Nowy numer 37/2021 Archiwum

Sakrament bierzmowania to pożegnanie z Kościołem? Nie, jeśli...

- Jeśli młodym przygotowującym się do bierzmowania dajemy szansę na zbudowanie relacji, jeśli mogą słuchać świadectwa swoich rówieśników, wiedzą, że ich potrzebujemy i że modlimy się za nich – wcale nie chcą odchodzić. Przeciwnie, przynajmniej dla części z nich przyjęcie bierzmowania staje się początkiem głębszego zaangażowania w Kościół – twierdzi ks. Adam Koppel, asystent kościelny programu „Młodzi na Progu”, który powstał w środowisku Szkoły Nowej Ewangelizacji diecezji gliwickiej.

Zachęcamy, by po bierzmowaniu młodzi od razu weszli do ekipy prowadzącej kolejny kurs. Często zresztą sami tego chcą. Pamiętam, kiedyś rozmawiałem z takimi kandydatami na animatorów, pytałem ich o motywację. Jeden powiedział; „chcę przekazać dalej to, co sam tu dostałem”. Taka swoista ‘sztafeta’ bardzo dobrze działa, choć warto, by w gronie animatorów, jako osoba odpowiedzialna był też ktoś kilka lat starszy, być może już z pewnym doświadczeniem. Jeśli chodzi o dobór animatorów przyjęliśmy jednak zasadę elastyczności – ewangelizujemy takimi siłami, jakie mamy.

Nie narzucamy parafii w żaden sposób wizji wspólnoty, do jakiej młodzi mają być zapraszani. Parafia sama powinna mieć tę wizję. Jeśli jest to wizja oazowa – zapraszamy do oazy. Jeśli działa tam KSM – zapraszamy do KSM. Możliwości jest bardzo wiele. Natomiast oczekujemy od ludzi, którzy z nami współpracują, że będą zakładali w parafiach prawdziwe wspólnoty dla osób po bierzmowaniu. Nie chodzi o organizowanie wydarzeń i spotkań wokół różnych akcji, od przypadku do przypadku. Chodzi o budowanie wspólnoty, w której jest konkretna modlitwa, konkretna formacja, rzeczywiste budowanie więzi i okazja do służby w pewnym konkretnym porządku. Jeśli tego nie będzie i zaoferujemy młodym tylko pewną nieuporządkowaną akcyjność, jest duże prawdopodobieństwo, że się rozejdą.

W jaki sposób znaleźć animatorów?

Mówimy o tym na warsztatach. Wracamy do Ewangelii. Od czego zaczął Jezus? – Od zebrania ekipy. Gdy przychodzę do parafii, najpierw patrzę, kto tu będzie ze mną ewangelizował, kto chce, kto już coś przeżył. Tym którzy chcą, proponuję jakieś wspólne doświadczenie, np. wyjazd, głoszę im Ewangelię, modlę się za nich. I to jest pierwsza ekipa, która dzieli się dalej z innymi tworząc pewne środowisko.

W parafii, w której teraz pracuję, program „Młodzi na Progu” działa dopiero drugi rok. Wcześniej nie było w ogóle tego typu przygotowania. Byli natomiast grupa młodzieżowa, która miała pewne doświadczenie wspólnych spotkań, modlitwy, jakiegoś zaangażowania w Kościele. Modliłem się, podchodziłem do nich, rozmawiałem i proponowałem – słuchajcie, jest taki pomysł stworzenia środowiska wiary dla młodych przed bierzmowaniem. Chcecie? Zgodzili się, pojechali na warsztaty. Było to 6 osób, które stworzyło pierwszy zespół i przeprowadziło przygotowanie dla pierwszego rocznika bierzmowanych. Sakrament przyjęło 40 osób i z tych czterdziestu 15 zostało, aby dalej ewangelizować.

Widzę też owoce takiej pracy w innych parafiach, w innych diecezjach. Właściwie nie znam przykładu, by przy zaangażowaniu ludzi w tę wizję nie udało się założyć wspólnoty. Poza tym program „Młodzi na Progu” nie byłby w stanie działać, gdyby animatorzy nie formowali swoich następców. Musielibyśmy szybko zacząć ograniczać naszą działalność. Nie ograniczamy jej. Przeciwnie, wszędzie się rozwijamy.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama