• facebook
  • rss
  • Szukają kościoła św. Jerzego

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    – Grubość murów pokazuje, że była to solidna budowla, a to kłóci się z opisem drewnianego kościoła – zauważa Radosław Zdaniewicz.

    Archeolodzy razem ze społecznikami przez tydzień prowadzili prace w Czechowicach, szukając pozostałości średniowiecznego kościoła św. Jerzego. Już pierwszego dnia natrafili na dwa fragmenty solidnych fundamentów. – Postanowiliśmy wspólnie, społecznie sprawdzić to, co znaleźliśmy na starych mapach, i potwierdzić, że w przeszłości istniał tu kościół – mówi kierownik prac Radosław Zdaniewicz, który jest prezesem górnośląskiego oddziału Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich oraz archeologiem Muzeum w Gliwicach, które włączyło się w prace zainicjowane przez Stowarzyszenie Rozwoju Czechowic. Archeolog wyjaśnia, że potwierdzenia tej informacji o położeniu kościoła nie ma w innych dokumentach. Chociaż zachowały się z końca XVII wieku opisy świątyni w dokumencie wizytacyjnym, z którego wynika, że był to kościół drewniany z dzwonnicą, to jednak brak szczegółowych danych, dokładnych wymiarów czy planu budowli.

    Wstrzeliliśmy się idealnie

    – Chodziło nam o to, żeby ta dzielnica nie była kojarzona tylko z rekreacją – zauważa Andrzej Szelka, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Czechowic. Mieszka w tej dzielnicy Gliwic od 35 lat. Interesując się jej historią, natrafił na informacje o kościele, a potem w Archiwum Państwowym w Gliwicach znalazł mapę z 1817 roku, na której były zaznaczone jego ruiny. Dzieje świątyni zna też z przekazów starszych mieszkańców. Jedna z mieszkanek opowiadała mu, że przed wojną nauczycielka pokazywała im – wtedy uczniom pierwszej klasy – to miejsce i mówiła o czechowickim kościele. – W dokumentach wizytacyjnych znajdujemy różne informacje, np. że Eucharystia sprawowana była w nim tylko 12 razy do roku. Z opisu wydawało się, że to biedny, mały wiejski kościółek, a okazuje się, że fundamenty wskazują na coś zupełnie innego. Może obronnego, nie wiadomo – zastanawia się Andrzej Szelka. – Założyliśmy pierwszy wykop i okazał się fenomenalnie trafiony – dodaje. Wykonany wykop o długości 15 metrów i szerokości metra od razu odkrył fundamenty. – Kierowaliśmy się XVIII-wieczną mapą, która sytuowała kościół na wysoczyźnie nad strumieniem, który płynie u jej podnóża. I wstrzeliliśmy się chyba idealnie. Wydaje się, że znaleźliśmy mury – mówi ostrożnie Radosław Zdaniewicz. – Mamy relikty dwóch fundamentów, ale zaskoczyła nas ich grubość. Nie wiemy, czy związane są z jednym kościołem, czy może na miejscu tego, który prawdopodobnie spłonął, wybudowano drugi. Grubość murów pokazuje, że była to solidna budowla, a to kłóci się z opisem kościoła drewnianego. Będziemy to jeszcze konsultować z innymi badaczami – dodaje. Wskazuje na zaokrąglenie murów od strony wschodniej. – Być może jesteśmy w części prezbiterialnej, ale to tylko robocza koncepcja. Jeśli tak jest, to możemy sobie wyobrazić wielkość tego kościoła – snuje przypuszczenia, że świątynia była większa, niż myśleli.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół