• facebook
  • rss
  • Kochane dzieci, pamiętajcie

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Gliwicki 07/2015

    dodane 12.02.2015 00:00

    Historia. W półmroku jedna ze ścian zaczyna się... przesuwać. Spycha cię z innymi zwiedzającymi na wąską przestrzeń. Jesteś w „krowioku” – bydlęcym wagonie. Takim, jakie w 1945 roku powiozły na Wschód tysiące Ślązaków.

    Otwieraną właśnie w Radzionkowie placówkę powinien zwiedzić każdy Górnoślązak. Część muzealna, choć niewielka, dzięki zastosowaniu nowych technologii robi wielkie wrażenie. Od strony merytorycznej przygotował ją katowicki IPN.

    Widok przez szparę

    Już w pierwszej, kwadratowej sali dziwisz się, dlaczego ściany, zrobione ze zwykłych desek, mają tak szerokie szpary. I po co w rogu stoi ten „żeleźniok”? Maleńki piecyk rzuca wokół słaby, czerwony poblask. Wszystko staje się jasne, gdy kończy się tu projekcja filmu o  XX-wiecznej historii Śląska. W panującym wciąż półmroku jedna ze ścian nagle... ożywa. Z wolna sunie i stłacza nas, zwiedzających, na wąskiej przestrzeni, o wymiarach dokładnie takich, jakie miały „krowioki”. Jakby z zewnątrz słychać szczęk zatrzaskiwanych zasuw i krzyki po rosyjsku. „Pa wagonam, ja skazał!” – wrzeszczy ktoś władczym tonem. Seria zgrzytów wskazuje na zapinanie wagonu, syczy parowóz. Wreszcie do tych odgłosów dochodzi stukot kół, a wtedy... Podłoga pod naszymi stopami zaczyna się kołysać. Huśta nami jak w rozklekotanym, pędzącym wagonie. Jeśli teraz przytkniesz oko do którejś ze szpar między deskami, zobaczysz przesuwający się, monotonny krajobraz: drzewa, śnieg, drzewa, śnieg... Jesteś w „krowioku”, wiozącym cię na Wschód. Takie same w 1945 r. wywiozły tam aż 50 tys. Ślązaków. Na razie ponad sto osób przeszło w ramach testów przez muzealną część Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku. Dorośli wyglądają na poruszonych. – Krzysztof, teść mojego syna, człowiek bardzo stabilny emocjonalnie, po wyjściu przestał się odzywać. Musiał chwilę odczekać, tak mu ścisnęło gardło. Ciekawe są też reakcje młodzieży, która fascynuje się tu multimediami – relacjonuje Mieczysław Koszka z firmy Scalak Zabrze, koordynator projektu radzionkowskiego Centrum. Wspomina o 22-letniej Magdzie z Radzionkowa, córce znajomej. Jej rodzice i dziadkowie nieraz opowiadali o swoim dobrym sąsiedzie, panu Józefie, który przeżył wywózkę do Donbasu. – Ona jednak do wczoraj właściwie nic o nim nie wiedziała. Młodzież ma słuch wybiórczy i niektóre dopływające z zewnątrz treści wyłącza – komentuje. Dziewczyna po wyjściu z radzionkowskiego Centrum skomentowała z uznaniem, że graficy, którzy przygotowali projekcje na wystawę, napracowali się. – A młodzież na tym się zna. Dziewczyna zaczęła też dopytywać o rodzinne opowieści o tej wywózce – mówi M. Koszka.

    Tata prosi o chleb

    Na wystawie, przy akompaniamencie wyjącego wichru, zobaczysz przedmioty, które przywieźli z wywózki ocaleni Ślązacy. To bardzo skromne pamiątki: drewniane walizki, przybory do golenia, pasek do spodni, nożyki, sznurki, wyblakły obrazek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Więcej ze sobą nie mieli, bo przecież zimą 1945 r. wielu z nich wierzyło, że wychodzą z domu tylko na trzy dni. Sowieci wmawiali im przecież, że mają posprzątać miasto po przejściu frontu. A nawet jeśli mieli ze sobą coś więcej, np. dobry płaszcz, to często tam, na Wschodzie, sprzedawali to miejscowym za kilka konserw. W czasie jednej z projekcji, podczas zwiedzania głos zabierają sami ocaleni z wywózki i ich dzieci. To jedna z najbardziej wstrząsających chwil. Kornelia Karczewska opowiada o swoim tacie, Alfredzie Orszuliku. – Był aresztowany przez gestapo, bo brał udział w I i II powstaniach śląskich, był Polakiem i patriotą. W obozie w Dachau był do października 1943 roku – wspomina. – Po wkroczeniu wojsk radzieckich bardzo się ucieszył, był szczęśliwy, że wreszcie jest Polska, że może się poruszać. Więc poszedł z Bełku do Czerwionki odwiedzić swoich rodziców. Tam został aresztowany przez wojska sowieckie – mówi. Dowiadujemy się jeszcze, że Sowieci prowadzili później Alfreda z innymi Ślązakami przez jego wieś. Rzucił tam ślubną obrączkę. – Znajomi nam przyszli powiedzieć. Więc pobiegłam... Ojciec wyciąga rękę i prosi o chleb. Nie mieliśmy... Nie miałam – kończy Kornelia Karczewska łamiącym się głosem. Albo taka opowieść Cecylii Hajduk, córki wywiezionego do Donbasu Teodora Tobora. Teodor i jego brat Michał mieli, zdawałoby się, szczęście, bo zostali zakwalifikowani do transportu powrotnego. Michał jednak ciężko wtedy zachorował. Teodor chciał więc zostać z bratem, ale Michał zdecydowanie mu odpowiedział: „Jedź choć ty, zostanie przynajmniej jedna wdowa zamiast dwóch”. Mężczyzna wrócił więc. Był tak zawszony, chory i wychudzony, że rodzina nie umiała go rozpoznać. – A jeszcze przywiózł dzieciom w takiej brudnej szmatce trochę cukru – mówi zwiedzającym pani Cecylia. Komu jeszcze wzruszenie nie ścisnęło gardła, może posłuchać np. Jadwigi Dolibóg, córki Michała. – Tata nie wrócił. Osierocił czworo nieletnich dzieci – mówi. A potem cytuje z pamięci, słowo po słowie, ojcowski testament, który przywiózł im z Donbasu ocalały wujek Teodor: „Kochane dzieci, ostatnie ojcowskie błogosławieństwo kładę na wasze głowy. Nie opuszczajcie nigdy w życiu Pana Boga, a On was też nigdy nie opuści. Widocznie Jego wolą jest, żebym stąd nie wrócił. Ja się z Jego wolą zgadzam. Wy też się z nią pogódźcie”. W Centrum można też znaleźć informacje o konkretnych deportowanych Ślązakach – o ile ich nazwiska już są w bazie danych katowickiego oddziału IPN. Ta baza wciąż się powiększa. Zwiedzający mogą też zostawić pracownikom Centrum informacje o swoim deportowanym na Wschód przodku. Mile widziane są dokumenty i zdjęcia, które pracownicy mogą na miejscu skopiować. Placówka powstała w budynku dawnego dworca kolejowego w Radzionkowie, przejętym i wyremontowanym przez miasto. Cała inwestycja kosztowała około 1 mln zł. 265 tys. zł wpłynęło dzięki zbiórce, w której wzięło udział 27 gmin województwa śląskiego i miasto Opole. Gdyby nie one, muzealna część Centrum byłaby znacznie uboższa. – Nawet małe gminy wpłacały po 2 albo 3 tysiące, żeby włączyć się w projekt choćby symbolicznie. Były miasta, które dały dużo, np. Katowice – 50 tysięcy czy Bytom – 20 tysięcy – mówi burmistrz Radzionkowa Gabriel Tobor. W radzionkowskim Urzędzie Miasta żartują, że nawet Górnośląski Związek Metropolitalny czy KZK GOP nie mają tylu członków, ile gmin współtworzy to ważne dla Śląska miejsce. Spontanicznie chęć pomocy w tworzeniu Centrum zgłaszają także zwykli Ślązacy. Na przykład zegarmistrz z Tarnowskich Gór sam przyszedł z propozycją, że przywróci sprawność zegarom na wieżyczce górującej nad budynkiem dawnego dworca w Radzionkowie. To miejsce ważne dla tożsamości Górnoślązaków, ale czasem zainteresowany jest też ktoś z zagranicy. – Niedawno odwiedziło nas w Radzionkowie dwóch gości z Mołdawii, którzy przygotowują placówkę bardzo podobną do naszej, poświęconą wywózkom w ich kraju – mówi Jarosław Wroński, szef Wydziału Promocji UM w Radzionkowie. Oficjalne otwarcie placówki z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego już 14 lutego. Do zwiedzania Centrum będzie udostępnione od 23 lutego. We wtorki, środy i piątki będzie czynne w godzinach 8.30–15.30, w czwartki w godz. 10.30–17.30. W II i IV weekend miesiąca w soboty w godz. 8.30–15.30 i w niedziele w godz. 10.30–17.30. Ostatnie zwiedzanie pół godziny przed zamknięciem Centrum. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół