• facebook
  • rss
  • Szkoła przeciwatomowa

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 11/2015

    dodane 12.03.2015 00:00

    Historia i obrona cywilna. Co łączy św. Jana Bosko i Edwarda Gierka? Jest jedno takie miejsce. Tam, gdzie na powierzchni salezjanie kontynuują misję swojego założyciela, pod ziemią kryje się sekret pierwszego sekretarza KC PZPR.

    Jak powiedziała kiedyś kanclerz Angela Merkel w Bundestagu: „Pokój, jakim cieszymy się na kontynencie od 50 lat, nie jest dany raz na zawsze”. Te słowa mogą niepokoić. Tym bardziej w obliczu tego, co obecnie dzieje się w Europie.

    Można jedynie spekulować, czy kiedyś odżyją, odtajnione dopiero w 2011 r., plany konfliktu nuklearnego między NATO a Układem Warszawskim, przewidujące zrzucenie 25 bomb atomowych wzdłuż linii Wisły jako buforu dodatkowo poszerzonego o Katowice. Niemniej faktem jest, że z punktu widzenia agresora kilkumilionowa metropolia górnośląska byłaby wymarzonym celem ataku. Według upublicznionego niedawno raportu „Ocena przygotowań w zakresie Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej w Polsce w 2013 r.”, w przypadku wojny zaledwie 1,37 proc. mieszkańców kraju znajdzie miejsce w schronach i mniej więcej drugie tyle – 1,49 proc. – w tak zwanych miejscach ukrycia. Pozostałe 97,14 proc. ludności może liczyć tylko na siebie, na pewno nie na zabezpieczenie w budowlach ochronnych. Również Najwyższa Izba Kontroli wskazuje na opłakany stan przygotowań, wymieniając zużyte maski gazowe w magazynach i ich wyposażenie z lat 70. ubiegłego stulecia. – Obrona cywilna w Polsce funkcjonuje tylko na papierze – ostrzega NIK. Wprawdzie budynki takie jak szkoły, szpitale czy większe bloki mieszkalne, stawiane w czasach zimnej wojny, miały wydzielone schrony, jednak te w większości z biegiem lat obróciły się w ruinę. Mało kto wie, że podobny obiekt znajduje się pod Salezjańskim Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym w Tarnowskich Górach. I to nie byle jaki, bo przeciwatomowy.

    W planach to piwnica

    – Schron nigdzie nie jest ujęty jako schron. Doszukałem się starych planów, w których to miejsce jest zaznaczone jako piwnica – wyjaśnia Janusz Frystacki, wicedyrektor ośrodka ds. administracyjno-technicznych. Przyznaje jednak, że spora część dokumentacji Zakładu Rehabilitacji Inwalidów, który pierwotnie mieścił się w budynku ukończonym pod koniec lat 60., została zniszczona. Zakład był częścią pobliskiego Górniczego Centrum Rehabilitacji. Jak się okazuje, lokalizacja budynków nie jest przypadkowa. – Schron i szpital były rozmieszczone z myślą o ewentualnym ataku na największy węzeł kolejowy w Europie, który znajdował się w Tarnowskich Górach. Gdyby Zachód uderzył w niego bronią jądrową, to morena, na której obecnie działa szkoła, zatrzymałaby część siły wybuchu, niszcząc najwyżej górne kondygnacje szpitala osadzonego w zagłębieniu terenu za wzniesieniem. Wówczas GCR, gdzie ostałyby się podziemne kondygnacje, przekształciłoby się w szpital wojskowy – tłumaczy. Schron prawdopodobnie miał być przeznaczony dla partyjnych władz wojewódzkich. W tamtym okresie pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach był Edward Gierek. Jednak w czasie odwilży przeznaczenie obronne przestało być uzasadnione i podziemia stały się magazynem. – Każde pomieszczenie było pełne żelastwa, desek, starych urządzeń… Schron stał się składowiskiem śmieci, graciarnią. Udało nam się wysprzątać go w 90 procentach. Ale pamiętam, jak w środku był jeszcze funkcjonalnie wyposażony. Prysznice, system łączności, kabiny telefoniczne, hydrofor… Do dziś w najlepszym stanie pozostał agregat prądotwórczy, całkowicie kompletny jest też system wentylacji – wymienia Janusz Frystacki i nie ukrywa, że chciałby, aby to miejsce było kiedyś odrestaurowane. Brakuje na to jednak czasu i środków. Choć zapewnia, że schron przetrwałby wybuch bomby atomowej, wyklucza ulokowanie w nim uczniów i pracowników szkoły w przypadku zagrożenia.

    Oby był niepotrzebny

    Ula, uczennica drugiej klasy liceum w salezjańskiej szkole, nie boi się wojny i wierzy w pojednanie skłóconych ze sobą stron. W SOSW czuje się bezpiecznie i przekonuje, że mocarniejszych murów nie ma żadna inna szkoła. – Bardzo dużo pomieszczeń znajduje się pod ziemią, a niekoniecznie są odwiedzane przez uczniów. Dobrym schronieniem byłoby również nowe oratorium, mimo że nie znajduje się bardzo nisko – sugeruje na wypadek ewentualnego zagrożenia. Jest to propozycja kusząca, bowiem miejsce wyposażone w bufet, stół do bilardu czy salę muzyczną uczyniłoby czas ukrywania się całkiem przyjemnym. – Owszem, wiedziałam, że takowy schron istnieje, aczkolwiek dokładne położenie nie było ani mnie, ani innym uczniom znane – przyznaje. Od tematu schronu dystansuje się też ks. Lesław Klamer SDB, dyrektor ośrodka. Zaznacza, że do zadań szkoły należą edukacja i wychowanie. Nie wyklucza jednak, że kiedyś odpowiednie instytucje mogą się o niego upomnieć. Wszyscy rozmówcy są natomiast zgodni w kluczowej kwestii. – Oby nigdy nie był potrzebny! – powtarzają. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół