• facebook
  • rss
  • Bóg daje znaki

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    – Wyglądało to tak, że uciekłem z tej parafii… Nie przypuszczałem, że Opatrzność Boża po czterech latach każe mi wrócić w to samo miejsce, żeby już zostać i pomóc dokończyć budowę kościoła – mówi ks. Jarosław Wiśniewski, proboszcz w Olszynie.

    W dzień odpustu, 15 sierpnia 2008 roku, przez parafię przeszła trąba powietrzna, która spowodowała wielkie spustoszenia, głównie w Kalinie. Zginęła wtedy jedna osoba. – Na wieść o tej tragedii przyjechałem z Pyskowic, gdzie byłem wikarym, żeby zobaczyć skutki nawałnicy. Byłem przerażony tym, co zobaczyłem. Zniszczone domy, zrozpaczeni ludzie... Zrobiłem kilka zdjęć, by za chwilę szybko opuścić to smutne i tragiczne miejsce – wspomina dziś ks. Wiśniewski. Parafia już wtedy budowała nowy kościół, od 2004 roku. Sprawna kontynuacja budowy stanęła więc pod znakiem zapytania, bo ludzie musieli najpierw zadbać o odbudowę swoich domów i pozbieranie się po tragedii. A że wydarzyła się ona w dniu szczególnym, w uroczystość Wniebowzięcia NMP i dzień parafialnego odpustu, ludzie do dziś zastanawiają się, jaki to znak… Co Bóg chciał im przez to powiedzieć?

    Dziękuję, że są

    Cztery lata po kataklizmie zmarł ówczesny proboszcz ks. Henryk Mokros, który rozpoczął i prowadził budowę kościoła. Wtedy na jego miejsce skierowany został właśnie ks. Jarosław Wiśniewski. – Kiedy przyszedłem do Olszyny pod koniec 2012 roku, obawiałem się, czy sobie poradzę z tym nowym wyzwaniem. Jeden z kapłanów poradził mi wtedy, żebyśmy modlili się do św. Józefa. Posłuchałem tej podpowiedzi i natychmiast wprowadziłem w każdą środę po Mszy św. nabożeństwo ku jego czci, a w wieży kościoła umieściliśmy jego figurę. Efekt był taki, że prace z miejsca ruszyły, był widoczny postęp i nabraliśmy przekonania, że robota naprawdę idzie dobrze – mówi ks. Wiśniewski. – Nowy kościół w Olszynie to wspólne dzieło Boga i ludzi. Przez ostatnie pięć lat patrzyłem z bliska na tych ludzi, którzy na każdą prośbę przychodzili do pracy, i dziękowałem Panu Bogu za to, że są, że pomagają, że zawsze można na nich liczyć. Niektórzy już odeszli do Pana. Wyjątkowym budowniczym jest pan Marian Wieczorek, bez którego może nie byłoby tego kościoła. Jesteśmy mu wdzięczni za jego pomoc, ofiarność, poświęcenie, dyspozycyjność, podpowiedzi, wyjazdy, koordynację i wszystkie prace, których naprawdę było sporo – podkreśla ksiądz proboszcz Parafianie na czas budowy dobrze się organizowali. – Gdy zbliżała się jakaś kolejna praca i wiedzieliśmy, że możemy to zrobić własnymi siłami, apelowałem z ambony o pomoc i zawsze zgłaszało się kilkanaście osób. Tak było od początku. W ten sposób bardzo dużo zaoszczędziliśmy. My wszyscy – tu w Olszynie i Kalinie – jesteśmy również wdzięczni parafiom patronackim z dekanatów sadowskiego, woźnickiego, żyglińskiego oraz z Zabrza-Mikulczyc, które wspierały nas w budowie – podkreśla.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół