Szukając najmłodszych pielgrzymów Gliwickiej Ślubowanej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę, dotarliśmy do pątników grupy z Toszka.
Fioletowa jedynka jest najliczniejszą z kilkunastu grup, które weszły wczoraj na Jasną Górę, a przy tym bardzo rodzinną.
Wśród najmłodszych pielgrzymów była roczna Karolina, która z mamą już w zeszłym roku, mając zaledwie siedem tygodni, była na trasie.
- Jesteśmy stałymi pielgrzymami od lat, chodziliśmy jeszcze zanim pobraliśmy się. Mąż w opolskiej, a ja w gliwickiej pielgrzymce. Ta odwaga wyruszania w drogę wzrasta u nas z każdym kolejnym dzieckiem. Karolina jest czwartym, najmłodszym - mówi Julia Dziób z fioletowej grupy z Toszka.
- Chodzimy z rodziną razem, ponieważ chcemy przekazać nasze wartości dzieciom od najmłodszych lat. W tym roku mieliśmy mały armagedon, bo mąż grał na gitarze, a ja szłam z trójką dzieci i gdyby nie współpielgrzymi, to byłoby mi bardzo trudno. Ale generalnie jest to do ogarnięcia, choć tym razem, ze względu na dzieci, nie byliśmy na całej trasie. Ważne jest jednak dla nas pokazanie im, że chodzimy, że to dla nas istotne, że jest to też w pewnym sensie nasza tradycja. Chcemy żeby widzieli, że mimo trudności rodzice się starają, żeby zaszczepić w nich dobre wartości - podkreślają zgodnie.
Mała Karolina z rodzicami i rodzeństwem.
Klaudia Cwołek /Foto Gość
Mała Karolina w tej samej fioletowej grupie z Toszka miała rówieśnika, o kilka miesięcy starszego Ignacego, który też na pielgrzymce był już drugi raz.
- Jak tylko się udaje, chodzimy rodzinnie, lubimy tak spędzać razem czas - mówi mama Beata Dymarek, która ponownie wyruszyła w drogę, mimo że jest w szóstym miesiącu ciąży. Tak więc w tegorocznej pielgrzymce po raz pierwszy szli już w szóstkę. Rodzice z czwórką chłopców, z których najmłodszy ma się dopiero urodzić.
- Niektórzy patrzą na nas, jakbyśmy byli jacyś wyjątkowi, ale my się tak nie czujemy. To prawda, że nie jest łatwo iść z dziećmi, ale my chętnie podejmujemy ten trud. Zaczynaliśmy trochę tak na sportowo, dojście na Jasną Górę stawialiśmy sobie kiedyś jako wyzwanie. Ale w swoim czasie zrodziła się w nas także duchowa motywacja, myślę że do pewnych rzeczy się po prostu dojrzewa. Nawet jeśli czasami się idzie, bo inni też idą, to intencje w sercu i wielkie sprawy przychodzą później - opowiada Beata. - Tak było z nami, bo Ignaś jest naszym małym cudem. W lutym ubiegłego roku urodził się z zamartwicą okołoporodową, przebywał na intensywnej terapii, zapowiadało się, że nie będzie w pełni sprawny. Za jego chorobą szły nasze modlitwy, moja Ekstremalna Droga Krzyżowa. Z każdym tygodniem stan się poprawiał i w sierpniu zeszłego roku mogliśmy już razem z nim pójść na pielgrzymkę, żeby dziękować. A w tym roku dziękujemy dodatkowo za kolejny, niespodziewany cud, jakim jest Franek, na którego narodziny czekamy. Na pielgrzymkach taką główną naszą intencją jest rodzina. Dziękujemy za to, co już otrzymaliśmy, prosimy o zdrowie i błogosławieństwo, ale pamiętamy także o naszych zmarłych - wyznaje.
Roczny Ignaś z rodzicami i starszymi braćmi.
Klaudia Cwołek /Foto Gość
Najmłodszy pielgrzym całej gliwickiej pielgrzymki też należał do fioletowej jedynki, a był nim 2,5-miesięczny Fryderyk Sikora. Natomiast najstarszy pielgrzym to 78-letni Stanisław Michalik, który szedł w grupie niebieskiej z Gliwic.