Nowy numer 30/2021 Archiwum

Sam chleb nie wystarczy

Maria Demidowicz opowiada o charyzmacie Brata Alberta, godności każdego człowieka i pomocy osobom bezdomnym.

O osobach bezdomnych świadomie mówi Pani „siostry i bracia”, choć w języku współczesnych procedur są waszymi klientami.

To tak ewangelicznie. Święty Brat Albert był niesamowicie ciepłym człowiekiem, lubił dużo rozmawiać, był nawet gawędziarzem. Wytwarzał specyficzny klimat wokół swojego dzieła i umiał nawiązywać dobre relacje z różnymi osobami, zarówno z kręgów arystokratycznych, jak i z nędzarzami, jak ich wtedy określano. Potrafił też rozmawiać z duchowieństwem, które nie zawsze było mu przychylne i niektórzy kontestowali sposób prowadzenia przez niego dzieła pomocy. Ale mimo to umiał stworzyć dobrą płaszczyznę współpracy. My, po latach, w naszej działalności nie jesteśmy wcale odkrywczy. Wiemy, że wystarczy czerpać z jego wzorców. On widział w drugim człowieku znieważone oblicze Pana Jezusa, które namalował. Na jego obrazie „Ecce Homo”, który możemy podziwiać w sanktuarium w Krakowie, możemy wszystko wyczytać. Jeżeli jesteśmy wyznawcami Chrystusa, to mamy miłować bliźniego swego jak siebie samego – to tyle i aż tyle.

W Zabrzu postrzegani jesteście jako prężna organizacja, ale czy nie jest może czasami tak, że ludzie zwalniają się z pomocy ubogim, mówiąc: idź do „Brata Alberta”?

Słyszałam takie opinie, że jak w „Bracie Albercie” ci nie pomogą, to już nigdzie nie pomogą. Ale nie wszystkim udaje się pomóc. My staramy się stworzyć jak najlepsze warunki, ale ostatecznie zależy to od osobistej decyzji osoby, czy pomoc przyjmie. To jest jak z wiarą. Albo przyjmuję Pana Boga, jestem na Niego otwarta i proszę, żeby mną kierował, albo udaję, że Go przyjmuję. I kiedy zaczyna się ode mnie wymagać przestrzegania podstawowych zasad, wtedy zgłaszam jakieś „ale”. Niestety, niektóre osoby mają takie dysfunkcje w swojej osobowości, że bardzo trudno jest im pomóc, czasem jest to wręcz niemożliwe. Nie wystarczy dobre serce, do tego potrzebne są także wiedza i profesjonalizm osób bezpośrednio pracujących z mieszkańcami naszych domów. Dlatego zatrudnieni są u nas specjaliści, dla których praca jest czymś więcej niż tylko wykonywaniem swojego zawodu. Zespół terapeutyczny pracuje pod superwizją, czyli merytorycznym nadzorem certyfikowanego psychoterapeuty. Dzięki temu wypracowuje coraz to skuteczniejsze formy pomocy. To jest bardzo ważne, bo do nas trafiają różne przypadki – i osoby z chorobami psychicznymi, i z upośledzeniami, i niewydolne społecznie, życiowo bezradne. Ważne, żeby to rozróżniać. Na początku naszej działalności nie mieliśmy do tego narzędzi, teraz jest o wiele lepiej. Najtrudniej jest zorganizować opiekę mądrą, która by ludzi podnosiła, a nie osaczała czy uzależniała. Chcemy żeby nasza pomoc nie była tylko dla pomocy i „przechowywania” ludzi w naszym środowisku przez lata. Chodzi o to, żeby osoby, którym pomagamy, odzyskały poczucie godności, brały odpowiedzialność za siebie, swoich bliskich i stawały się niezależne. 

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama