• facebook
  • rss
  • Niezastąpione

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Gliwicki 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Jeżeli rodzinność jest istotną cechą Śląska, to także dlatego, że nadal dla wielu kobiet „jedynym zawodem” jest bycie matką i żoną.

    W tradycyjnych rodzinach robotniczych na Śląsku – najczęściej górniczych – kobiecie przypisywano zwykle trzy domeny: Kirche, Küche, Kinder (Kościół, kuchnia, dzieci). Jako wierne żony i kochające matki oddane całkowicie swojej rodzinie nie podejmowały pracy zarobkowej. Na co dzień to właśnie one, o wiele bardziej niż mężczyźni, troszczyły się o wychowanie dzieci, zajmowały się prowadzeniem gospodarstwa domowego – dostosowanego do rytmu pracy wielozmianowej męża – i dbały o ducha wiary w rodzinie. Mało?

    Decyduje matka

    Spójrzmy na chwilę wstecz. Niemal aż do II wojny światowej, a może i dłużej, górnicy na Górnym Śląsku stanowili specyficzną społeczność zespoloną silnymi więziami nie tylko zawodowymi. Często synowie podążali śladami ojca, rozpoczynając w młodym wieku pracę na dole. Kobieta pozostawała najczęściej w domu. „Żona górnika – pisała przed laty Maria Żywirska – nie miała dostępu do miejsca, gdzie pracował jej mąż, nie znała warunków pracy, nigdy bowiem nie była na dole w kopalni, mimo że do jej obowiązków należało »chłopa do roboty wystroić«.

    Kto wtedy przypuszczał, że za kilkadziesiąt lat szyby górnicze staną się reliktem przeszłości? Co najwyżej muzeum… Nawet jeśli w wielu miejscach chopy jeszcze fedrują”. W naszym regionie zmieniło się wiele. Nie tylko w górnictwie. Na Górnym Śląsku żyjemy już w społeczeństwie postindustrialnym. Ale – chyba… – nie post- chrześcijańskim. Między innymi dzięki kobietom.

    O ich roli w Kościele, rodzinie i społeczeństwie nieprzerwanie przypominają śląscy biskupi. Wiele razy, zwłaszcza w Piekarach, wskazywali na to, jak wielki wpływ żony i matki mają na kształt rodziny i odnowę moralną społeczeństwa. Na kalwaryjskim wzgórzu nierzadko padały słowa, że „na Śląsku życie rodzinne jest w wielkiej cenie, a rodzina jest świętością”. Że śląską tradycją jest to, że o atmosferze domu rodzinnego decyduje matka. Że „w rodzinie, w obecności matki i ojca, przy ich mądrym współdziałaniu, dokonuje się przygotowanie dziecka do pełnienia ról społecznych”. Słowa te zostały wypowiedziane już po roku 1989. Jeżeli więc rodzinność jest istotną cechą Śląska, to także dlatego, że nadal dla wielu kobiet „jedynym zawodem jest bycie matką i żoną” – mówił przed laty abp Damian Zimoń. Bo mimo przemian kulturalnych i obyczajowych rodzina na Śląsku nie musi się wstydzić swych tradycji. Wypracowanych przez wieki wartości zagubić nie wolno. „Rodzice, a zwłaszcza matki, niech przechowują nasze dobre, katolickie tradycje rodzinne” – apelował były metropolita katowicki. Jedną z takich wartości są m.in. wielodzietne rodziny. To wierutne kłamstwo, że z reguły są one patologiczne i skazane na pomoc socjalną. Te słowa też katowiccy biskupi kierowali do kobiet. I nie tylko do nich.

    Idzie nowe?

    A jakie są fakty? W rodzinach na Śląsku nie rodzi się już tyle dzieci co kiedyś. Wielodzietność nie jest już domeną naszych rodzin. W 2016 roku na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15–49) mieszkającą na terenie województwa śląskiego przypadło 1,3 dziecka. Stanowczo za mało. Spada też liczba zawieranych małżeństw. Jeszcze w 2008 roku na naszym terenie było ich 31 109. W roku ubiegłym już tylko 22 970, a rozwiodły się aż 8184 pary. To tylko dane. Ale wnioski nasuwają się same.

    Bycie matką i żoną nie jest już „jedynym zawodem” kobiet. Panie coraz częściej podejmują pracę zarobkową. Wciąż dzieje się to rzadziej niż w przypadku mężczyzn, ale tendencja jest rosnąca. Według czerwcowego raportu Głównego Urzędu Statystycznego w pierwszym kwartale 2017 roku wskaźnik zatrudnienia kobiet na terenie województwa śląskiego wyniósł 45,1 procent. To o 13 procent mniej niż u mężczyzn i o niemal 1 procent mniej od średniej krajowej wszystkich kobiet. Ale więcej niż w latach ubiegłych. Czy to oznacza, że tradycyjny model rodziny się wyczerpał? Albo że śląskie kobiety pełnią już inne, nowe role społeczne?

    Czas pokaże. Jedno jednak jest pewne. Że z etosu śląskiej rodziny czerpało wiele pokoleń. I wyszło im to na dobre. Bo przemysłu ciężkiego być nie musi. Ani czterobrygadowego systemu pracy. Ale obawiam się, że bez śląskiej kobiety, pracowitej i pobożnej, kochającej i wymagającej, możemy sobie nie poradzić.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół