• facebook
  • rss
  • Nowe szaty św. Marcina

    Szymon Zmarlicki


    |

    Gość Gliwicki 32/2015

    dodane 06.08.2015 00:00

    Renowacja kościoła w Starych Tarnowicach. W świątyni tak bogatej w kunszt genialnych artystów prace konserwatorskie są zajęciem trudnym i wymagającym. Na ich efekt trzeba czekać latami – bo niemal każdy centymetr kwadratowy murów pokrywają cenne dzieła. Tym bardziej warto dotrwać do momentu, gdy na nowo będzie można podziwiać piękno sakralnego wnętrza.


    Dojeżdżając od dowolnej strony do skrzyżowania w Starych Tarnowicach, drogą pomiędzy Tarnowskimi Górami a Reptami Śląskimi, nie sposób nie zauważyć ogromnej świątyni, której fasada z czerwonej cegły wznosi się ponad korony drzew i okoliczne zabudowania. Bardziej wnikliwi dostrzegą też znajdujący się na terenie cmentarza zabytkowy, nieużywany obecnie kościółek wybudowany jeszcze przed 1400 rokiem, który przez lata był ostoją katolicyzmu wśród dominującego na Śląsku wyznania protestanckiego.

    W tym roku parafia pw. św. Marcina Biskupa i Wyznawcy obchodzi 600. rocznicę powstania.
Aby godnie uczcić jubileusz, proboszcz przy wsparciu parafian od kilku lat podejmuje front robót na szeroką skalę. Stan młodszej budowli domagał się interwencji zarówno zewnątrz, jak i w środku budynku. Jednak prawdziwą perłą, o jaką troszczą się wszyscy wierni, jest wnętrze świątyni dosłownie ociekające cennymi i niepowtarzalnymi malowidłami. To właśnie ich odnowienie stanowiło największe wyzwanie.
– Kościół potrzebował kompleksowego remontu. Nie było sensu ruszać czegokolwiek, dopóki nie został naprawiony dach, więc właśnie od tego rozpoczęliśmy. Okazało się, że potrzebne będą nowe krokwie. Jesteśmy wdzięczni ks. bp. Janowi Wieczorkowi za to, że niemal wymusił na nas powrót do dachówki, bo dotychczasowe pokrycie z blachy, niestety, pękało, przez co wnętrze było zalewane – przyznaje ks. Krzysztof Żak, proboszcz parafii św. Marcina. 
– Łuk nad ołtarzem, obrazy, freski po lewej i prawej stronie prezbiterium… Wszystko było zalane – wylicza.
Remont dachu trwał dwa lata. Później przyszedł czas na odnowienie cennych dzieł sztuki. – Konserwatorka Ewa Dzik poprosiła mnie, żeby nie zamalowywać zniszczonych fresków. Zobowiązała się do ich odrestaurowania i do dzisiaj mi pomaga. Wracamy do pierwotnego stanu, bo w niektórych miejscach były trzy, nawet cztery warstwy, a każdy kolejny malarz dodawał coś od siebie – tłumaczy proboszcz. 
– Borykamy się z tym już prawie od pięciu lat. Parafianie zmobilizowali się, można powiedzieć, że oni tym żyją i cieszą się każdą poprawioną czy odrestaurowaną częścią kościoła. Na przykład odnowiona została ambona, na której jest teraz wizerunek św. Jana Pawła II. To miejsce słowa Bożego, a papież bez przerwy je do nas głosi – podkreśla ks. Krzysztof Żak.
Nowej lokalizacji doczekała się chrzcielnica, która znajdowała się w baptysterium, a według wytycznych Soboru Watykańskiego II powinna być przy głównym ołtarzu. – Przy okazji remontu zmobilizowaliśmy się, by przenieść ją we właściwe miejsce, jednak stała tu figura Serca Pana Jezusa wraz z małym ołtarzykiem. Została ona umieszczona w niszy w baptysterium i bardzo ładnie się komponuje. Co więcej, chodzą tam teraz całe pielgrzymki z kwiatami i ludzie lubią się przy niej modlić. Natomiast chrzty odbywają się przy ołtarzu w pięknej chrzcielnicy, która ma 115 lat – przypomina proboszcz.


    Świątynia pogranicza


    – Ten kościół to mieszanka stylów. Część elementów jest neoromańskich, a część neogotyckich – wskazuje konserwatorka Ewa Dzik, która zajmuje się odrestaurowywaniem fresków w kościele św. Marcina, najprawdopodobniej pierwszej świątyni wybudowanej na Śląsku w XX wieku. – Na początku musimy zorientować się, ile jest warstw malowideł, w tym celu robimy tzw. badania odkrywkowe. Rozdzielamy malarstwo chronologicznie na warstwy. Była zatem oryginalna warstwa, a po niej kolejne, gdy w latach 50. i 80. ubiegłego wieku ktoś coś przemalowywał. Do ich usunięcia stosowaliśmy różne metody, m.in. mechaniczne czy chemiczne. A kiedy dostajemy się już do oryginału, nasza praca polega na tym, żeby go zabezpieczyć. Wtedy zaczynamy pracę restauratorską – tłumaczy koordynatorka prac.
Jak dodaje, dla przykładu we Włoszech stosuje się tylko pierwszy etap, czyli usuwanie późniejszych przemalowań. Oryginały zostawia się w surowym, nieodrestaurowanym stanie. W polskich odnawianych kościołach restauracje dążą jednak do odzyskania pełnej estetyki. – Staramy się wprowadzić pełną konserwację i renowację, żeby przywrócić pierwotny stan. Poprzedni dach był źle wykonany i zalewało prezbiterium. Tynki uległy zniszczeniu, bo woda je penetrowała, i takie punkty podklejamy, żeby pozostało jak najwięcej oryginału – wymienia.
Końcowa faza to zabezpieczenie specjalnym środkiem przed działaniem czynników zewnętrznych. Wszystkie te zabiegi powinny być odwracalne, żeby kiedyś móc je odtworzyć. Choć wnętrze świątyni wydaje się teraz w pełni odnowione, fresków jest znacznie więcej. Niemal każdy kawałek ściany pokrywają rozmaite malowidła. Jednak przede wszystkim ze względów finansowych nie wszystkie udało się odnowić. Pozostałe zostały zamalowane specjalną „oddychającą” farbą, którą w przyszłości łatwo będzie usunąć i powrócić do ukrytych dzieł bez szkody dla nich. 


    Skryta Madonna


    A co było największym wyzwaniem podczas prac konserwatorskich? – Zacieki… Nie mówię, że mnie przerażały, ale poczułam żal, bo te cenne dzieła były zalane. No i wysokość, na jakiej trzeba pracować, choć do tego da się przyzwyczaić – przyznaje Ewa Dzik. Jak dodaje, sporo trudu wymagało także usunięcie włókna szklanego, którym w ramach ratowania zalanych fragmentów ktoś pomalował freski. Dodatkowym utrudnieniem podczas namaczania i rozpuszczania go specjalnymi substancjami było pionowe ułożenie powierzchni. – Ale jeśli chodzi o prace konserwatorskie, to bardzo przyjemny i wdzięczny obiekt. Niestety, w żadnych zapiskach nie ma informacji o autorach malowideł. Niewątpliwie jednak jest to warsztat technologicznie i artystycznie wyższej klasy – zapewnia.
Ciekawa historia związana jest z ołtarzem maryjnym w bocznej nawie. W trakcie remontu został odsunięty od ściany. – Z przodu był wizerunek Serca Jezusowego, a pod nim znaleźliśmy kopię obrazu ze starego kościoła wykonaną na dykcie. Jednak coś wciąż nie dawało mi spokoju i ściągnęliśmy kolejną warstwę. Dopiero tam odkryliśmy ikonę Matki Bożej – mówi z zafascynowaniem konserwatorka.
Wizerunek Maryi z Dzieciątkiem Jezus jest nieco podobny do tego znanego z Piekar Śląskich. Od tamtego wyróżnia go jednak niewielki, choć istotny szczegół – mały Jezus nie patrzy na oglądającego obraz, lecz kieruje spojrzenie na swoją Rodzicielkę. – To dość rzadko spotykany przypadek. Jestem w stałym kontakcie z diecezjalną konserwator zabytków Anną Szadkowską, która również uważa ikonę za bardzo ciekawe odkrycie. Zwróciła uwagę np. na inne ułożenie dłoni niż na piekarskim wizerunku – przypomina.


    Czego dusza pragnie


    Zaplanowane na jesień obchody 600-lecia parafii św. Marcina w Starych Tarnowicach poprzedzą liczne wydarzenia artystyczne. Już we wrześniu rozpoczną się koncerty muzyki sakralnej i dawnej, wykłady na temat sztuki w kościołach na terenie powiatu tarnogórskiego oraz wystawy i wernisaże, które będą odbywały się również w październiku i listopadzie. Szczegółowy harmonogram będziemy na bieżąco podawali na łamach „Gościa Gliwickiego” i na naszej stronie internetowej.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół