Kulminacyjnym punktem spotkania w Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej była Eucharystia pod przewodnictwem bp. gliwickiego Sławomira Odera. Jeszcze przed jej rozpoczęciem jedna z pątniczek Edyta Kowalska w pięknej gwarze śląskiej przypomniała dzieje pielgrzymowania, które zrodziło się w obliczu dziesiątkującej Tarnogórzan zarazy.
- Wdycki wyciongosz do nos rynce i pomogosz nom przeca. Wdycki cicho sam na nos czekosz, niy godosz, ino na nos zaglondosz. Ty pszajesz kożdymu po chichu, a jak za idom ku nom grzmoty, to skludź nos pod swój mantel a na bezrok zaś pszidymy - zwróciła się do Matki Bożej. Po śląsku odczytane były także później niektóre wezwania Modlitwy Wiernych.
W kazaniu bp Oder, nawiązując do dramatycznych wydarzeń epidemii sprzed ponad trzech wieków, zaznaczył że Tarnogórzanie zrozumieli, że bez Boga człowiek nic nie może uczynić.
– Przychodząc do Piekar, do tronu Matki, chcemy i my lepiej poznać Boga, uleczyć naszą relację z Nim i głębiej zrozumieć Jego plany wobec każdego z nas. Chcemy podjąć zaproszenie Maryi, która jest przecież najdoskonalszą uczennicą Pana – mówił.
Nawiązując do modlitwy Jezusa z odczytanej Ewangelii, gdy wysławia Ojca, „że zakrył te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawił je prostaczkom”, zaznaczył, że pielgrzymka to doświadczenie prostoty.
– Na szlaku nie liczą się tytuły, stanowiska ani stan konta. Wszyscy idą tak samo zmęczeni, w tym samym kurzu drogi. Tutaj, przed obliczem Matki, uczymy się prostoty życia i odnajdujemy pokój serca. To właśnie serce pokorne i proste potrafi usłyszeć cichy głos Boga. Życie nieskomplikowane pychą, a pełne świętej, Bożej bojaźni, jest jedyną drogą, którą On bezpiecznie chce nas prowadzić przez meandry niebezpieczeństwa, mroki współczesnego świata – wyjaśniał.
Bp Oder mówił też o „współczesnej zarazie”, którą są owoce naszej ludzkiej pychy, naszej ciągłej destrukcyjnej żądzy dominowania nad innymi, bezwzględnego posiadania dóbr materialnych, stawiania na swoim i górowania za wszelką cenę nad bliźnimi.
– To ta współczesna dżuma, morowy luft zamyka ludzkie spojrzenie w ekranach telefonów, a w naszych domach otwiera bolesną przepaść samotności i kryzysu rozpadających się małżeństw. To zaraza relatywizmu, która mąci ludzkie sumienie, odbiera młodym sens życia i wmawia nam, że prawda nie istnieje. To wreszcie kultura tymczasowości, która każe uciekać od krzyża, od stałych zobowiązań, od odpowiedzialności i wierności. Ta chora tkanka naszego człowieczeństwa rodzi kolejne dramaty – zamach na życie nienarodzonych, brak szacunku dla osób starszych oraz paraliżującą obojętność na cudzą samotność i krzywdę. To z niej wypływa wyzysk i bezwzględność wobec tych, którzy uciekając przed prześladowaniami w poszukiwaniu bezpieczeństwa i pokoju, podejmują pracę, za którą często nie otrzymują godziwego wynagrodzenia. To wreszcie bolesne dzielenie ludzi na lepszych i gorszych według klucza przynależności partyjnej czy statusu materialnego, oraz zanik etosu pracy dla dobra wspólnego na rzecz partykularnych interesów. To jest dzisiejsza dżuma. Oto współczesne zarazy – wyliczał.
Zaapelował, by wobec tej dżumy egoizmu szukać ratunku u naszej Matki.
– Niech ten jubileusz 350-lecia nie będzie tylko wspomnieniem z kart historii, ale momentem prawdziwego odrodzenia naszych serc. Wróćmy do naszych domów odmienieni tą lekcją prostoty i pokory. Wróćmy z sercami pełnymi pokoju, śpiewając z zachwytem za prorokiem Zachariaszem, który nas dzisiaj uczy, co jest prawdziwą wielkością – zachęcił.
Kazanie bp. Sławomira Odera:
W czasie dziękczynienia po Komunii Świętej wykonany został utwór „Pieśń dziecka” na dwoje skrzypiec i organy, skomponowany specjalnie na tę uroczystość przez Sonię Brauhoff jako wotum dla Maryi. Wykonali go młodzi muzycy ze Szkoły Skrzypcowej Suzuki pod kierownictwem Barbary Plazy. Liturgię ubogaciła również muzyczna oprawa organisty Klaudiusza Jani oraz Parafialnej Kamiliańskiej Orkiestry Dętej pod batutą Olka Königa. Pielgrzymi po Mszy św. udali się na Kalwaryjskie Wzgórze, gdzie zostało wykonane pamiątkowe zdjęcie, które pewnie przejdzie do historii jako dokument 350. Tarnogórskej Pielgrzymki Ślubowanej. Jej zwieńczeniem był Różaniec i Nieszpory oraz uroczyste błogosławieństwo na drogę powrotną, którą – w miarę sił – pielgrzymi podjęli również pieszo. W przygotowanie jubileuszowej pielgrzymki mocno zaangażowało się Stowarzyszenie Dziedzictwo, za co podziękował na swoim FB Tomasz Olszewski, przewodniczący Rady Miejskiej.
Tegoroczna Tarnogórska Pielgrzymka Ślubowana do Matki Bożej Piekarskiej ze względu na jubileusz 350-lecia pielgrzymowania i 500-lecie miasta miała wyjątkowo uroczysty charakter. Z różnych miejsc miasta pielgrzymi wyruszyli pieszo bardzo wcześnie rano. Pątnicy ze Strzybnicy na przykład zbiórkę mieli już o wpół do szóstej. Było też sporo rowerzystów i osób zmotoryzowanych. W tym dniu pielgrzymowali nie tylko Tarnogórzanie, ale wierni z innych miejscowości – Bytomia czy Zbrosławic.
Tradycja tarnogórskiej pielgrzymki związana jest z błaganiem o uwolnienie od epidemii, która pochłonęła setki ofiar. W 1676 r. z prośbą o zatrzymanie zarazy zorganizowali ją jezuici, którzy przez wiele dekad mieli znaczący wpływ na życie religijne miasta. Po wielkiej modlitwie epidemia (była to najprawdopodobniej dżuma) ustała, a Tarnogórzanie postanowili organizować coroczne pielgrzymki dziękczynne, które odbywają się w niedzielę po 2 lipca, czyli – według dawnego kalendarza liturgicznego – po święcie Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Pielgrzymki odbywały się nawet w trudnych czasach wojen i zawirowań politycznych, a gdy władze zakazywały wspólnej drogi Tarnogórzanie chodzili do Piekar indywidualnie.
Wspólne zdjęcie pielgrzymów.
Mariusz Jarzombek








