• facebook
  • rss
  • Krzyk przeraźliwy rozległ się...

    Karina Grytz-Jurkowska

    dodane 14.05.2015 13:52

    W kilka chwil w głębinie utonęły 43 osoby, głównie pierwszokomunijne dziewczynki.

    Dziś przeprawa promowa na Odrze jest kilka kilometrów dalej, w Ciechowicach   Dziś przeprawa promowa na Odrze jest kilka kilometrów dalej, w Ciechowicach Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość

    „Krzyk przeraźliwy rozległ się po wodzie, biedne dziewczęta walczyły jak mogły z prądem rzeki, wołały o pomoc, lecz pomocy nie było. Tak jedna po drugiej tonęły, jedna drugą wciągała w ucisku śmiertelnym w głąb wody” – relacjonowały w sobotnim wydaniu z 17 maja 1890 r. „Nowiny Raciborskie”. Tragedia rozegrała się dwa dni wcześniej, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.

    Wracali z nabożeństwa, większość też z „katelmusu” - nauk przed I Komunią św., do której zostało raptem kilka dni. Jak zwykle przez Odrę, bo kościół parafialny w Sławikowie leżał po jednej stronie, a oni, pochodzący z Turza, Rudy, Budzisk i Siedlisk, mieszkali na przeciwnym brzegu rzeki.

    Chłopcy, jak zwykle pierwsi, bezpiecznie przepłynęli na drugi brzeg. Po nich przeprawiały się dziewczynki, jedna z bratem, i kilka dorosłych dziewcząt.

    Ze stróżówki przewoźnika zostały tylko porośnięte chwastami ruiny   Ze stróżówki przewoźnika zostały tylko porośnięte chwastami ruiny Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Dlaczego w łódce zamiast 30 znalazło się ich ponad 50? – do końca nie wiadomo.

    Łódź, zanurzona po same burty, powoli zbliżała się do turskiego brzegu. Niestety prawie u celu zahaczyła o zanurzony w wodzie pal. To wystarczyło. Zachwiała się  i wywróciła, a dzieci wpadły do wody.

    W panice, niesione silnym w tym miejscu prądem rzeki, chwytały się wszystkiego, co możliwe, także siebie nawzajem, ale w głębokiej rzece, w ubraniach, nie miały większych szans. Z 53 osób zdołało się uratować zaledwie 10.

    Wszystko było prawie gotowe do I Komunii, jedna ze starszych dziewcząt kilka dni później miała wziąć ślub. Tym razem jednak radosne uroczystości zastąpiły pogrzeby. Gdy w jednym rzędzie chowano najpierw 24, a dwa dni później kolejne małe ciałka, sześć tysięcy obecnych na pogrzebie osób szlochało.

    Sto lat po tragedii w ścianę kościoła parafialnego w Turzu wmurowano tablicę z nazwiskami tych, którzy utonęli   Sto lat po tragedii w ścianę kościoła parafialnego w Turzu wmurowano tablicę z nazwiskami tych, którzy utonęli Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Sto lat później, na wybudowanym kilka lat po tym wydarzeniu kościele w Turzu, staraniem zmarłego zaledwie kilka dni temu (9 maja 2015 r.) księdza Antoniego Strzedully, umieszczono tablicę z nazwiskami utopionych dziewcząt i chłopca.

    Pamięć o dramacie, który stał się przyczynkiem do utworzenia nowej parafii, jest wciąż żywa. Do dziś w tych miejscowościach żyją potomkowie rodzin osób, które straciły wówczas życie, oraz tych, którym udało się wydostać z topieli.

    Po 125 latach od tej tragedii, 16 maja o godz. 18.00 w Sławikowie, w macierzystej parafii, w miejscu, gdzie przed laty za kościołem spoczęły ciała potopionych, poświęcony zostanie pomnik upamiętniający ofiary. W ten sposób proboszcz ks. Joachim Augustyniok i mieszkańcy chcą ocalić ich historię od zapomnienia.

    Mszy św. w ich intencji będzie przewodniczył opolski biskup pomocniczy Paweł Stobrawa, on też poświęci monument.

    Więcej o tej historii w bieżącym wydaniu papierowym opolskiego i gliwickiego "Gościa Niedzielnego" (nr 20/2015). Zobacz również TUTAJ.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • chordad
      15.05.2015 13:29
      smutne, bardzo smutne...

      ale jak to...
      same dziewczynki tą łódką płynęły, czy jak?
      bo wychodzi na to, że na głupotę i lenistwo (nie chciało się płynąć na 2x?) dorosłych nawet 'Święty Boże nie pomoże'...
      w każdym razie tu nie pomogło, ani to, że święto, ani to, że dzieci, ani to, że komunijne...
    • kjurkowska
      15.05.2015 13:49
      Jako pasażerowie płynęły same dziewczynki, głównie w wieku 11-13 lat, brat jednej z nich (12 lat) oraz kilka starszych dziewcząt. Przewoził ich jedynie pomocnik przewoźnika, bo jego samego nie było wówczas na miejscu... Pomocnik się uratował, dostał 5 lat aresztu, nieobecny przewoźnik nie poniósł żadnej kary. Więcej w opolskim lub gliwickim Gościu (nr 20/2015)
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół