• facebook
  • rss
  • Czarna rozpacz

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Kapitan schodzi z tonącego statku jako ostatni. Czy ostatniego dnia grudnia ustępujący prezes Kompanii Węglowej będzie miał jeszcze co opuszczać?

    Po niespełna roku kierowania największą spółką węglową w Europie Krzysztof Sędzikowski złożył dymisję ze stanowiska prezesa Kompanii Węglowej z dniem 31 grudnia. Gdy obejmował tę funkcję, jego zadaniem było opracowanie i wdrożenie programu naprawczego. Wówczas spółka stała na progu bankructwa i jej los wydawał się niemal przesądzony. Teraz jest to jeszcze pewniejsze. Chociaż krótko przed wyborami podczas swojej wizyty na Śląsku premier Ewa Kopacz zapewniała, że „Nowa Kompania Węglowa, która została powołana do życia w połączeniu z Silesią, czyli z instytucją teraz zdrową finansowo”, rodzi się na naszych oczach i jest realizacją styczniowych postanowień, bardziej aktualny argument Krzysztofa Sędzikowskiego jest jasny.

    „Niestety pomimo wielu wysiłków nie było możliwe doprowadzenie do realizacji kolejnego niezbędnego etapu przewidzianego w planie, czyli pozyskania inwestorów dla Nowej Kompanii Węglowej” – zaznaczył w specjalnym komunikacie. Kto sfinansuje bankruta? Plan wyciągnięcia KW z kryzysu zakładał redukcję liczby kopalń z 14 do 11, restrukturyzację operacyjną spółki oraz ostatecznie utworzenie nowej spółki, która byłaby nadal restrukturyzowana i dokapitalizowana przez zewnętrznych inwestorów. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Krzysztof Sędzikowski ocenił, że pierwszy z tych elementów został wykonany, a drugi jest ciągle realizowany i przynosi efekty. „Natomiast trzeci aspekt to budowa tzw. Nowej Kompanii, do której przeniesione miały być kopalnie KW i która miała otworzyć furtkę do głębszej restrukturyzacji firmy oraz wejścia kapitałowego inwestorów. To nie nastąpiło” – podkreślił. Według jego wcześniejszych deklaracji NKW potrzebowałaby do przetrwania 1,5 mld zł kapitału, z czego 800 mln zł jeszcze w tym roku.

    Zaczątkiem tego podmiotu jest spółka Węglokoks Rybnicki Okręg Wydobywczy. KW podpisała z nią umowę przedwstępną w sprawie sprzedaży tzw. czterech zorganizowanych części kopalń KW: „Rydułtowy-Anna”, „Marcel”, „Jankowice” i „Chwałowice”, przyjmując też zaliczkę w wysokości 500 mln zł. Krzysztof Sędzikowski pytany w wywiadzie, czy udało się już pozyskać brakujące 700 mln zł do budżetu KW, odpowiedział, że spółka jest w trakcie rozmów z bankami ws. finansowania dłużnego, najprawdopodobniej rozszerzenia programu obligacji i „ma nadzieję, że zakończą się one powodzeniem”. W odniesieniu do przejęcia przez Towarzystwo Finansowe Silesia 100 proc. akcji KW Krzysztof Sędzikowski wskazał, że KW rozmawia z różnymi podmiotami, także z Silesią. Podkreślił natomiast, że samo przeniesienie akcji „to jest tylko i wyłącznie decyzja właścicielska”. „Właściciel, czyli Skarb Państwa, może zrobić ze swoimi akcjami, co zechce. Z punktu widzenia KW nie ma to większego znaczenia” – uznał. Koszty kampanii nad Kompanią Można uznać, że decyzja Krzysztofa Sędzikowskiego o rezygnacji jest wyrazem nieudolności i próbą ucieczki przed problemem upadającej Kompanii Węglowej. Jednak z drugiej strony nie jest bezzasadne stwierdzenie, że to honorowe poniesienie odpowiedzialności za błędne bądź znikome działania rządu w kierunku ratowania i naprawy śląskiego górnictwa. W ostatnich miesiącach politycy zdecydowanie bardziej woleli bowiem uprawiać kampanię wyborczą na tle kopalnianych szybów niż zaradzić sytuacji górników, którzy zjeżdżają nimi pod ziemię.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół