Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jak Wieczorek z Wieczorkiem

Zachowali śląską mowę i silną wiarę przez półtora wieku. W Teksasie.

Kiedy w 1854 roku pierwsza grupa emigrantów ze Śląska, zachęcona przez pochodzącego z Płużnicy o. Leopolda Moczygembę, wyjechała w nieznane, za ocean do Teksasu, chyba nie spodziewała się, że czeka ją aż tak wiele trudności. Ciężki klimat, wrogo nastawieni Indianie, warunki życia początkowo trudniejsze niż w rodzinnych stronach. Ale dostali ziemię, mieli silną wolę przetrwania, pracowite ręce i prostą wiarę w Boga.

Prawie nie do wiary, że przez pięć pokoleń zachowali śląską mowę i zwyczaje. I niezwykły szacunek do ziemi przodków. Ten fenomen opisuje wystawa „Śląscy Teksańczycy wczoraj i dziś”, otwarta 16 marca w Muzeum Diecezjalnym w Opolu, zorganizowana przez Towarzystwo Przyjaciół Sławięcic wspólnie z muzeum i przy współpracy z Fundacją im. Leopolda Moczygemby z USA. Emerytowany biskup gliwicki Jan Wieczorek dwukrotnie odwiedzał Teksas i wspólnoty śląskich Teksańczyków. – Z mojej parafii Bodzanowice w połowie XIX wieku wyjechały 32 rodziny, a wśród nich Wieczorkowie. Czułem tam, że jestem w domu. Na cmentarzu w Yorktown – Tomasz Wieczorek, urodzony i ochrzczony w Bodzanowicach, Hildegarda – z domu Wieczorek, obok Małgorzata Wieczorek, za nią dzieci. Potem pani Warzecha, z domu Wieczorek, wręczyła mi opracowanie, gdzie w Ameryce rozprzestrzenili się Wieczorkowie. Prawie 150 stron – opowiadał licznie zgromadzonym gościom bp Wieczorek. Mówił także o spotkaniu z Johnem Wieczorkiem. Ich rodzice i babcia nosili nie tylko to samo nazwisko, ale nawet takie same imiona! – Pamiętom, iże babcia i rodzice mi mówili: my jesteśmy polscy, nasi pradziadkowie przyśli z Polski. Niewiela było pedzano o Śląsku, ale jo wiedziała, iże kansik je taki plac – Śląsk. Potem jak ech zaczła do Polski jeździć, boch tam była siedem razy już u was, to się dowiedziałach, że Śląsk jest w Polsku i coraz to wiencej się dowiedziałach – mówiła z nagrania wideo do uczestników wernisażu Loretta Niestroy z Panny Marii w Teksasie, pierwszej osady założonej przez śląskich emigrantów. Trzeba było słyszeć te gorące oklaski, jakie szacowne grono, z abp. Wiktorem Skworcem na czele, zgotowało po nagraniu tej kobiecie, która jest nestorką i animatorką wielu działań dla zachowania mowy i tradycji wśród Teksańczyków ze śląskimi korzeniami. Nie byłoby jednak tej wystawy, a przede wszystkim nie byłoby tak mocno rozwiniętej świadomości o tym teksańskim fenomenie, gdyby nie ks. prałat Franciszek Kurzaj. I gdyby nie abp Alfons Nossol, który w latach 80. XX wieku wysłał ks. Kurzaja, rodem ze Sławięcic, do Panny Marii. Ks. Kurzaj rozpoczął i przewodzi do dziś pielgrzymkom tych Teksańczyków, wśród których – jak podkreśla prof. Jan Miodek – przetrwała „staropolszczyzna w krystalicznym stanie”. Te właśnie powroty, poszukiwanie przodków w księgach parafialnych i na cmentarzach pełne są przejmujących obrazów, łez, radości powitań Wieczorków z Wieczorkami, Niestrojów z Niestroyami. Gerard Kurzaj, brat księdza Franciszka i przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Sławięcic, opowiada, że wystawa i towarzysząca jej strona internetowa (slask-texas.org) zrodziły się w momencie, kiedy na schodach w kościele w Świbiu widział szlochającą kobietę, która zobaczyła w księdze wpis o chrzcie jej prapradziadka. – Pomyśleliśmy sobie, że nie możemy tej płaczącej kobiety na schodach w kościele w Świbiu tak zostawić. Musimy o tym opowiedzieć – mówił Gerard Kurzaj. Wystawę można zwiedzać do 11 maja.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama