Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dwa listy

Kilkanaście dni temu, podobnie jak wielu księży, otrzymałem pismo, którego nagłówek wołał: „STOP Komunii Świętej na rękę!”.

Jego autor przestrzegał przed „licznymi profanacjami, jakie mają miejsce w związku z praktyką przyjmowania Komunii na rękę”, oraz przed jej konsekwencjami, wśród których ma być „zatrważający i postępujący zanik wiary w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie”.

Podpisany pod listem prezes Stowarzyszenia im. ks. Piotra Skargi, które – wbrew pozorom – nie jest stowarzyszeniem katolickim, zachęcał mnie do lektury dołączonej broszury, noszącej tytuł „W tej Hostyi jest Bóg żywy. O Komunii Świętej na rękę”. Zabrałem się zatem za lekturę książeczki, lecz z każdym zdaniem zaczął narastać we mnie sprzeciw wobec nieprawd i manipulacji, jakie w opis najwcześniejszej historii Mszy św. włączyli dwaj autorzy broszurki. Pierwsza z nieścisłości dotyczy Ostatniej Wieczerzy. Z faktu, że Pan Jezus podał Judaszowi umoczony kawałek chleba, który nie był Eucharystią (pisze o tym św. Jan Ewangelista), nie wynika przecież, że w podobny sposób rozdawał apostołom swoje Ciało i Krew. Teksty liturgii Mszy św. w ślad za Ewangeliami wyraźnie wskazują, że uczniom podał chleb, a potem kielich z winem. Sugestia broszurki jest jednak jednoznaczna: Jezus podał uczniom chleb prosto do ust. Kolejne wieki chrześcijaństwa według autorów książeczki to narastające ostrzeżenia przed nadużyciami i profanacjami, do jakich miałoby dochodzić wtedy, gdy przyjmuje się Komunię św. na rękę. Opisem kilku rzekomych niedawnych profanacji – mało konkretnym, bez podania dat i miejsc – kończy się ta broszurka.

Obie formy dozwolone

Książeczka, przestrzegająca przed takim rozdawaniem Komunii św., jest zaledwie częścią prowadzonej szeroko akcji. Te same przestrogi znajdziemy na podanej w tekście stronie internetowej oraz na billboardach, które pojawiły się w kilku miastach: przedstawiają one czyjeś brudne dłonie trzymujące zakrwawioną hostię. Stowarzyszenie działające bez aprobaty Kościoła przeniosło w ten sposób w przestrzeń publiczną kwestię Eucharystii: największego skarbu, jaki swoim uczniom pozostawił podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus. Nie można nie dostrzec, że akcja „STOP Komunii Świętej na rękę” publicznie sprzeciwia się normom, jakie w komunikacie komisji liturgicznej polskiego episkopatu przypomniał na początku października bp Adam Bałabuch. Warto przypomnieć te wskazania: „Chociaż główną formą przyjmowania Komunii w Polsce jest Komunia do ust, to jednak nie oznacza to, że inne zatwierdzone przez Kościół formy miałyby być same z siebie niegodne, niewłaściwe, złe lub grzeszne, jeśli spełnia się warunki stawiane w tej kwestii przez prawo liturgiczne”. Oczywiście, zadaniem duszpasterzy jest uwzględnienie wrażliwości wiernych, którym nie wolno narzucić tylko jednego sposobu przyjmowania Komunii św., jak i przypomnienie, by każdą widoczną na dłoni okruszynę hostii również ze czcią spożyć.

Niepotrzebny zamęt

Dłoń jest równie godna jak usta. Bóg, który w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem, odkupił przecież całego człowieka, co w jednym ze swych tekstów podkreśla ks. prof. Helmut Sobeczko! Sakrament chrztu sprawia, że dostępujemy godności dzieci Bożych. Plakat z brudnymi dłońmi i hostią zdaje się negować te podstawowe prawdy wiary, przywołując dawne herezje gnozy i manicheizmu, przeciwstawiające ducha i ciało. W wielu kościołach diecezji opolskiej i gliwickiej doświadczaliśmy podobnych trudności, gdy od 1991 roku biskupi zaczęli ustanawiać świeckich jako nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Do dzisiaj w niejednej parafii są wierni, którzy do takiego szafarza nie podejdą. W tym samym czasie, gdy broszurka i billboard zaczęły siać zamęt w umysłach i sercach wiernych, u niejednego wywołując lęk przed grzesznym (!) sposobem przyjęcia Eucharystii, w brewiarzowej godzinie czytań mogliśmy rozważać słowa innego listu – napisanego na początku II wieku przez św. Ignacego z Antiochii: „A zatem, synowie światła i prawdy, strzeżcie się rozłamów i nauk przewrotnych; gdzie jest wasz pasterz, tam podążajcie i wy jako owczarnia. Ktokolwiek należy do Boga i do Jezusa Chrystusa, pozostaje w łączności z biskupem”. Bardziej niż działającemu poza Kościołem stowarzyszeniu ufam słowom starożytnego męczennika, który naucza, że Kościół jest tam, gdzie biskup, jego prezbiterzy i diakoni. Zamęt, nawet wywołany pod pretekstem obrony Eucharystii, służy niestety rozbijaniu jedności Kościoła. Autor jest medioznawcą, prof. UO, wykładowcą w Katedrze Teologii Liturgicznej, Homiletyki i Komunikacji Wydziału Teologicznego UO.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama