• facebook
  • rss
  • To pokolenie pamięta

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    – Zawsze byłam nieśmiała. Dzięki oazie nabrałam takiej pewności siebie, że teraz nawet za dużo mówię. I już się nie boję! – opowiada Anna Szczepanik.

    – Nie wiem, jak myśmy to przeżyli: spało się na podłodze w śpiworach, kran był w stodole przy krowach, a nam to nie przeszkadzało. Kompletnie nie pamiętam, jak wyglądało jedzenie, na to w ogóle nie zwracaliśmy uwagi. Wiem, że posiłki przygotowywaliśmy sami, ale z czego, nie kojarzę, to nie było ważne. Tam zobaczyłam, że ludzie potrafią być dla siebie dobrzy, dla mnie ta atmosfera była fajna. Wielka życzliwość, mówienie do siebie: „siostro”, „bracie” – to bardzo łączyło. Jeździłam na różne obozy i kolonie, na których czegoś takiego nie było. Ludzie oazy pokazali mi, jaka może być wiara. Że to nie jest tylko chodzenie do kościoła i odklepanie swojego… Dzięki oazie nauczyłam się modlić i interesować wiarą. A to procentuje – zauważa po latach.

    Wartości na całe życie

    Co jeszcze zawdzięcza ks. Blachnickiemu? – To był geniusz – uważa pani Anna. – Wprowadził nie tylko wspólnotową modlitwę i czytanie Pisma Świętego, ale także tzw. pogodne wieczory. Przy czym te wieczory były nie tylko na wesoło. Ks. Blachnicki sprowadzał na nie różnych ciekawych ludzi. Pamiętam czarnoskórego mężczyznę z USA, który opowiadał, że był w Czarnych Panterach i jak się nawrócił. To było niesamowite świadectwo. Nie dość, że pierwszy raz słyszałam świadectwo, to jeszcze takie! – podkreśla. – Dzięki oazie wiem, że warto się angażować i opierać na Bogu, a nie na innych sprawach. Parę razy w życiu także mną „trzepnęło”, ale doświadczyłam namacalnej obecności Bożej. Przydarzały mi się takie rzeczy, których bez łaski nie można wytłumaczyć. Myślę, że dzięki temu, że uczestniczyliśmy w oazach, że zetknęliśmy się z ks. Blachnickim, jeszcze mnóstwo ludzi w Polsce chodzi do kościoła. Moje pokolenie to pamięta i stara się kultywować wartości, które tam odkryło. Bo jeżeli ktoś raz zbliżył się do Kościoła, to już ciężko mu odejść. I będzie wracał, jeżeli odejdzie. Zawsze gdzieś to zostaje na dnie serca – podsumowuje.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół