• facebook
  • rss
  • To pokolenie pamięta

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    – Zawsze byłam nieśmiała. Dzięki oazie nabrałam takiej pewności siebie, że teraz nawet za dużo mówię. I już się nie boję! – opowiada Anna Szczepanik.

    Nie bójcie się!

    Ks. Franciszek Blachnicki, więzień dwóch reżimów – hitlerowskiego i komunistycznego, z niewykonanym wyrokiem śmierci, był człowiekiem wewnętrznie wolnym. Stąd płynęła siła jego oddziaływania. Pokazał, że można się nie bać i z tego skorzystała bezpośrednio także studentka Anna. – Wcześniej zawsze byłam nieśmiała, w szkole się nie odzywałam, nawet nauczycielka mamie się skarżyła, że nie zgłaszam się na lekcji. Przez oazę nabrałam takiej pewności siebie, że teraz nawet za dużo mówię. Pamiętam, jak z nagrania puszczano nam kazanie ks. Blachnickiego, w którym mówił: Nie bójcie się! Tego uczył – wspomina. Na drugą oazę rok później pojechała do Nowego Bystrego, blisko Zakopanego. Tam trafiła do grupy osób w zbliżonym do niej wieku i z doświadczeniem Krościenka sprzed roku. – Wtedy się otworzyłam, zaczęłam we wszystkim uczestniczyć – mówi. W sumie na oazie była trzy razy. W Krościenku jeszcze raz, w 1979 roku, kiedy zostało zrobione to cenne zdjęcie z przekazaniem ks. Blachnickiemu chleba. – Podobało mi się, jak on nas zachęcał do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, to był jego konik. Chyba na tej Mszy, z której mam to zdjęcie, mówił o krucjacie. Ludzie brali i podpisywali deklaracje abstynencji od alkoholu. Ponieważ jestem realistką, podpisałam ją tylko na rok. Pomyślałam, że lepiej, jak podejmę zobowiązanie na krótko, a jak mi się uda, to przedłużę. Ks. Blachnicki mówił o krucjacie z takim wewnętrznym ogniem, zapalał się przy tym. Bogu dziękuję, że go poznałam – wyznaje.

    Straszenie i solidarność

    Uczestniczenie w oazie w tamtych czasach związane było jednak z pewnym ryzykiem. – Na księdza Blachnickiego patrzono z dystansem. W Krościenku musiały być wtyczki ze służby bezpieczeństwa, bo wiecznie nas straszono, chodziły plotki, że będzie nalot, że nas spiszą, że nas ze studiów wyrzucą. To się czasami nasilało, zwłaszcza gdy kiedyś zdarzył się wypadek samochodowy – wspomina Anna Szczepanik.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół