• facebook
  • rss
  • Bp Andrzej Czaja o dalszych poszukiwaniach ks. Grzywocza

    ak/KAI

    dodane 23.08.2017 20:56

    Dopóki go nie znaleźliśmy, mamy nadzieję, że żyje.

    Od samego początku, gdy przyszła tylko do nas ta tragiczna wiadomość o zaginięciu ks. dr. Krzysztofa Grzywocza, wszyscy modliliśmy się intensywnie i modlimy się dalej. Jeszcze wcześniej, gdy nie mieliśmy świadomości o jego zaginięciu, już trwała akcja ratownicza w Szwajcarii. Akcja podejmowana od samego początku z wielkim zaangażowaniem. Owszem, pierwszego dnia bardzo utrudniona ze względu na pogodę. Potem przez wszystkie dni zaangażowane były wszelkie dostępne i możliwe siły ratownicze. Za pomocą helikopterów penetrowano teren. Były grupy ratownicze, była policja, byli też wolontariusze. Nawet powyżej 150 wolontariuszy penetrowało te szlaki.

    We wtorek też pokazano najbliższym, rodzinie, która dojechała do Szwajcarii, także mojemu sekretarzowi ks. Joachimowi Kobieni i panu Piotrowi Dobrowolskiemu, którzy byli tam w moim imieniu, jak te poszukiwania prowadzono. Wszyscy podkreślają – ci nasi delegaci tam w Szwajcarii – że właściwie trudno tutaj mówić o jakimkolwiek braku zaangażowania czy też zaniedbaniach. Pokazywano im, jaką aparaturą dysponowano, i jak penetrowano, że nawet królika można było wytropić, więc stwierdzono, że właściwie jeżeli ksiądz Krzysztof gdzieś by tam leżał i był widoczny, to nie sposób, żeby go nie znaleziono.

    Są właściwie tylko dwie możliwości. Albo lawina błotna, która wtedy schodziła przy tej fatalnej pogodzie, mogła go zasypać, albo gdzieś rzeczywiście wpadł do jakieś szczeliny skalnej i jest niewidoczny. Wydawało się jeszcze we wtorek wieczorem, że któryś z psów złapał jakiś trop, ale dziś tam bezpośrednio, żeby nie tracić już czasu, helikoptery podleciały z tymi psami i niestety nie znaleziono księdza Krzysztofa, nie znaleziono najmniejszego śladu niczego z jego plecaka czy z ubrania. W tej sytuacji dzisiaj szef grupy ratunkowej uznał, że trzeba akcję ratunkową zakończyć. I tu nie chodzi o względy bynajmniej pieniężne, bo część kosztów pokryła na miejscu władza lokalna i my tutaj też ciągle podkreślamy, że jesteśmy gotowi wszystkie koszta pokryć. Natomiast stwierdzono, że akcja ratownicza nic nie daje.

    Nie możemy orzec, że ksiądz Krzysztof nie żyje, nie możemy też stwierdzić, że żyje. Stwierdzamy, że zaginął. W tej sytuacji kończy się akcja ratownicza, natomiast powstają już u nas w kraju pewne inicjatywy dalszych poszukiwań. Nie jestem w stanie jeszcze o pewnych szczegółach i konkretach mówić. W najbliższym czasie będą ustalone. Od nas też jakaś grupa taterników się wybiera (z tego, co mi nieoficjalnie wiadomo). Poszukiwania będą prowadzone dalej.

    Oczywiście, że dopóki go nie znaleźliśmy, to mamy nadzieję, że żyje. Nie jesteśmy w stanie też do końca wyjaśnić, co się stało, jak doszło do tego dramatu. Przedstawiciele moi, będący tam na miejscu, też stwierdzają, że nie był to jakiś szalenie trudny szlak. Prowadził raczej na górę, która była widokową na wyższe szczyty. Nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego ocenić. Status zaginionego został nadany, w związku z tym akcja ratownicza zakończona, ale będziemy podejmowali inicjatywy dalszych poszukiwań.

    Chciałbym jeszcze powiedzieć, że łączę się w bólu przede wszystkim z najbliższą rodziną, ale też z tą rodziną szerzej rozumianą. To jest bardzo wiele osób spowiadających się, korzystających z kierownictwa duchowego księdza Krzysztofa. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za serce, modlitwę.

    Bardzo serdecznie też dziękuję wszystkim, którzy poszukiwali, brali udział w akcji ratowniczej księdza Krzysztofa tam na miejscu w Szwajcarii. To jest wiele grup ratowniczych, policja, lokalne władze, nasz ambasador, proboszcz z całą wspólnotą parafialną w Betten. Dziękuję im wszystkim.

    Wielkie słowa wdzięczności kieruję też na ręce wszystkich ofiarodawców, dobrodziejów, przyjaciół, którzy odpowiedzieli na apel "Opolskiego Gościa Niedzielnego" i na konto naszej Caritas wpłacali pieniądze. To jest imponująca kwota – jak mówi ks. Arnold Drechsler – szef Caritas.

    Proponujemy, by w czwartek o godz. 11.00 w kurii odbył się briefing, na którym obecni będą moi przedstawiciele, którzy byli w Szwajcarii, i dyrektor diecezjalnej Caritas. O pewnych konkretach będziemy chcieli poinformować.

    Ponieważ akcja ratownicza jest zakończona i na ten moment nie powstają żadne dalsze koszta, więc proszę też, by dalej nie wpłacać środków na konto Caritas. Tę część akcji – można powiedzieć z serca – kończymy. Wszystkim za wszystko serdeczne Bóg zapłać!

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Fryderyk
      24.08.2017 08:00
      A może ks. Krzysztof Grzywocz nie chce, by go ktoś odnalazł?
      doceń 11
    • helenast
      24.08.2017 12:44
      Nawet gdyby tak było to nie informowałby o kierunku wyjścia w góry i godzinie powrotu. Również chodzę po górach i wiem,że informacje takie zostawiają doświadczone osoby uprawiające chodzenie/ wspinanie się po górach. Ks/Grzywocz zapewne wiedział jakie konsekwencje niesie za sobą taki komunikat pozostawiony o godzinie powrotu. Nie naraziłby tylu osób na wysiłek poszukiwań siedząc sobie , gdzieś tam w górach...
      doceń 10
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół