Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kościół wychodzi z wygodnych salek

Kiedy stanęli na ulicy, mocne wrażenie na Arielu zrobiło to, że tak blisko żyją ludzie, którzy nigdy jeszcze nie usłyszeli przypowieści o miłosiernym ojcu.

Ulica Dworcowa w Bytomiu. Piątkowy wieczór, grupa młodych ludzi rozstawia dwa namioty, rozkłada sprzęt muzyczny. Zespół przy mikrofonach zaczyna uwielbienie. Obok ludzie z pociągu i autobusu szybko przemierzają drogę w kierunku Centrum Handlowego „Agora”. Na chwilę tylko zatrzymują się przy przejściu na czerwonym świetle. Obok namiotów zbierają się ci, którzy nigdzie się nie spieszą, bo na ulicy spędzają większość czasu. Raczej nie zaglądają do kościoła, dlatego Kościół przychodzi do nich. Bytomska wspólnota Szkoły Nowej Ewangelizacji organizuje te spotkania od prawie 2 lat. Nazwali je Bytom – Miasto Boga i wierzą, zgodnie z otrzymaną obietnicą, że będzie to początek „zmartwychwstania” tego miasta. – Pierwsze spotkanie to była ogromna walka – wspomina Ariel Lubowicz.

To w nim zrodziło się pragnienie, żeby ewangelizować na ulicy. Sam wcześniej spotykał się z bezdomnymi. – Mieliśmy świadomość, że po ludzku niewiele mamy im do zaoferowania. Myślę, że nasze przygotowanie do wyjścia trwało tak długo, od września do maja, żebyśmy sami zobaczyli, jaką wartość możemy dać tym ludziom. To, co najcenniejsze, czyli Boga. Wiadomo, że oni potrzebują ogromnej pomocy materialnej, socjalnej, psychologicznej czy medycznej, której tak naprawdę my im dać nie możemy. Ale wierzymy, że Bóg nas wysłał w to miejsce, żeby mówić o Jego miłości – dodaje.

Bóg chce przemieniać Bytom

Przed pierwszą ewangelizacją w maju 2016 r. przez 8 miesięcy modlili się w tej intencji. Kiedy wybrali ulicę Dworcową, modlili się już w tamtym miejscu. Najpierw trzeba było załatwić wszystkie zezwolenia i zapewnić bezpieczeństwo. Chcieli, żeby spotkanie na ulicy było takie, jak ich wspólnotowe – modlitwa uwielbienia, czas świadectw i wspólny posiłek. Wiedzieli, że najbardziej zainteresowanymi są osoby potrzebujące i bezdomne, więc przygotowali ciepłą zupę i ubrania do rozdania. Potem uruchomiła się prawdziwa lawina. Ktoś zrobił paczki słodyczy, inny kupił 20 par skarpetek, gliwicka wspólnota z SNE przywiozła pełny samochód różnych rzeczy, właściciel pobliskiego sklepu dał dwa worki czapek i szalików… Dla niektórych pierwszy kontakt z bezdomnymi był trudny. Dla innych trudne było stanięcie na ulicy swojego miasta i uwielbianie tam Boga. Dziś widzą, jak On przełamywał w nich te opory. – Z jednej strony byliśmy zestresowani, ale też nasze serca były bardzo ofiarne. Chcemy to robić, bo wiemy, że jest to miejsce, w którym Bóg chce przemieniać Bytom. To miejsce doświadczania Jego cudów – mówi Mariusz Bułka. Zaskoczyło ich to, że spotkali się z dużą otwartością ludzi ubogich i bezdomnych. Dziś, po dwóch latach, z wieloma dobrze się już znają, a oni mają do nich zaufanie, opowiadają o sobie, zwierzają się.

Głodni rozmowy

Na Dworcowej rozstawiają dwa namioty. Jeden dla zespołu, który prowadzi uwielbienie. W drugim są osoby, które można poprosić o modlitwę, i księża, którzy spowiadają. Jak głosi się słowo Boże tym, którzy nie mają nic? – Najprościej jak to możliwe – odpowiadają. – W mówieniu do ubogich ważna jest prostota. Widzę to też z perspektywy spowiadania w tamtym miejscu – mówi ks. Łukasz Kwiecinski, duszpasterz odpowiedzialny za tę wspólnotę. Niekiedy korzystają z sakramentu też inni.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama