• facebook
  • rss
  • Uciekali do wyjścia

    ap /KHW

    dodane 16.06.2015 15:00

    Wybrali złą drogę. Tylko że tego nie mogli wiedzieć. Szli do wyjścia, a w kierunku przeciwnym, dalej na południe, zniszczenia były mniejsze (...). Tam by nie mieli prawie wcale metanu. Tam był tlen, woda. I doszli do miejsca, gdzie nie dało się przejść. Może już nie mieli siły, doszedł metan, ubyło tlenu, stracili przytomność...

    Publikujemy zapis rozmowy z Piotrem Obłojem, ratownikiem zastępowym z kopalni "Wujek" Ruch Śląsk, który znalazł poszukiwanych górników, umieszczony na stronie Katowickiego Holdingu Węglowego.

    Jak dochodziliście do miejsca, w którym znajdowały się ciała poszukiwanych?

    - Dowierzchnią badawczą "1", potem przez chodnik "7", przez całą długość ściany "7", chodnik "5b", przecinkę "2" do chodnika "5a". Z niego ponownie do dowierzchni badawczej "1" i przecinkę "4". Warunki są tam tragiczne. Nie da się tego jakoś normalnie opowiedzieć. Po prostu się nie da. Ciepło, bardzo ciepło, mało tlenu, dużo metanu. Przez cały czas w aparatach oddechowych. Kamizelki chłodzące, systemy schładzania powietrza na aparatach oddechowych, ale to nie załatwia sprawy całkowicie. Można wytrzymać, lecz nadal jest bardzo gorąco. Ponadto ciasno. Z ociosów, ze stropu już się nie obsypywało, bo to wszystko się uspokoiło. Tyle że po wstrząsie zacisnęło chodniki. Wszystkie elementy, które w nich były - rury, belki, konstrukcje z przenośników, stojaki… - to wszystko zostało rozrzucone i ściśnięte. Taka sytuacja była we wszystkich chodnikach.

    Przez ścianę dało się przejść?

    - Tak, ale od 20 do 120 sekcji tylko na kolanach. 

    Przez 40 minut nie było z wami kontaktu.

    - Przesada. Tylko przez 20. Gdy wracaliśmy, zerwała się łączność, uszkodzenie linii. Łączności nie było od przecinki "4" do końcówki ściany "7". Jakieś 120-150 metrów, czyli 20 minut, jak na te warunki krótki czas na przejście odcinka. Kierownik akcji na dole na pewno bardzo się denerwował, ale myśmy już wychodzili.

    Co w tej części akcji było najważniejsze?

    - To, że doszliśmy do nich, że ich znaleźliśmy. Że wszyscy ratownicy wyszli żywi i cali. Żadnemu nic się nie stało.  Dla nas to to są sprawy najważniejsze. 

    Jak Pan widzi sytuację poszukiwanych? Szli świadomie, wybrali dobrą drogę…

    - Wybrali złą drogę. Tylko że tego nie mogli wiedzieć. Szli do wyjścia, a w kierunku przeciwnym, dalej na południe, zniszczenia były mniejsze. Poniżej chodnika "7" wszystko stoi, tylko spąg jest lekko popękany. Tam by nie mieli prawie wcale metanu. Tam był tlen, woda. Postąpili logicznie, bo kto będzie szedł w kierunku, z którego był wstrząs? Uciekali przez ścianę do wyjścia. Nikt by nawet nie pomyślał, że to może mieć aż taki zasięg. I doszli do miejsca, gdzie nie dało się przejść. Może już nie mieli siły, doszedł metan, ubyło tlenu, stracili przytomność... Tragicznie się to wszystko skończyło. Tyle dobrze, że ich znaleźliśmy, że wreszcie to się zamyka…

    Kilka słów o Panu.

    - 45 lat, żonaty, dwóch dorosłych synów.  

    Też w górnictwie?

    - Nie! Daleko od tego.

    Piotr Obłój, ratownik zastępowy z kopalni Wujek Ruch Śląsk. 26 lat w górnictwie, 11 lat w kopalni Katowice, reszta na Śląsku. Wieczorem 15 czerwca 2015 r. jego zastęp dotarł do poszukiwanych.
    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół