Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ślonsko betlyjka

Kilkadziesiąt lat temu jedna figurka do szopki kosztowała tyle, co... krowa. Dzisiaj przygotowanie stajenki jest znacznie tańsze. Ale czy w śląskich domach zwyczaj ten przetrwał?

Górnik w szopie?

W śląskich domach, w których kultywowano zwyczaj stawiania szopek, co roku dokupywało się kolejne figurki. Wiele rodzin nie było bowiem stać na zakup całego kompletu figurek. Systematycznie powiększano więc betlyjkę lub wymieniano zniszczone figurki na nowe, np. porcelanowe. Ci, którzy nie byli zamożni, często sami reperowali zużyte elementy. Zastanawiające jest to, że w śląskich szopkach nie ma np. hutnika albo górnika. Jedynie czasami natrafimy na chlewiki lub familoki. – W pewnym momencie pojawiły się jedynie jakieś elementy ludowe, ale występowały one rzadko. Były modne pasiaki, w miejsce pastuszka mógł pojawić się góral. Tak trochę nietypowo. Ale to dowód na to, że do śląskiej szopki trafiały też elementy polskie – wyjaśnia etnograf. Czemu nie ma tam górnika? – To proste. Ślązak wie, że on nie uczestniczył w narodzinach Chrystusa. To by było przekłamanie Ewangelii – dodaje. W jakiej mierze zwyczaj ten przetrwał na Śląsku, trudno powiedzieć. Niedawno słyszałem, że pewien chłopczyk, który w maju był u I Komunii św., wszystkie otrzymane w prezencie pieniądze wydał na zakup... figurek do stajenki. Pewnie wiedział w co, a raczej w Kogo, zainwestował. Na wystawie „Ślonska betlyjka” wystawiono kilkanaście szopek. Wszystkie pochodzą ze zbiorów Muzeum Górnośląskiego. Najstarsza jest z przełomu XIX i XX wieku. Te nowsze są z lat 90. XX wieku. W ekspozycji znalazły się figurki wyprodukowane w słynnej fabryce Schaefera w Piekarach Śl., a także wykonane przez twórców ludowych, np. przez górnika z Zabrza (lata 30. XX w.) i Leona Kampkę (lata 90. XX w.).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama