• facebook
  • rss
  • Małżeństwo jest do uratowania

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    – Chcesz naprawić swoje małżeństwo, zacznij od siebie – słyszą. I na początku buntują się na te słowa, bo przecież to mąż zdradził, żona odeszła.

    Ta wspólnota zaczęła się od forum dyskusyjnego, gdzie ludzie szukali wsparcia w swoich trudnych sytuacjach małżeńskich. Tak łatwiej, bo anonimowo. Potem kilka osób spotkało się w realu i powstała wspólnota. Dzisiaj w różnych miejscach działa już 50 ognisk, dwa za granicą, w Chicago i Bonn. Tym pięćdziesiątym była grupa w Tarnowskich Górach, pierwsza w diecezji gliwickiej i piąta na Śląsku. Zainteresowane ideą wspólnoty są też osoby na Ukrainie, Białorusi, we Włoszech i w Austrii. – Kryzys małżeński nie zna granic – mówi Sebastian Stalmach, odpowiedzialny za tarnogórskie ognisko. Jest też moderatorem grupy w Żorach. Wspólnota Trudnych Małżeństw SYCHAR to, jak piszą w tekście określającym jej charyzmat, Wspólnota Wiernej Miłości Małżeńskiej. Sychar to miejsce spotkania Jezusa z kobietą przy studni, gdzie usłyszała coś, co zmieniło jej życie. Oni też są w takim punkcie zwrotnym.

    – Charyzmatem tej wspólnoty jest prawda, że każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania. Myśmy tego nie wymyślili, to wynika z przykazań i Ewangelii. Wiele razy słyszałem, jak ktoś mówił „tak, ale nie moje”. Ja wierzę dziś w to, że każde. Bóg, do którego się modlimy, jest Bogiem wszechmogącym. A każda żona i każdy mąż może wymodlić więcej poprzez sakrament małżeństwa, jaki ich łączy – mówi lider tarnogórskiego ogniska. Jest we wspólnocie 4,5 roku.

    Nie jesteśmy wyjątkowi

    Bożena i Jacek z Bytomia, małżeństwo z 20-letnim stażem, byli na razie na kilku spotkaniach. Ale z zamiarem tym nosili się od ponad roku. Wcześniej starali się coś zrobić, każde na własną rękę. – Nie można powiedzieć, że nie próbowaliśmy, ale w tamtym momencie było to nieudolne. Każdy naprawiał na swój sposób. A sytuacja była taka, że dziś mówimy: „to cud, że jesteśmy razem”. Kiedy zobaczyłam, że jesteśmy pod ścianą, a po ludzku wydawało się, że wszystko już zrobiliśmy, ksiądz polecił nam Sychar. Wtedy pomyślałam, że jeśli mamy ratować małżeństwo, to razem. Oddzielnie próbowaliśmy i nic z tego nie wyszło – opowiada Bożena. Na pierwsze spotkanie, z przyczyn niezależnych od nich, Jacek poszedł sam. Było ono decydujące, chociaż przeszło rok nie pojawili się na następnym. Małżonek zostawił kontakt telefoniczny do siebie i ktoś przez pomyłkę, zamiast innemu Jackowi, do niego wysłał SMS-a o rekolekcjach dla małżeństw. – Tam, słuchając innych, zobaczyliśmy, że nie jesteśmy wyjątkowi w tych problemach, ale też to, że sami nie damy rady. Musimy znaleźć wspólnotę – mówi Bożena. – Jest wielka potrzeba takich grup. Każde małżeństwo na swój sposób jest „sycharowe”. To tylko kwestia czasu, kiedy w związku dwóch osób nastąpi kryzys, i ważne jest, jak się go przeżyje. W naszym przypadku, to sobie dziś wyrzucam, wiele spraw zamiataliśmy pod dywan. Nie było dialogu, determinacji, żeby znaleźć czas na rozmowę – zauważa Jacek. – Chociaż były potoki słów – dodaje żona. – Zaczynamy uświadamiać sobie, ile błędów po drodze popełniliśmy. Czasami, w imię dobrych ogólnorodzinnych stosunków, zapominaliśmy o sobie. Wydawałoby się, że w naszej sytuacji pomocne będą konkretne rady: „zrób tak i tak”, ale my w tej wspólnocie przede wszystkim korzystamy z doświadczenia, którym dzielą się inni – dodaje. Tu słyszą o tym, jak zawalczyć o małżeństwo. Wiele jej koleżanek już podczas pierwszego kryzysu mówi „dość”. – Problemy nie znikają, ale człowiek dużo lepiej radzi sobie z nimi – zauważa Sebastian. – Widzimy to, kiedy przychodzi nowa osoba, zdruzgotana, bo zawaliło się jej życie. Ze mną też tak pewnie było. Ale jeśli w miarę regularnie jest się na spotkaniach, to nie trzeba dużo czasu, żeby zobaczyć, jak staje się na nogi. Zaczyna sobie lepiej radzić, mimo że w tym czasie problemy często się pogłębiały. Ważne jest wsparcie.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Kruciutka
      27.07.2017 10:55
      Ja uważam, że nie w każdym przypadku. Zakładacie, że po zdradzie facet chce wrócić. A jak po zdradzie facet chce wrócić i nadal okłamuje? Ja na swojego męża wynajęłam detektywa ze spy optic, żeby sprawdzić. powinno się ufać, ale dobrze, że nie zaufałam, bo okazało się, że nadal zdradzał i to z tą samą kobietą. koszmar, naprawdę.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół