Nowy numer 21/2018 Archiwum

Historia z pierścionkiem w tle

O zaufaniu w natchnienia Ducha Świętego na trzy minuty przed występem i predyspozycjach do latania opowiadają członkowie Teatru Pantomimy Gratia.

Tuż po uroczystości Objawienia Pańskiego na naszej stronie w internecie ogłosiliśmy konkurs – osoby, które znalazły się na zdjęciu w jednej z kilkunastu fotorelacji z Orszaków Trzech Króli, jakie przeszły w miastach naszej diecezji, mogły zrobić sobie kolejne zdjęcie w tym samym orszakowym stroju i przysłać je do naszej redakcji. Szczególne gratulacje należą się Bernardowi Skwarze z Gliwic, który jako pierwszy nadesłał zgłoszenie. Uczestnik jest moderatorem wspólnoty „Moje w niej upodobanie”, działającej w parafii NMP Matki Kościoła na os. Sikornik. W orszaku uczestniczył po raz trzeci. Szedł w czerwonym nurcie wyruszającym sprzed kościoła św. Alberta Wielkiego, na czele grupy. W tym roku wyjątkowo bez żony Izabeli, która rozchorowała się i musiała zrezygnować z udziału w orszaku.

Laureat zbiorowy

Znacznie bardziej zaskakujące było natomiast drugie zgłoszenie. Zamiast jednej osoby, do konkursu dołączył… cały teatr! A dokładnie Teatr Pantomimy Gratia, który 6 stycznia występował na pl. Wolności podczas orszaku w Tarnowskich Górach. Walka dobra ze złem, przedstawiona bez słów przez 10-osobowy skład, znalazła się na kilku fotografiach w orszakowej galerii zdjęć oraz w wydaniu papierowym gliwickiego „Gościa”.

Zaskoczenie było tym większe, że kilka lat temu w naszym tygodniku pojawiło się ogłoszenie o naborze chętnych do występu w ich pierwszej pantomimie. O powstaniu grupy – wówczas jeszcze nawet nie teatru − informowaliśmy na naszych łamach w październiku 2015 roku, kiedy to zrodził się pomysł wystawienia spektaklu ewangelizacyjnego na jednym z koncertów, które na tarnogórskim rynku odbywały się w czasie Dni w Diecezji przed ŚDM w Krakowie. – To była historia dziewczyny, która wśród różnych życiowych perypetii szuka Boga – mówi Weronika, inicjatorka pierwszej pantomimy, a obecnie jedna z prowadzących teatr. – Pokazaliśmy, jak grzech, który pojawił się na świecie przez pierwszych rodziców, niszczy człowieka, miłość rodzinną, więzi z dziećmi, relacje w środowisku… To są problemy, które dziś przytłaczają młodych ludzi, a przecież spektakl kierowaliśmy właśnie do uczestników Światowych Dni Młodzieży – tłumaczy.

Mimo wszystko

Weronika przyznaje, że celowo nie zdecydowała się na przedstawienie publiczności łatwej, zabawnej formy, ale na dość trudną tematykę. Sposób ten podpowiedziała jej własna historia. − Zależało mi, żeby pokazać ludziom, jak te problemy wyglądają naprawdę. Można powiedzieć, że pantomimę oparłam na swojej przeszłości. Tak właśnie dzieje się w życiu młodych ludzi, zanim nie zwrócą się do Boga: człowiek, który jest zagubiony, wciąż poszukuje, ale nie dostaje żadnej informacji zwrotnej. Ma doświadczenia bólu i cierpienia, bo nie wie, że można żyć inaczej. Pantomima miała wskazać odpowiedź na te poszukiwania – wyjaśnia. W początkowym okresie przygotowań do spektaklu ta szczytna idea nie przynosiła jednak oczekiwanych rezultatów. Brakowało tancerzy, niekompletny podkład muzyczny uniemożliwiał próby, a wielokrotne zmiany koncepcji nie pozwalały muzyki w całości zrealizować. Przygotowanie samej tylko pierwszej sceny zajęło kilka miesięcy, na całą resztę zostały… dwa tygodnie. − Naszą pierwszą i jedyną próbą, na której byliśmy obecni w pełnym składzie, był właściwy występ na ŚDM – wspomina Weronika, która poruszyła niebo i ziemię, żeby wystawienie pantomimy doszło do skutku. Mimo wielu nerwów, a nawet łez nigdy nie zwątpiła w to, że misja, którą otrzymała od Boga, musi się udać. I udała się, a swoją wiarą (w połączeniu z lepszą organizacją) na dobre zaraziła innych.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma