• facebook
  • rss
  • Coś mną zatrzęsło...

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    – Powiedziałem: „Poddaję się. Jezus jest Bogiem!” – Navid wspomina najważniejszą noc w swoim życiu.

    O tej nocy i swojej drodze do chrześcijaństwa opowiadał podczas rekolekcji „Jezus żyje” na Górze św. Anny. W trzech turnusach bierze w nich udział ponad tysiąc osób. Navid pochodzi w Iranu. Urodził się w rodzinie muzułmańskiej. – Kiedy wzrasta się w islamskim kraju, od początku jest się wychowywanym w określonych zwyczajach. Telewizja, szkoła, nawet billboardy na ulicy uczą zasad islamu – mówi Navid. – Wskazują na to, że to jedyna droga, a cały świat poza islamem jest w błędzie. Ten poziom strachu jest tworzony od wczesnych lat. Nawet jeśli jesteś dobrze wykształcony i rozum podpowiada ci, że to nie tak, ten strach cały czas jest w tobie – dodaje.

    Czy to jest to miejsce, synu?

    Pierwszą chrześcijanką w ich rodzinie została jego nastoletnia siostra. Potem mama i ojciec. Również wujkowie, kuzyni. On był niewzruszony. – O wszystko oskarżałem chrześcijaństwo. Urosła we mnie wielka nienawiść do tego, co chrześcijańskie. I do chrześcijan – wspomina.

    W końcu opuścił dom. Z powodzeniem zajął się karierą zawodową. Aż do momentu, kiedy zbankrutował. Stracił wszystko i znalazł się na ulicy, zbyt dumny, żeby poprosić o pomoc ojca. Przez 6 miesięcy mieszkał w samochodzie. Tam odnalazł go Jezus. – Wtedy wydarzyło się kilka cudów w moim życiu – wspomina Navid. Ma na myśli osoby, przez które Jezus mówił do niego. Ostatnią była przypadkiem spotkana kobieta, chrześcijanka. Jak się okazało, adoptowana przez jego rodziców. – W moim kraju również dorosłe osoby potrzebują opieki rodziny albo męża – wyjaśnia Navid. W 12-milionowym Teheranie ich drogi się skrzyżowały. Długo mówiła o Jezusie, on słuchał, bo potrzebował kontaktu z kimś bliskim. – Powiedziała: „Jezus jest żywy, kocha cię. Jeśli dwie osoby rozmawiają o Nim, oznacza, że jest tutaj”. „Jeśli tak, to chcę Go zobaczyć” – stwierdziłem. A ona na to: „Pomodlę się o to”. Pomyślałem wtedy, że to kolejny szalony chrześcijanin – wspomina. – Grzeszny, brudny człowiek, od 6 miesięcy mieszkający na ulicy, bez rodziny, przyjaciół, pieniędzy... Uzależniony od papierosów, wypalałem trzy paczki dziennie. Takiemu ma się objawić Stwórca? Spał wtedy w samochodzie na parkingu lotniska. – W środku nocy poczułem, że coś mną zatrzęsło – wspomina. Pomyślał, że przejechał samochód, ale było pusto, albo że to z zimna, jednak było ciepło. – Nagle zobaczyłem człowieka na masce samochodu. Jezus popatrzył mi prosto w oczy, być może trwało to mniej niż sekundę, i zadał jedno pytanie: „Czy to jest naprawdę to miejsce, synu?”. To było wszystko. Ale tak silne, że pamiętam jeszcze ból palców od uderzenia w dach samochodu, kiedy podniosłem ręce i powiedziałem: „Poddaję się. Jezus jest Bogiem” – opowiada Navid.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół