Nowy numer 23/2023 Archiwum

Bp Oder dla "Gościa": Jan Paweł II pozostaje dla mnie niedoścignionym wzorem kapłaństwa

O tym, jak trudno dziś być księdzem, o życiu w prawdzie i rekolekcjach głoszonych przez św. Jana Pawła II mówi bp Sławomir Oder.

MIRA FIUTAK: Jaka była pierwsza reakcja Księdza Biskupa na wiadomość, że zostaje posłany do diecezji gliwickiej?

BP SŁAWOMIR ODER: Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie sam fakt nominacji na biskupa, Gliwice były drugim elementem tej informacji, jaki mnie zdumiał. Nie spodziewałem się takiego wyboru. Po powrocie z Rzymu moje życie było bardzo zorganizowane, w pełni zintegrowane z pracą i funkcjonowaniem prezbiteratu diecezji toruńskiej, gdzie w 2021 roku biskup powierzył mi piękną i odpowiedzialną funkcję ojca duchownego kapłanów.

W dniu ogłoszenia mojej nominacji w czytaniu z Listu do Hebrajczyków przypomniana została historia Abrahama, któremu Pan powiedział: zostaw wszystko, wyjdź z ziemi twego ojca i idź, gdzie ci wskażę. I Abraham w duchu wiary poszedł. W moim sercu pojawiło się natychmiast pytanie o wiarę. Bo to są sytuacje, które można odczytać w perspektywie ludzkiej – i wtedy rodzą się wątpliwości, pytania, albo w perspektywie wiary – i wtedy przychodzą słowa jak w chwili zwiastowania: „Oto jestem”. Tak jak Maryja zadała pytanie: „Jak się to stanie?”, tak i ja pytam. Przecież wiem, kim jestem, znam swoje ograniczenia, rzeczywistość, w której żyję. Jednak pytanie Maryi nie było pozbawione wiary, było pytaniem o to, co Ona wobec tego wezwania mogła zrobić. U mnie to pytanie też się pojawiło. Tę rzeczywistość można przyjąć tylko w perspektywie wiary. Szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy trudno być księdzem, a tym bardziej biskupem, w rzeczywistości postępującej laicyzacji i kontestacji wielu spraw. Moja reakcja to było przede wszystkim pytanie o moją wiarę.

Miał Ksiądz Biskup okazję poznać wcześniej Kościół na Śląsku? Z perspektywy Rzymu pewnie nie było do tego wielu okazji.

Paradoksalnie ta rzeczywistość śląska nie była mi obca, przynajmniej z dwóch powodów, chociaż oczywiście nie mogę powiedzieć, że ją znałem. Podczas procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II jedną z moich najbliższych współpracownic była pani Aleksandra Zapotoczny, która pochodzi właśnie stąd i często mówiła mi o swoim ukochanym Śląsku. Dzięki temu miał on konkretne oblicze; była to rzeczywistość, którą ona reprezentowała. Drugą taką osobą, która w Rzymie utożsamiała dla mnie Śląsk, był ks. prał. Arkadiusz Nocoń.

Jak Ksiądz Biskup powiedział, ten nowy etap rozpoczyna się w niełatwym czasie. Co jest największym wyzwaniem, przed którym stoi dzisiaj Kościół?

Jestem głęboko przekonany, że w rzeczywistości, w której dziś żyjemy, najistotniejsze jest to, żeby Kościół zachował swoją tożsamość. A to znaczy, że musi być wspólnotą wiary. Największym wyzwaniem jest życie w prawdzie i życie w wierze, co wcale nie jest takie oczywiste. Wiemy, jak łatwo obecnie żyć pomiędzy dwoma światami – wirtualnym i rzeczywistym, światem przybranych masek społecznych i życia osobistego. O tym mówił Benedykt XVI, przypominając, że dzisiaj największym problemem Kościoła i korzeniem tego, co złe, jest niedostatek autentycznej wiary. Kiedy byłem młodym chłopakiem – a wyjeżdżałem z Polski w 1985 roku, kiedy kościoły były jeszcze pełne i przeżywaliśmy niesamowitą radość na fali wyboru Jana Pawła II – nie rozumiałem do końca pytania Chrystusa o to, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy ponownie przyjdzie. A dzisiaj to jest główny problem, nad którym musimy pracować.

W jaki sposób?

Chodzi o autentyczną wiarę, bo jest ona rzeczywistością wieloaspektową. Wierzymy w Boga, który istnieje, wierzymy w słowo, które nam przekazuje, ale to nie wszystko. Chodzi o to, żeby uwierzyć Bogu, stworzyć osobistą relację z Nim. Bardzo łatwo być tylko urzędnikiem czy szafarzem, nawet bardzo poprawnym. Ale to jest jeszcze mało. Dzisiaj wiarygodność Kościoła zależy od autentyczności jego wiary. Trzeba wierzyć w Boga i wierzyć Bogu, a to oznacza autentyczną relację z Nim. I co za tym idzie, życie prawdą – i w wymiarze osobistym, i całego Kościoła. Jeżeli w moim sercu jest Chrystus, Jego Ewangelia, miłość do Kościoła i troska o Kościół, to wydaje się, że nie mamy się czego bać. Chrystus nie obiecał, że Kościół będzie rzeczywistością wielkich liczb, ale mówił: „Będziecie solą ziemi, światłością świata, zaczynem”. Zadaniem Kościoła jest być inspiratorem, spiritus movens, tym, który niepokoi sumienie. A można to zrobić tylko poprzez prawdę, którą się głosi własnym życiem. Mamy iść do świata jako ci, przez których emanuje światło Ewangelii, którzy zaciekawiają, pokazują, jak można żyć w różnych trudnych sytuacjach. Właśnie te sytuacje ekstremalne są momentem, kiedy człowiek staje wobec konieczności powiedzenia o swojej wierze. Łatwo na co dzień powiedzieć: „Pewnie, że wierzę”, ale przyjąć w duchu wiary przeciwności życia – to już wcale nie jest takie oczywiste.

Jaka tutaj jest rola wspólnot i ruchów, które Ksiądz Biskup szczególnie zaprosił do czuwania w przeddzień uroczystości w katedrze?

Wbrew temu, co czasami się dzisiaj głosi o kryzysie i trudnościach, Duch Święty działa. Wszystkie ruchy i grupy, które powstają, są autentycznym przejawem żywotności Kościoła i działania w nim Ducha. Trzeba o nie dbać, bo są darem Boga dla nas. Ich rola jest charyzmatyczna, polega na przyjęciu tego daru Ducha Świętego, który trafia do konkretnego człowieka, jego wrażliwości, jego człowieczeństwa. Pozwala mu głębiej spotkać się z Chrystusem i przeżywać tę radość także we wspólnocie. W tym kontekście również powraca problem autentycznej wiary w Boga, który jest centrum mojego życia, którego doświadczam w konkretnej rzeczywistości, żeby coraz bardziej być świadkiem spotkania z Nim. To niezwykle istotne, by kształtować autentycznych chrześcijan, uczniów Chrystusa, ludzi zakochanych w Nim, bo przede wszystkim to dzisiaj przemawia do świata.

Drugą zaproszoną grupą do tego wieczernika są ludzie młodzi.

Nie mając młodzieży, trudno myśleć o przyszłości. Nie jest prawdą, że dzisiejsza młodzież jest stracona dla Kościoła, że nie potrzebuje niczego duchowego, bo zadowala się życiem wirtualnym albo konsumpcją dóbr, które przemijają. Wielokrotnie spotykałem młodych ludzi, którzy temu przeczą. Wcale nie mówię, że są to masy. Jan Paweł II potrafił gromadzić masy i to był jego szczególny charyzmat. Te rzesze, które za nim szły, były przejawem tego, że w człowieku, zwłaszcza młodym, jest głód czegoś więcej. Przy Janie Pawle II to była fascynacja prawdą jego życia. Dzisiaj w młodym człowieku również jest takie pragnienie, poszukiwanie autentyczności życia, czegoś, co nie przemija. Jest tęsknota za czymś, co nadaje sens naszej egzystencji. Mamy wiele przejawów altruizmu w życiu młodych ludzi, np. wolontariat. Doświadczenie i przeżywanie wspólnoty Kościoła pozwala im odkryć, że źródłem i korzeniem tego, co naprawdę dobre, głębokie, szlachetne i nieprzemijające, jest Chrystus.

Co w formacji księży, którą zajmował się Ksiądz Biskup w Toruniu, jest dziś szczególnie ważne? Co można przenieść do naszej diecezji?

Każda wspólnota jest inna, ma swoje własne doświadczenia i tożsamość, dlatego nie chciałbym tutaj mówić o tym, co można by przenieść. Bardzo istotnym wydaje mi się fakt, że dzisiaj jest znacznie trudniej niż kiedyś odpowiedzieć na powołanie Chrystusa. Świat oferuje więcej możliwych dróg realizowania się w swoim człowieczeństwie. Głos Pana jest mocno zagłuszany. Obecnie młodzi kapłani potrzebują bardzo dużo wsparcia, bo ten otaczający świat nie odpuszcza, dlatego istotne jest budowanie wspólnoty kapłańskiej. Nie chodzi o jakieś „kolesiostwo”, grupę kolegów kursowych z seminariów czy na placówce duszpasterskiej, ale o budowanie braterstwa kapłańskiego opartego na świadomości tego, kim się jest, do czego zostało się przez Chrystusa wybranym i przeznaczonym. To budowanie więzi na modlitwie i pragnieniu pogłębienia własnej duchowości. Potrzebny jest braterski krąg ludzi życzliwych, gdzie to braterstwo jest autentycznie zakorzenione w umiłowaniu Chrystusa i kapłaństwa. Drugi aspekt, co już po raz kolejny powtarzam, to prawda w życiu, która musi być nieustannie weryfikowana przez głębokie życie duchowe. Bardzo łatwo wejść w pewne schematy myślenia, funkcjonowania, działania, a my nie mamy być managerami, funkcjonariuszami jakiejś instytucji ludzkiej; jesteśmy posłani do dzisiejszego świata jako słudzy Ewangelii, świadkowie Chrystusa i płynącej ze spotkania z Nim nadziei.

Co nie jest łatwe, bo jednocześnie trzeba być trochę managerem.

Oczywiście, że tak. Nie ma realizacji powołania chrześcijańskiego bez odniesienia do rzeczywistości, w której żyjemy. W nią mamy wnosić to, co duchowe, a wtedy ona nas nie zniewoli, nie oczaruje, nie zdominuje, bo w tym wszystkim, co będziemy robić, będziemy kapłanami. To jest sekret wolności kapłańskiej. W naszej relacji z Chrystusem jest autentyczna wolność, przede wszystkim od samego siebie, od przywiązania do rzeczy, które mają charakter drugorzędny. Człowiek żyjący głęboką prawdą o tym, kim jest, nie pozwoli się uwikłać w układy polityczne, sentymentalne czy towarzyskie.

Co najmocniej przemówiło do Księdza Biskupa w postaci Jana Pawła II podczas pracy postulatora jego procesu kanonizacyjnego?

To był to dla mnie czas wielkich rekolekcji, które on mi głosił. Jana Pawła II charakteryzuje przede wszystkim kapłaństwo. Patrzymy na niego jak na wielkiego papieża, człowieka, który swoją posługą zmienił historię świata – i rzeczywiście tak było. A zrobił to dlatego, że był autentycznym kapłanem. Człowiekiem zakochanym w Chrystusie, żyjącym w prawdzie, wolnym. Pozostaje dla mnie niedoścignionym wzorem kapłaństwa, które tak bardzo ukochał; które jest też głęboko w moim sercu i które osobiście bardzo kocham. To był dla mnie wielki dar i rzeczywistość, która mnie ukształtowała jako już dojrzałego kapłana. Pamiętam też spotkania z nim w seminarium rzymskim w święto patronki Madonny della Fiducia, Matki Bożej Zawierzenia. Kiedyś rozważaliśmy fragment z Ewangelii św. Jana – dialog między Piotrem a Chrystusem, z pytaniem: „Czy miłujesz Mnie?”. Ulubiony przez Jana Pawła II, który prowadząc wtedy medytację, powiedział: „Każdy kapłan, nawet papież, musi pozostać w swoim sercu seminarzystą”. Nigdy nie da się odpowiedzieć na to pytanie w sposób ostateczny. Musimy stale być w szkole Chrystusa, być Jego uczniami i do tej odpowiedzi na pytanie o miłość dorastać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Quantcast