• facebook
  • rss
  • Żeby zdążyli wrócić

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 46/2015

    dodane 12.11.2015 00:00

    – Trzeba położyć nowe tory, w przeciwnym kierunku, prowadzące pod górę – mówi Kazimierz Speczyk o drodze, którą sam przeszedł, a teraz prowadzi innych.

    Pełna nazwa to: Stowarzyszenie na rzecz Adaptacji Osób Uzależnionych i Ich Rodzin do Społeczeństwa „Żyj i daj żyć”. Działa w Zabrzu od 15 lat, jego celem jest wprowadzenie z powrotem do społeczeństwa osób, które z różnych powodów znalazły się na jego obrzeżu. – Uzależnieni od alkoholu, bezdomności, bezrobocia, bezradności, od lęku przed odrzuceniem społecznym. Pomagamy ludziom, którzy wyszli na chwilę ze społeczeństwa, żeby zdążyli do niego wrócić – mówi Kazimierz Speczyk, prezes stowarzyszenia. To także człowiek jednoznacznie kojarzony w mieście z działaniami na rzecz tej grupy osób, co podkreślali uczestnicy rocznicowego spotkania, które odbyło się 3 listopada. Brali w nim udział członkowie stowarzyszenia, osoby, którym pomogli, przedstawiciele władz i instytucji wspierających te działania.

    To są codzienne małe kroki

    Stowarzyszenie pomaga od nowa stanąć na nogi, znaleźć mieszkanie, wrócić do pracy, czasem zdobyć nowy zawód. Wyrosło z Klubu Abstynentów „Nowe życie”, któremu również przewodził Kazimierz Speczyk, będąc też konsultantem ds. rozwiązywania problemów alkoholowych w MOPR. – Celem, jaki sobie wtedy postawiłem, było to, żeby osoby przychodzące do MOPR-u mogły w jakimś przyjaznym środowisku dowartościować się i wrócić do społeczeństwa – wspomina. Chciał stworzyć takie miejsce, gdzie na początek można by po prostu zadbać o higienę, umyć się, uprać swoje rzeczy. A potem z pomocą specjalistów i życzliwych ludzi próbować odbudowywać swoje życie. W 2007 roku stowarzyszenie uruchomiło Dom „Pokora” przy ul. Pawliczka 16, wcześniej podnosząc budynek z zupełnej ruiny. Dzisiaj mieszka w nim 12 osób. Przez te lata 42 osoby, czyli połowa z tych, które tam trafiły, przeniosły się do swoich mieszkań. Istnieje też punkt „Kromka Chleba”, gdzie wydawane są śniadania. Od 2004 r. rozdano tam przeszło 200 tysięcy posiłków. Działa spółdzielnia socjalna. – Udało się to dzięki temu, że Pan Bóg czuwa i że znalazła się grupa założycielska, autorytety w postaci władz i wszyscy ludzie dobrej woli, którzy chcieli się do nas dołączyć. Zaprojektowali budynek, remontowali go i pomagali na wiele innych sposobów – zauważa Kazimierz Speczyk. – Z tych, którzy poszli na swoje, jedni trzymają się lepiej, inni jeszcze kuleją. Ważne, by pamiętać, że nie wolno już wejść w stare tory. Żeby naprawdę wrócić do społeczeństwa, trzeba położyć nowe tory, w przeciwnym kierunku, prowadzące pod górę. I muszę codziennie kłaść podkłady, przykręcać śruby. To są małe kroki, ale gdybym się zatrzymał, to z powrotem lecę w dół i spadam jeszcze niżej – podkreśla z naciskiem. Wie, o czym mówi, bo sam nie pije od ponad 20 lat.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół