Nowy numer 26/2022 Archiwum

Liczę się z dużym zaskoczeniem

Ks. Piotr Lewandowski, misjonarz, mówi o Boliwii, wewnętrznym zmaganiu i potrzebie głoszenia Boga bliskiego człowiekowi.

Czy ten czas spędzony w Warszawie był podobny do seminarium?

Nie, nie… To jest coś zupełnie innego. W Centrum Formacji Misyjnej wszyscy jesteśmy na jednym poziomie, tam nie ma przełożonych i podwładnych. Ksiądz dyrektor powiedział nam, że jesteśmy tu na zasadzie partnerskiej i to nam powinno zależeć, żeby jak najwięcej skorzystać: nauczyć się języka, przejść formację, przed Panem Bogiem swoje przegadać, przepłakać, przesiedzieć. I miał rację. To jest postawienie na odpowiedzialność tych, którzy się formują. O ile klerycy różnie kombinują (a sam byłem klerykiem, więc pamiętam, jak było z gorliwością), to w Centrum w interesie tych, którzy przygotowują się na misje, jest, by ten czas dobrze wykorzystać.

Wiadomo już, gdzie Ksiądz będzie pracował w Boliwii?

Mniej więcej wiem gdzie, ale nie wiem, co konkretnie będę robił. Na razie mam kontrakt na sześć lat, ale może być przedłużony. Jestem przydzielony do parafii katedralnej w ConcepciÓn w wikariacie apostolskim Ñuflo de Chávez. To jest na północ od wielkiego miasta Santa Cruz de la Sierra, gdzie pracuje ks. Szymon Zurek. Tam będę prawdopodobnie do końca stycznia, kiedy następują zmiany personalne, i wtedy się okaże, co dalej. Będzie to czas rozpoznania nowego miejsca.

Czy będzie Ksiądz uczył się jeszcze jakiegoś miejscowego języka?

Nie planuję, ale jak będzie trzeba, to się nauczę. Indianie używają tam dwóch języków: quechua i ajmara. Misjonarze mówią jednak po hiszpańsku.

Podczas posłania na misje, które odbyło się w parafii Miłosierdzia Bożego w Gliwicach, odwoływał się Ksiądz do świętych Karmelu. Jest z nimi Ksiądz jakoś szczególnie związany?

Mam taką swoją przyjaźń z Janem od Krzyża i trochę też z Teresą z Ávila. Oni pokazują Pana Boga, Jezusa Chrystusa jako Kogoś bardzo bliskiego, którego obecności doświadczyli. To nie jest Bóg oderwany od rzeczywistości. Jan pokazuje Go przez pryzmat swojego cierpienia, smutku, ale i wielkiej miłości, która je przezwyciężyła. A Teresa pokazuje Boga-Człowieka, niesamowicie bliskiego, konkretną osobę, przyjaciela, z którym można rozmawiać i cały czas być. Teresa była bardzo konkretna w tym, co mówiła. Tak bardzo, że ja, jako mężczyzna, mogę ją zrozumieć, a to jest chyba największy cud, kiedy facet rozumie kobietę. Mam jeszcze trzeciego świętego, Ignacego z Loyoli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama