• facebook
  • rss
  • Wyrok ws. wydania polskich dzieci na wniosek Jugendamtu

    PAP

    dodane 15.04.2016 12:54

    Sąd Rejonowy w Bytomiu oddalił w piątek wniosek hanowerskiego urzędu ds. dzieci i młodzieży (Jugendamt) w sprawie wydania trojga polskich dzieci, odebranych w Niemczech polskiej rodzinie.

    Sąd stwierdził, że matka bezprawnie uprowadziła dzieci, ale ponieważ od ponad roku żyją one w Polsce i tu jest ich "centrum życiowe", zarządzenie ich powrotu do Niemiec naraziłoby je na szkodę psychiczną.

    Po ogłoszeniu decyzji sądu matka dzieci i obecny na sali jej najstarszy syn objęli się i płakali.

    "Ulga, radość, szczęście To jest to, o co walczyłam i miałam nadzieję, że tu znajdę sprawiedliwość, i tak się stało. Nie muszę się martwić o ich przyszłość" - powiedziała dziennikarzom matka dzieci pani Aneta.

    "Mieszkamy w Bytomiu, pracuję w Bytomiu, dzieci chodzą tu do szkoły, to nasz nowy dom. Nie zamierzam wracać do Niemiec. Tam twój dom, gdzie serce twoje, a moje serce jest teraz tutaj" - dodała, pytana o dalsze plany życiowe.

    Gabriel powiedział, że cieszy się z decyzji sądu. "Denerwowałem się, obawiałem się, że nas mogą znowu Niemcy zabrać" - wyznał. Jak mówił, w Polsce żyje mu się dobrze. "Dobre jest to, że jesteśmy razem" - wyjaśnił.

    Jugendamt - którego przedstawiciel ponownie nie pojawił się w sądzie - domagał się wydania Gabriela, który ma dziś 16 lat, ośmioletniej Viktorii i pięcioletniej Julii. Polska rodzina mieszkała w Hanowerze od czerwca 2005 roku. Gabriel urodził się w Polsce, jego młodsze siotry już Hanowerze. Pod koniec 2013 r. na podstawie decyzji sądu Jugendamt odebrał rodzicom dzieci.

    Julia i Viktoria trafiły do niemieckiej rodziny zastępczej, a najstarszy Gabriel - do ośrodka wychowawczego oddalonego o 100 km. Według rodziców, niemieccy rodzice zastępczy drastycznie zaniedbywali dziewczynki, dzieci miały być też ofiarami przemocy i molestowania seksualnego. Rodzice zdecydowali się uprowadzić całą trójkę i wrócić do Polski w styczniu 2015 r. "Nie żałuję tego" - mówiła w piątek matka dzieci.

    Odebranie dzieci Jugendamt uzasadniał sytuacją życiową rodziny i chorobą alkoholową rodziców, a w przypadku Wiktorii podejrzeniem, że jest bita. Pełnomocnik rodziny Markus Matuschczyk oświadczył podczas poprzedniej rozprawy, że przeczą temu opinie lekarskie po badaniach przeprowadzonych jeszcze w Niemczech. Wykluczyły one jakiekolwiek uzależnienia, czy choroby przewlekłe rodziców. Rodzice stanowczo zaprzeczają też, by sami zgodzili się na oddanie dzieci w pieczę zastępczą. Według nich prawdziwym powodem pozbawiania praw rodzicielskich był konflikt z asystentem z Jugendamtu, który zbytnio ingerował w ich życie.

    Podczas poprzedniej rozprawy sędzia Katarzyna Janik przedstawiła również protokoły z przesłuchania dzieci w obecności psychologa, opinię sądowo-psychologiczną, dokumenty ze szkoły i przedszkola, do których uczęszczają dzieci, a także informację z policji i z wywiadu środowiskowego.

    Wszystkie te dokumenty - z wyjątkiem niemieckiego - są pozytywne dla rodziców. Wynika z nich, że dzieci są bardzo przywiązane do mamy i taty, są zadbane, rozwijają się prawidłowo; w Polsce czują się bezpiecznie, a powrót do Niemiec byłby dla nich przeżyciem traumatycznym. W rodzinie nie odnotowano kłótni czy nadużywana alkoholu.

    Śledztwo w sprawie molestowania dziewczynek, po doniesieniu rodziców, prowadzi bytomska prokuratura, która przed kilkoma miesiącami informowała, że wyczerpała już źródła dowodowe dostępne w Polsce. Jak mówił pełnomocnik rodziny, teraz trzeba przesłuchać podejrzanych i świadków mieszkających w Niemczech, co zostanie prawdopodobnie przeprowadzone w ramach pomocy prawnej.

    Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów). W przypadkach zaniedbania dzieci przez opiekunów lub znęcania się nad nimi, nierzadko Jugendamty krytykowane są za opieszałość i brak zdecydowania; z drugiej strony zarzuca się im ingerowanie w życie rodzin i naruszanie prywatności.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Arturo
      15.04.2016 17:05
      Ci sami Niemcy mają tupet zabierać głos w sprawie muzem w Markowej I taki FAZ ma czelność coś insynuować po ich zbrodniach na Polakach i Zydach (i in.) Co się dzieje z tym narodem?!
    • ekonom
      15.04.2016 17:12
      tam się zabiera 50 tys. dzieci rocznie, czyli 1000 tygodniowo a 200 dziennie. Niedługo będą porywali za granicą
    • sct
      15.04.2016 20:01
      Jeszcze jest sprawiediwość!
      Deo Gratias!
    • Gość
      25.08.2016 11:52
      Jedną sprawą jest odzyskanie dziecka jak w tym przypadku, a inną pociągnięcie do odpowiedzialności i ukarania Jugendamtu. Może takie działania sprawią, że ci urzędnicy przestaną być bezkarni.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół