• facebook
  • rss
  • Żołnierz na szpilkach

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Gliwicki 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:00

    Żyłam tak obok, tak samolubnie, tak skupiona na sobie. Tyle razy Go ukrzyżowałam, tyle razy Go zabiłam, oplułam, świadomie o Nim źle mówiłam, wyśmiewałam… Dlaczego oni dziękują za kogoś takiego jak ja?

    Supermakijaż. Piękna fryzura. Modne ciuchy. Uśmiech na twarzy. Żona Daniela i mama 18-letniej Dominiki. Monika Wiśniewska z Tarnowskich Gór. Nawrócona. Pochodzi z wierzącej rodziny. W swoim parafialnym kościele razem z ks. Piotrem Kalką, obecnym proboszczem w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach, zakładała oazę.

    W swojej parafii MB Królowej Pokoju, o której dziś mówi, że jest „jedną z najcudowniejszych parafii”, gdy miała 15, 16 lat, tworzyła zespół młodzieżowy. Grała na fortepianie, śpiewała, modliła się. Było miło, wesoło, blisko Kościoła. Na studia wyjechała do Katowic do Szkoły Filmowej. Zaczęła negować Boga, a niedziela stała się kolejnym dniem, w którym można było zrobić projekt na uczelnię, pobyć ze znajomymi, pójść na imprezę. Monika świetnie się uczyła. Jako pierwsza na roku dostała pracę w telewizji. Dużo tworzyła, jeździła na festiwale, śpiewała. Miała spełnione życie. – Ale cały czas jako ta artystyczna dusza czułam, że ślizgam się po powierzchni. Szukasz czegoś, żeby się zapełnić. Oczywiście w ogóle nie patrzysz w stronę Kościoła. Tylko najpierw wróżka, potem trochę buddyzm, feng shui, wywoływanie duchów, żeby zobaczyć, co się wydarzy… To otworzyło mi bramę w świat, którego nie byłam świadoma – przyznaje. Nie wierzyła w szatana, po prostu się bawiła. Na studiach została mamą. Córeczka całkowicie zmieniła jej plany. Kiedy Dominika miała pół roku, zaczęła bardzo poważnie chorować, podejrzewano u niej nowotwór, leczono ją na endokrynologii. Monika wpadła w bardzo depresyjny stan. W 2001 r. to u niej wykryto guza mózgu. Nieoperacyjnego. Kończyła studia w toku indywidualnym, pracowała, wychowywała dziecko. Jej mąż był i jest osobą wierzącą i prawie co niedzielę w domu były awantury o pójście na Mszę. Monika, zmuszona, chodziła czasem do kościoła, gdzie totalnie się nudziła. Do czasu... Był 6 grudnia 2013 r. Przyjaciółka Moniki, Ania, która należy do Domowego Kościoła, zabrała ją do SPA do Bielska. – Wieczorem weszłyśmy do pokoju, Ania wyciągnęła pomarańcze, delicje, świeczkę i mówi: „A, tak chciałam, żebyśmy miały nastrój w pokoju, więc przywiozłam świeczkę, ale miałam tylko świeczkę z Maryją”. Zapaliła ją. Nagle rzucam: „Ania, dziś mikołajki, taki fajny prezent, jesteśmy sobie w SPA, dokładnie pół roku po moich urodzinach, bo urodziłam się 6 czerwca, patrz, prawie dziecko diabła”. Ania spoważniała i powiedziała: „Nigdy tak nie mów. Jesteś dzieckiem Boga!”. Takie zwykłe zdanie, które słyszałam tysiące razy, tak niesamowicie mnie dotknęło, że mnie aż zatkało – wspomina. Prawie do rana rozmawiały o Bogu, płacząc, śmiejąc się. W Monice coś zaczęło się zmieniać, nieśmiało zaczęła chodzić do kościoła, ale daleko było jej do Boga. W styczniu 2014 r. Ania zaproponowała jej udział w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Był 13 lutego 2014 r. – W pewnym momencie usłyszałam, przypadek nie przypadek, proroctwo: „Jest z nami Monika, która nie chciała tu przyjechać i która obwinia Mnie za to, że ją opuściłem, obwinia Mnie za całe swoje życie. Mówię jej, że nigdy jej nie opuściłem i zawsze z nią byłem” – wzrusza się na wspomnienie tych słów. – Pomyślałam, że to jest tylko do mnie, strasznie się rozpłakałam i było mi tak wstyd, że uklękłam. Nie byłam przygotowana na żadne wzruszenie, Ania dała mi chusteczki. Na to wszystko przyszedł ksiądz z monstrancją. Przeszłam do tyłu, żeby się z nim nie spotkać. Ania wypchnęła mnie do przodu. Ksiądz stanął przed naszą grupką, spojrzałam na niego, dalej płakałam. Odszedł. I po kilku sekundach stanął totalnie przede mną. Monstrancja, zwykła rzecz, widziałam ją tysiące razy w dzieciństwie w kościele. A tym razem było tak, jakbym stanęła twarzą w twarz z człowiekiem. Monika wraca do domu. Ania proponuje jej Seminarium Odnowy Wiary. Powoli zaczyna naprawiać się jej sytuacja rodzinna. Potem są modlitwa wstawiennicza, spowiedź generalna, modlitwa uwielbienia. – 25 maja 2014 r. otworzyłam oczy i normalnie urodziłam się na nowo. Z nową głową. Nagle doznałam amnezji – to, co jeszcze wczoraj mnie dręczyło, to, z czym sobie nie radziłam, co chciałam uporządkować, On mi wziął. W sierpniu Monika jedzie na kolejne badania. Okazuje się, że nie ma żadnych śladów po guzie. Dziś ma firmę, gdzie wykonywane są zabiegi kosmetyczne i medyczne, prowadzi międzynarodowe szkolenia, nie jest pozbawiona pokus i upadków, ale prawie codziennie stara się być na Mszy. To dla niej przepiękne spotkanie z Przyjacielem, który na nią czeka. – Chcę mieć odwagę bycia Jego narzędziem. Być żołnierzem Jezusa na szpilkach, z umalowanymi ustami, w modnych ciuchach. Codziennie się Nim zachwycam, a im bardziej czuję swoją niedoskonałość, tym bardziej uświadamiam sobie, że On jest doskonały.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół