Nowy numer 37/2021 Archiwum

Cukierek na osiem części

Misje świeckich. – Jak ktoś już wyjedzie, to nigdy nie żałuje ani jednego dnia – mówi Zofia. – A potem chce się wracać i wtedy to już jest tylko kwestia tego, kiedy i dokąd – dodaje Justyna.

Justyna – Ghana i kraj, który na nią czeka

Justyna Brzezińska z Gliwic historie chłopców z domu dla dzieci ulicy poznała, czytając książkę salezjanina ks. Piotra Wojnarowskiego. Szczególnie zapamiętała Thomasa, który musiał uciekać od rodziny, a jego losy były tak skomplikowane, że z polskiej perspektywy wydawały się zupełnie abstrakcyjne. Kiedy wyjechała do Ghany, poznała kilku bohaterów tych opowiadań, również Thomasa, i przekonała się, że jego historia jest prawdziwa i jeszcze trudniejsza, niż opisuje autor. Na co dzień pracuje z dziećmi niewidomymi w Specjalistycznym Punkcie Wczesnej Rewalidacji w Chorzowie. Skończyła pedagogikę specjalną i opiekuńczo-wychowawczą. Teraz, już z myślą o misjach, uczy się ratownictwa medycznego. Decyzja o wyjeździe związana była z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym ze Świętochłowic, chociaż chodziła za nią dużo wcześniej i, jak mówi, przyszła jakoś naturalnie. W Ghanie była trzy lata temu jako wolontariuszka, przez sześć tygodni pracowała na obozie wakacyjnym dla dzieci ulicy, połączonym z nauką w szkole. Uczyła maluchy matematyki i angielskiego.

Nie było łatwo. Dzieci mówiły w swoim języku twi, a wolontariusze po angielsku. Na liście zawsze miała dziesiątkę, a przychodziła czterdziestka. Oprócz szkoły były zajęcia popołudniowe, coś w rodzaju naszych półkolonii. Chociaż pracowali od rana do wieczora i czasem padali ze zmęczenia, ona już tam przeczuwała, że to jej droga. Przemieszczali się pomiędzy dwoma obozami w Sunyani. W misji salezjańskiej z domem dla chłopców ulicy i w Zongo, jednej z najbiedniejszych islamskich dzielnic slumsów. Z czym można porównać Zongo? – Z wysypiskiem śmieci – tego nie da się do niczego innego porównać. Przez środek płynie kanalizacja, sypiące się domy pobudowane z desek. Dziury w dachach, w ścianach. I w tym dzieci, bez miejsca dla siebie, bez miejsca do zabawy – wspomina. Dzieciaki z Ghany są inne i nauka jest inna niż w Polsce. – U nas nie lgną do szkoły, a tamte, kiedy kończyły się lekcje, pytały, dlaczego tak szybko, chociaż właśnie rozpoczynała się dla nich część zabawowa – wspomina. Zawsze warto mieć przy sobie jakieś słodycze dla nich. – Nigdy nie zapomnę tych obrazków. Brały do ręki jedną krówkę i albo zanosiły ją do domu, albo – jak rodzeństwo było na miejscu – dzieliły od razu.

Czasem na osiem, dziesięć kawałeczków. I zjadały po ociupince. Właściwie zaraz po powrocie zaczęła myśleć o ponownym wyjeździe. Już jako misjonarka świecka. Potem jakoś wszystko się nie układało. – Na chwilę odpuściłam, tak mi się przynajmniej wydawało, ale niezupełnie tak było. Bo jak raz się pojedzie i poczuje, że to jest to, to potem chce się wracać. To już jest tylko kwestia tego kiedy i dokąd – mówi. Chciałaby jak najszybciej rozpocząć kurs w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Nie myśli o konkretnym miejscu, chociaż pamięta Ghanę, jest zakochana w niej i w ludziach stamtąd, ale ucieszy się z każdej decyzji. Dlaczego chce tam wrócić? – Zafascynowała mnie mentalność tych ludzi. U nich nie ma wyścigu szczurów jak u nas. Pomimo tego, że są biedni, naprawdę posiadają niewiele, cieszą się i dzielą się tym, co jednak mają – odpowiada. Niektórzy bliscy i znajomi odradzają Justynie wyjazd, bo to trudne, bo to przecież czas układania sobie życia tutaj. Dzięki temu stale konfrontuje się z tą decyzją i ugruntowuje w niej. Nie ma idealistycznych wyobrażeń. – Liczę się z kryzysami. Kiedy byłam w Ghanie, mimo że to było tylko sześć tygodni, to też miałam, jak mówiliśmy, homesickness, tęsknoty za domem. Tutaj mam z czego rezygnować. Mam pracę, którą bardzo lubię, przyjaciół. Wyjazd na misje to zostawienie tego wszystkiego za sobą. Ale to jest też takie pragnienie i przekonanie, że kocham to i powinnam to robić, że warte jest zostawienia wszystkiego – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama