Patrzymy w jednym kierunku

Mira Fiutak

|

Gość Gliwicki 02/2015

publikacja 08.01.2015 00:00

Wczoraj wrócili z Pragi. Jest sobota, wieczór. Zapalają świece przed ikonami, w niewielkiej kaplicy zaczynają płynąć kanony z Taizé.

W drodze na popołudniową modlitwę do katedry św. Wita, którą widać w tle W drodze na popołudniową modlitwę do katedry św. Wita, którą widać w tle
Archiwum prywatne

Jeszcze dwa dni temu modlili się w 30-tysięcznej grupie uczestników Europejskiego Spotkania Młodych. Wyjechali razem, bo znają się z jednego punktu przygotowania. Zazwyczaj działają one od września do spotkania na przełomie roku. – Ale my chcemy mieć kontakt ze sobą i potrzebujemy tej formy modlitwy, więc zdecydowaliśmy się na regularne spotkania co tydzień – mówi Agnieszka Kowalik, odpowiedzialna za grupę razem z Pawłem Zygmuntem. Spotkania są w soboty o 19.15 w bocznej kaplicy kościoła św. Jana Chrzciciela w Zabrzu-Biskupicach.

Praga była trzecim ESM, w którym uczestniczyła. – To, co zostaje, to przede wszystkim nowo nawiązane znajomości, nie tylko z Polakami. Poznajemy nową kulturę, a na spotkaniach biblijnych poglądy innych na tematy związane z naszą wiarą – wymienia Agnieszka. – Mogę skonfrontować mój światopogląd z innymi. Bardzo odpowiada mi też ta forma modlitwy. To jest niesamowite wrażenie, kiedy jesteśmy wszyscy w jednej hali, po prostu jeden wielki Kościół – mówi o starannie przygotowanej modlitwie jej starsza siostra Aleksandra. Podkreślają gościnność czeskich rodzin, wielu na czas spotkania dało młodym klucze do swoich mieszkań.

To jest prawdziwa jedność

Paweł Zygmunt patrzy na takie wyjazdy przede wszystkim przez pryzmat tego, co sam może dać innym. Tego nauczył się w Taizé, gdzie był już czterokrotnie. – Przez całe lato przyjeżdżają tam tysiące ludzi. Tylko po to, żeby się modlić. Nie ma żadnej kapeli rockowej, jakiegoś wielkiego wydarzenia. Po prostu siedzi się i śpiewa kanony. Jest modlitwa, która swoje korzenie ma w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich, bo przecież to są psalmy, ich krótkie fragmenty. Jest klimat, w którym można wyciszyć się, zastanowić nad swoim życiem – zauważa.

Obok siebie katolicy, prawosławni, protestanci. – Siedzimy razem i patrzymy w jednym kierunku. Modlimy się tymi samymi słowami. I to jest prawdziwa jedność. Razem wołamy do tego samego Boga, wyznajemy wiarę w Jezusa. To daje nadzieję, że jest możliwa jedność w Kościele, który wydaje się podzielony – dodaje. Przypomina, że bracia nie zaplanowali takiej wizji tej ekumenicznej wspólnoty założonej w niewielkiej miejscowości we Francji. – Mieli pewną wizję przeżywania swojej wiary, a tu nagle „zwalili” im się na głowę młodzi ludzie. Ta rzeczywistość nie była zaplanowana, tylko się po prostu stała. Dowód na działanie Ducha Świętego – mówi Paweł Zygmunt.

Magdalena Winczura była w Taizé ostatniego lata i po powrocie nie wyobrażała już sobie, żeby nie pozostać w tym klimacie modlitwy i spotkania. – Pociąga mnie wolność tej modlitwy. I myślę, że właśnie z tej wolności rodzi się radość ludzi, którzy tam przebywają. Otwartość na innych – uważa. Wielu pytanych o to, co odkryli w Taizé, odpowiadają: modlitwę w ciszy. – Oprócz śpiewu i czytania fragmentu Biblii jest czas, kiedy w ciszy samemu można porozmawiać z Bogiem – mówi Agnieszka.

Sam na sam z krzyżem

Dla Łukasza Adamczyka najważniejszym momentem tych kilku dni w Pradze była adoracja krzyża. – To było doświadczenie szczególnej bliskości, więzi z Panem Bogiem. Wszystkie moje problemy, rozterki, które w sobie miałem, zostały w tamtym miejscu, przy krzyżu. To było umacniające i oczyszczające – wspomina czas, kiedy pozostawali sam na sam z krzyżem. – Bracia nigdy nie zatrzymują ludzi w Taizé. Podkreślają, że to, co jest doświadczeniem tam, można mieć u siebie, w swoich domach, parafiach – przypomina Paweł Zygmunt. Przeor wspólnoty z Taizé Brat Alois w propozycjach na najbliższy rok zachęca do modlitwy o pokój. Na przykład w niedzielę wieczorem przez pół godziny trwając w ciszy wspólnie z innymi.

– Dla mnie Taizé to oderwanie od tej rzeczywistości, w której żyję na co dzień – mówi Michał Mos- kwiak. – Przez tydzień jest spokój, razem modlimy się, rozmawiamy o Biblii. To we mnie zostaje. Niestety, starcza zwykle na trzy, cztery miesiące. Ale wiem, że tam wrócę – opowiada. Podkreśla ciszę podczas wielotysięcznych spotkań na przełomie roku. – W katedrze na Hradczanach w czasie modlitwy nikt się nie przemieszczał, nikt nie robił zdjęć. To jest niezwykły czas. Przed spotkaniem myśli się, czy będzie ciepła woda. A potem nic nie jest problemem. 15 osób na sali, jeden prysznic, cokolwiek na śniadanie. I nikt nie robi problemu, żadnych roszczeń – dodaje.

W międzynarodowych grupach dyskutowali o pokoju, często uświadamiając sobie stereotypy, jakimi posługują się, patrząc na siebie. Motywem przewodnim spotkania były słowa Jezusa: „Wy jesteście solą ziemi”. Nadającą smak rzeczywistości, w której żyją na co dzień.

Już dziś planują udział w kolejnym spotkaniu, w Walencji w Hiszpanii. Przez cały rok będą spotykać się w soboty na rozważaniu słowa i modlitwie. Mówią, że rozpoczynają nią świętowanie niedzieli.