• facebook
  • rss
  • Z dala od zgiełku świata

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 46/2017

    dodane 16.11.2017 00:00

    O mistyce i emocjach w liturgii, „Barce” śpiewanej podczas Mszy oraz wysiłku wyciszenia mówi ks. Adam Kozak, referent diecezji gliwickiej ds. muzyki kościelnej.

    Chętnie powołuje się Ksiądz na kard. Józefa Ratzingera, który w odniesieniu do liturgii zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo „prostytucji uprawianej z antykulturą”. To mocne określenie…

    To sformułowanie pochodzi z jego książki „Nowa pieśń dla Pana”. J. Ratzinger podkreśla, że banalizacja wiary, zaśmiecanie liturgii muzyką popularną lub uprawianie elitarnego estetyzmu nie jest w zgodzie z kulturą Ewangelii, lecz jest zaprzeczeniem kultury i prostytucją uprawianą z antykulturą. Dyktatura kiczu i tandety, która wkrada się do liturgii, czyni ją pustą i banalną. Tymczasem to właśnie w liturgii decyduje się przyszłość wiary i Kościoła.

    Kiedy możemy stwierdzić, że mamy już do czynienia z kiczem? Chorał gregoriański jest piękny, ale przecież nie dla każdego.

    A szkoda. Śpiew gregoriański, jako własny śpiew Kościoła katolickiego, został praktycznie całkowicie z niego wyrugowany na rzecz muzyki użytkowej, często na niskim poziomie artystycznym czy wręcz kiczowatej.

    Trudno sobie jednak wyobrazić nasze kościoły bez popularnych piosenek oazowych i innych ruchów religijnych. Wśród nich jest wiele wartościowych utworów, które ukształtowały pobożność kolejnych pokoleń.

    Piosenka ma swoje miejsce w Kościele, ale nie w liturgii. Ona oddziałuje przede wszystkim na sferę emocji i dlatego bardziej przemawia na przykład do dzieci. Kościół to przewidział i dlatego w dyrektorium o Mszach z udziałem dzieci z 1973 roku pozwala na dopasowanie takiej liturgii do zdolności i percepcji dzieci. Można więc stosować specjalnie dla nich dobrane czytania, modlitwy eucharystyczne, a także śpiewy. Trzeba jednak pamiętać, że Msza z udziałem dzieci jest wtedy, gdy uczestniczą w niej dzieci i nieliczni dorośli, a nie wtedy, gdy jest nawet setka dzieci, ale dorosłych osób jest kilka razy więcej.

    Czy według tego prawodawstwa jest w liturgii miejsce na „Barkę” albo „Czarną Madonnę”?

    Św. Jan Paweł II o „Barce” mówił, że jest pieśnią oazową. A oaza w najgłębszej swej istocie jest ruchem głęboko liturgicznym. Świadectwem tego jest chociażby śpiewnik „Exultate Deo”. To świetny dorobek ruchu oazowego, owoc umiłowania liturgii. W październiku wyszła nowa instrukcja Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, gdzie przypomniano, że mamy cztery rodzaje tej muzyki: religijną, kościelną, sakralną i liturgiczną. O ile każda muzyka sakralna, kościelna i liturgiczna jest religijna, to już nie każda muzyka religijna jest liturgiczna. „Barka” jest pieśnią religijną, ale nie liturgiczną. Można ją jednak zaśpiewać po Mszy św., którą kończy błogosławieństwo i rozesłanie. Warto przy tym pamiętać, że poza liturgią eucharystyczną czy sprawowaniem sakramentów mamy jeszcze wiele innych miejsc, gdzie można wykorzystać piosenki religijne – np. podczas okresowych nabożeństw, katechez, pielgrzymek. Tymczasem wytworzył się niedobry zwyczaj, że wszystko łączymy z Mszą św. i wprowadzamy jakikolwiek repertuar. Trzeba dostosować repertuar do okoliczności: czy to jest liturgia, czy inna forma pobożności.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół