Nowy numer 48/2020 Archiwum

Afryka w Nakle

Dzięki współpracy dwóch organizacji z Mysłowic i Nakła Śląskiego do dzieci w Ugandzie trafią koszulki.

Koza w cenie

Gość zaczął nietypowo, bo od zachwytu nad celebracją Eucharystii i pieśniami, które „napełniły jego serce pokojem”. Nie ukrywał też, że zazdrości proboszczowi… długiej brody. Pytany o swoje powołanie, ks. Wokorach opowiadał, że jego mama typowała na księdza innego syna, a jemu próbowała wybić ten pomysł z głowy, bo „jest zbyt zwariowany i nie da rady”. On jednak był zdecydowany, a do kapłaństwa przyciągnął go przykład pewnego księdza, z którym od wielu lat był bardzo zżyty i który – jak później odkrył – ochrzcił go.

Święcenia przyjął w 2010 roku, a pierwszą Mszę św. odprawił w dniu swoich urodzin, co – w ferworze prymicji – uświadomiła mu dopiero matka. Niedługo później ów starszy kapłan podupadł na zdrowiu, a ks. Wokorach czuwał przy nim w chorobie i udzielił mu ostatnich sakramentów, co uważa za cud.

Ksiądz z Ugandy wyliczał problemy dzieci i młodzieży w swoim kraju: głód, trudności z dostępem do edukacji i przepełnione szkoły, w których na jednego nauczyciela przypada nawet setka uczniów nieposiadająca nawet kartki czy ołówka, uzależnienia od używek i narkotyków oraz wczesne kontakty seksualne skutkujące nieplanowanymi ciążami. Mówił też o przeciwnościach, z jakimi borykają się kandydaci do kapłaństwa i kandydatki do życia zakonnego.

W przypadku mężczyzn problemem dla ich rodziców i otoczenia okazuje się „marnowanie potencjału”. Z kolei kobiety (które przy zamążpójściu muszą być „wykupione” od rodziny za zwierzęta hodowlane) często są odciągane od powołania zakonnego przez ojców, którzy nie byliby w stanie przeboleć straty… kilku krów i kóz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama