• facebook
  • rss
  • Dobro powraca

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    Święty Mikołaj odwiedza wszystkie dzieci. Grzeczne z prezentami, a niegrzeczne podobno z rózgą. Ale tym, które na święta czekają w szpitalu, przynosi przede wszystkim radość.

    Hej, medycy! Chodźcie tu szybko! Widzieliście kiedyś tylu świętych Mikołajów? – wykrzykiwał do studentów prof. Marian Zembala, gdy oprowadzając zagraniczną delegację po Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, natknął się na tłum młodzieży z workami pełnymi prezentów. Żartował, że za rok sam wystąpi w podobnej roli. Jednak zapowiedział, że zamiast czerwonej czapki wolałby założyć reniferowe rogi. Kilkudziesięciu wolontariuszy przebranych za Mikołaja, panie „Mikołajki”, śnieżynki i renifery 6 grudnia odwiedzili przebywających na kilku oddziałach pacjentów. Nie tylko dzieci i ich rodziców – podarki otrzymało też wiele starszych osób oraz personel szpitala.

    W workach i koszach znalazły się maskotki, zabawki, kolorowe poduszki i mnóstwo słodyczy. Niezależnie od wieku wszyscy obdarowani tak samo cieszyli się z prezentów, a przede wszystkim z odwiedzin. Bo tego dnia, szczególnie w tym miejscu, obecność i zainteresowanie innych ludzi dawały dużo więcej radości niż najlepsze prezenty. Chociaż niektórzy dorośli kategorycznie odmawiali przyjęcia choćby jednego lizaka, żeby jak najwięcej zostało dla chorych dzieci. Szymon, który wcielił się w rolę jednego z Mikołajów, nie jest jeszcze wolontariuszem, ale bardzo chciałby nim zostać. W drodze między oddziałami opowiadał, że jako dziecko też był kiedyś pacjentem ŚCCS. W 2002 roku jego rodzice dowiedzieli się o wadzie serca u syna. Zabieg przebiegł pomyślnie i po chorobie zostały już tylko wizyty kontrolne oraz wspomnienia trudnych przeżyć podczas pobytu w szpitalu. Dlatego kiedy tylko dowiedział się o akcji roznoszenia prezentów na oddziałach, gdzie sam się leczył, bez wahania zdecydował się wziąć w niej udział. I od razu „awansował” na stopień Mikołaja, więc szpitalne korytarze przemierzał z wypchanym workiem przerzuconym przez ramię. – Kiedy przychodzimy do szpitala, sprawiamy ogromną radość wszystkim dzieciom. Czuję sentyment, bo pamiętam, co przeżywają mali pacjenci na oddziale. Mam w pamięci urywki wspomnień, kiedy sam tam leżałem, kiedy byli przy mnie rodzice i jak przebiegały postępy w leczeniu. A kiedy przychodził Mikołaj, to była wręcz euforia, że ktoś o mnie pamięta, że ktoś mnie odwiedził! Teraz dobro powraca – mówił dumny z tego, że po latach to on może uszczęśliwiać inne dzieci.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół