• facebook
  • rss
  • Wigilia z Bratem Albertem

    Mira Fiutak Mira Fiutak

    dodane 24.12.2016 10:18

    Zmarł w Boże Narodzenie, w Krakowie. Dokładnie sto lat temu. Wielu pod jego wpływem zmieniło i nadal zmienia myślenie o tym, czym jest pomaganie.

    Adam Chmielowski, Brat Albert. Właśnie rozpoczyna się jego rok, 25 grudnia Eucharystią na Wawelu. – Bardzo bym chciał, żeby nasze społeczeństwo uwrażliwić na potrzeby bliźnich, którzy nie radzą sobie z codziennością. Dostrzec w nich, mówiąc słowami Brata Alberta „znieważone oblicze Chrystusa” – zauważa Jan Sznajder, prezes gliwickiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, które działa tu od 1988 roku.

    – Nie oceniać, nie osądzać, tylko starać się zapewnić poczucie solidarności społecznej. Dzisiejszy świat wytworzył konsumpcyjny model życia. Osiągnij sukces, bądź pierwszy, bogatszy, kup nowego iPoda czy nowszy model samochodu. A od święta pomyśl o bliźnim – dodaje.

    W jadalni schroniska dla bezdomnych mężczyzn w Bojkowie, które od 1989 roku prowadzi Towarzystwo, wisi duży portret Brata Alberta. Tutaj w Wigilię siadają razem do stołu. Z kuchni dochodzą zapachy kapusty z grzybami i pieczonego karpia. Na stole opłatek i dodatkowe nakrycie, gdyby ktoś zapukał. Nie jest to aż tak niespodziewane, bo zimą często słyszą dzwonek do drzwi. Nikogo nie odprawiają. Obecnie w schronisku mieszka ponad stu mężczyzn. Można powiedzieć, że do Wigilii siadają tutaj w towarzystwie Brata Alberta.

    Ubiegłoroczna Wigilia dla bezdomnych przy bocznicy kolejowej

  Ubiegłoroczna Wigilia dla bezdomnych przy bocznicy kolejowej Zdzisław Daniec Hieronim Paluszczak pomyślał o takim miejscu dla bezdomnych, zanim został kierownikiem schroniska. Kiedy trafiła mu do rąk książka o Bracie Albercie i pomyślał, że to tak właśnie powinno wyglądać. Potem przeczytał w gazecie ogłoszenie, że schronisko poszukuje kierownika.

    – Pomyślałem, może się przydam do jakiejś pracy – wspomina. Przyjechał 30 listopada 1991 roku, a od grudnia zaczął pracę. – I od tego czasu jestem tu na dobre i na złe. A Brat Albert czuwa nade mną. Skoro tak długo tu jestem, to pewnie chce mnie tu mieć – dodaje.

    Mieszka w Gliwicach. O swoim życiu mówi krótko: to długa historia. Na pytanie: dlaczego związał się ze schroniskiem, odpowiada: – Bo wierzę w to, że panowie, którzy tutaj przebywają, są w stanie przy pomocy innych, może i dzięki mnie, wyjść z różnych trudnych sytuacji. Wydawałoby się tragicznych, bo tak jest, jeśli człowiek jest bezdomny, uwikłany w długi, choroby, kłopoty. Ale można z tego wyjść, a schronisko w tym pomaga. Może nie jest to łatwe, ale jest realne. I ta wiara trzyma mnie tutaj – mówi z przekonaniem.

    W spotkaniu wigilijnym uczestniczył bp Jan Kopiec, księża oraz przedstawiciele władz i różnych służb   W spotkaniu wigilijnym uczestniczył bp Jan Kopiec, księża oraz przedstawiciele władz i różnych służb Zdzisław Daniec Skąd ta wiara? – Przez jakiś czas sam byłem osobą bez domu, chociaż nie korzystałem ze schroniska. Mieszkałem w hotelu robotniczym i była to pewnego rodzaju bezdomność – stwierdza. – Cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym dziele św. Brata Alberta. Jestem narzędziem w jego rękach i to pozwala mi nie popaść w jakąś pychę. Każdy ma tutaj swoje zadanie, mnie akurat przypadło być kierownikiem.

    Gliwickie kolo TPBA prowadzi też noclegownię i filię schroniska w Świętochłowicach, gdzie mieszka 90 osób. Członkowie zarządu dzielą się, żeby w każdym miejscu ktoś z nich usiadł z mieszkańcami do wigilijnego stołu.

    Jan Sznajder zawsze jest w schronisku w Bojkowie. Wspomina pierwszą Wigilię, po której nie zdążył na ostatni autobus i piechotą wracał do Gliwic. Wieczerza jest zawsze wczesnym popołudniem, żeby mogli też siąść do kolacji ze swoimi rodzinami. – Brak nam osób, które by wiernie realizowały duchowość Brata Alberta i zamieszkały w schroniskach, całkowicie poświęciły ich mieszkańcom – zauważa. – Jedyną taką osobą w całym Towarzystwie jest brat Jerzy Marszałkowicz w Bielicach. Odzwierciedlił dokładnie to, czego chciał Brat Albert. Żeby tym ludziom odrzuconym przez społeczeństwo starać się stworzyć naprawdę rodzinne warunki. A żeby tak było, trzeba z nimi być na stałe – dodaje.

    Oprócz Wigilii w schroniskach i noclegowni, przygotowują też przed 24 grudnia wieczerzę dla bezdomnych z miasta i potrzebujących. W ostatnich latach zastawiali stoły pod gołym niebem, przy bocznicy kolejowej, w obrębie tzw. Wolnych Torów. W tym roku – w Starym Browarze, jednej z restauracji w mieście.

    Więcej o Wigilii w schronisku  można przeczytać w świątecznym 52. numerze "Gościa Gliwickiego".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół