negatywny wpływ na duszę człowieka?

Nie przychodzi mi do głowy żadna konkretna osoba czy sytuacja, o której mógłbym powiedzieć, że źródłem problemu było Halloween. Ale owszem, Halloween było „detonatorem”, który uwolnił zło, jakie od dawna się zbierało w życiu.

W jaki sposób można – niekoniecznie obchodząc Halloween w rozumieniu celebrowania tego dnia – bezpiecznie się wtedy bawić?

Propozycji nie brakuje, w wielu parafiach są organizowane bale czy procesje wszystkich świętych. Ale pytanie jest proste: czy akurat w Halloween musimy w ogóle robić jakąś zabawę? Mamy tyle innych dni, tyle różnych okazji… Czy rzeczywiście trzeba kupować wątpliwej jakości amerykańskie pomysły, które są tylko nośne marketingowo? Gdyby odrzucić całą reklamę wokół Halloween, tak naprawdę nikt by się nawet nad tym nie zastanawiał.

Gdzie w takim razie przebiega granica, za którą założenie śmiesznego kapelusza może być już traktowane jako droga do opętania?

Musimy pamiętać, że dotykamy sfery duchowej, która umyka naszym zmysłom. Wbrew temu, co się potocznie mówi, wiele o niej wiemy, ale też nie do końca rozumiemy wszystkie mechanizmy. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś w takim stroju będzie się tylko bawił, a ktoś inny będzie przeżywał później koszmary. Na pewno nie jest to tylko kwestia stroju. Na to nakłada się przede wszystkim wiele rzeczy, które w życiu tego człowieka mają lub miały miejsce. U jednego może być to obojętne, ale u drugiego strój wampira zadziała i w jego życiu zaczną się dziać dziwne sprawy. Trzeba pamiętać o jednym: mówimy o zagrożeniach duchowych. To nie oznacza, że wszyscy od razu pójdą do piekła. Spotykałem nawet takich ludzi, którzy uważają, że jak ktoś zagra w jasełkach postać diabła, to już po nim. Trzeba odróżnić pewne rzeczy.

Przełom października i listopada to ścieranie się symboliki życia i śmierci. W polskiej mentalności wciąż pokutuje propaganda z czasów słusznie minionych, przez którą dzień 1 listopada jest nazywany Świętem Zmarłych. Ale przecież to święto żywych!

Mówimy tu o przewartościowaniu pojęć. Wynika to z wielu rzeczy, ale Kościół jednoznacznie pokazuje, że Wszystkich Świętych jest uroczystością, kiedy łączymy się ze wszystkimi wyznawcami Chrystusa, którzy żyją już w chwale nieba. Natomiast następujący po niej Dzień Zmarłych, który nie jest nawet świętem, daje okazję do zadumy i przypomina, że nie ma dusz opuszczonych. Owszem, są dusze w czyśćcu cierpiące, ale Kościół codziennie modli się za wszystkich zmarłych.

Czasami można usłyszeć o sytuacjach, kiedy dusze czekające na zbawienie w różny sposób dają o sobie znać, gdy o nich zapomniano.

Znam wiele takich historii, chodzi właśnie o modlitwę za zmarłych. Tezy są różne, choć ja skłaniam się ku takiemu tłumaczeniu, że po śmierci dusze zostają już w tej rzeczywistości, w której się znalazły – w niebie, piekle lub czyśćcu – i raczej nie wędrują sobie po świecie. Natomiast do mnie przemawia sytuacja, w której anioł zmarłego ukazuje się, by prosić o modlitwę za tych, którzy są w czyśćcu. Co ważne, tego rodzaju przypadki nigdy nie mają negatywnego oddźwięku. Osoby, które to spotkało, zawsze podkreślają, że nie bały się. A podjęta modlitwa skutkuje. Spotkałem się nawet z przypadkami, kiedy po czasie ta dusza postanowiła podziękować. Pan Bóg szuka sposobu, aby pobudzić nas do pamięci o zmarłych nie tylko przez budowanie im pomników, ale przede wszystkim w modlitwie.

Jednak zdarza się, że niezorientowane osoby mogą pomylić taką sytuację z nawiedzeniem.

Dlatego proszą mnie o pomoc, a najtrudniejszym elementem posługi egzorcysty jest prawidłowe rozeznanie, czy w danym momencie mamy do czynienia z działaniem złego ducha, czy może z próbą rozpalenia wiary lub niekiedy po prostu z chorobą. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy moja posługa jest ciekawa. Ale co może być ciekawego w ludzkim cierpieniu? Jeżeli już miałbym na takie pytanie odpowiedzieć, to jest ciekawa o tyle, że żaden przypadek nie jest taki sam. Nie ma dwóch takich samych sytuacji i chociaż mogą mieć wiele wspólnego, to zawsze różnią się w detalach.

Przeczytaj całą rozmowę na: gliwice.gosc.pl.