• facebook
  • rss
  • Najstarsze tajemnice

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    Historia Bytomia. Zakończyły się prace archeologiczne na Małgorzatce. – Zaskoczyło nas, że ogromna część tego wzgórza nie jest formą naturalną, ale usypaną przy okazji budowania średniowiecznego grodziska – mówi dr hab. Piotr Boroń z Uniwersytetu Śląskiego.

    Wzgórze św. Małgorzaty, gdzie dziś znajdują się niewielki kościół werbistów i cmentarz, jest najstarszą częścią Bytomia. Miasto przez cały bieżący rok świętuje 760. rocznicę lokacji, która nastąpiła, gdy gród w tym miejscu istniał już od około dwóch wieków.

    – Tu od wczesnego średniowiecza, czyli gdzieś od XI wieku, a na pewno w XII wieku istniało grodzisko. Kościół na Małgorzatce jest wymieniany w źródłach pisanych w 1170 roku. Natomiast na XII-wiecznym tympanonie Jaksy z Kopanicy w klasztorze we Wrocławiu jest przedstawiony książę, który funduje kościół w Bytomiu. Mamy też dokumenty na to, że kanonicy procesowali się z księciem bytomskim o dziesięcinę – mówi Marcin Paternoga, archeolog, który ze swoim zespołem prowadził ostatnie wykopaliska.

    Najnowsze badania zainicjował Uniwersytet Śląski. Pod kierunkiem prof. dr. hab. Antoniego Barciaka przygotowywany jest „Atlas historyczny miast polskich”. W nim znajdą się między innymi wyniki tych prac. Do tej pory nie było tak kompletnego opracowania dotyczącego archeologii tej części miasta. – Głównym celem naszych badań było pierwsze metodyczne przekopanie wału i sprawdzenie majdanu grodziska. Dotychczasowe badania tutaj robione miały charakter ratowniczy bądź były to niewielkie sondaże i z nich nie ma dokumentacji – mówi dr hab. Piotr Boroń z Instytutu Historii UŚ. – Po raz pierwszy udało się uzyskać przekrój wału, przebadać i uchwycić nawarstwienia kulturowe. Dla nas istotne było też sprawdzenie, czy przypadkiem kiedy funkcjonowało już miasto, czyli od lat 30. XIII wieku lub lokacji w 1254 roku, gród nie był siedzibą władzy kasztelańskiej lub książęcej. Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi, ale nic na razie nie wskazuje na to, żeby ten gród utrzymywał się dłużej niż maksymalnie do początku XIII wieku – uważa.

    Nasypany wał

    W celu potwierdzenia metryki, czyli daty początku grodu, zrobiono wykop na stoku około 9-metrowego wzniesienia. – Okazało się, że na te 9 metrów prawie połowa to nasyp śmieci z kopalni. Wał badaliśmy, kopiąc ręcznie w dół – opowiada Marcin Paternoga. – Znaleźliśmy 5 faz konstrukcyjnych i byliśmy bardzo zdziwieni, bo okazało się, że to wzgórze zostało bardzo mocno przemodelowane przez człowieka przez setki lat użytkowania. Wyliczyliśmy, że nasypu jest prawie 4,5 metra, a calec, czyli stok naturalny, ma 3,5 metra. I dopiero na tym poziomie w średniowieczu zaczęto budować. Znaleźliśmy elementy drewniane umocnień, niestety zbutwiałe, i drobne fragmenty zwęglonego drewna, na podstawie których w laboratorium będzie można określić datę ich pochodzenia z dokładnością plus minus 50 lat. To będzie robione w Poznaniu, gdzie jest jedno z lepszych laboratoriów.

    Hutnictwo czy tylko handel?

    W nasypie znaleziono też kilkanaście fragmentów glejty ołowianej. – Wiadomo, że w średniowieczu, czyli w XI i XII wieku tereny części Górnego Śląska i Jury obfitowały w złoża galeny, która była nośnikiem rudy ołowiu i srebra. Ale glejty na Wzgórzu Małgorzatki w ogóle nie spodziewaliśmy się, choć na terenie Bytomia były piece służące do przetopu. Z galeny przeprowadzało się redukcję żelazem bądź węglem do glejty, a z tego można było jeszcze uzyskać czysty ołów i srebro. Takie fragmenty glejty mogły już być przedmiotem handlu i surowcem do dalszej obróbki – tłumaczy Marcin Paternoga.

    Ale to nie koniec znalezisk. Udało się też wydobyć kawałki ceramiki. – Nie jest tego dużo, kilka fragmentów naczyń z warstwy użytkowej wału. To jest typowa wczesnośredniowieczna ceramika z XI/XII wieku. Na ich podstawie też możemy datować konstrukcję grodu. Po tym, jak znaleźliśmy fragmenty glejty ołowianej, wzięliśmy próbki gleb, żeby na AGH w Krakowie sprawdzić zanieczyszczenie ołowiem tych warstw. To jest na tyle głęboko, że nie są to zanieczyszczenia współczesne po rewolucji przemysłowej. Na tej podstawie możemy dowiedzieć się, czy w czasach średniowiecznych ołów był przerabiany na miejscu, czy ta glejta była tu tylko przywieziona jako element handlu – tłumaczy Marcin Paternoga.

    Groby za prezbiterium

    W drugim wykopie na przedłużeniu prezbiterium kościoła szukano resztek średniowiecznego cmentarza. – Skoro kościół ma potwierdzoną XII-wieczną metrykę, to wiadomo, że przy tym kościele był cmentarz. Chcieliśmy znaleźć te najstarsze groby, w których zwykle są części strojów i ozdób. Niestety, w tym wykopie ich nie było, ale natrafiliśmy na dwa pochówki XIX-wieczne. Wiemy to stąd, że czaszka jednego szkieletu była odcięta w sposób, który świadczy, że była przeprowadzona sekcja zwłok, czego wcześniej nie robiono – mówi Marcin Paternoga. Odnalezione trumny były zdobione blachą żelazną, zachowały się też paciorki różańca i dwa krzyżyki z brązu. Oczyszczone dewocjonalia trafią do bytomskiego muzeum. Dalsze badania nad szczątkami złożonych tu osób będzie prowadził antropolog.

    Kościołów było kilka

    – Cieszę, się, że prace wykopaliskowe się odbyły i badania trwają, bo jest to jakieś propagowanie tego miejsca i pierwszej patronki Bytomia. Dziś to piękne miejsce wymaga ponownego odkrycia i popularyzacji wśród mieszkańców Bytomia i okolicy. Nasza parafia jest niewielka, liczy zaledwie 220 osób, a do kościoła przychodzą w większości osoby spoza parafii, które mają tutaj bliskich na cmentarzu – mówi o. Marek Pardon, werbista i proboszcz na Małgorzatce. Jego zgromadzenie rozpoczęło tutaj duszpasterstwo w 1935 roku, ale w Bytomiu obecne jest już od 1920 roku. Wówczas to pierwszym przełożonym wspólnoty został o. Roch Szajca SVD, który będąc krótko w Bytomiu, zasłużył się między innymi przez swoją pracę poświęconą historii tego miejsca „Pagórek świętej Małgorzaty”. Ostatnio władze miasta uhonorowały go, nadając 23 czerwca jego imię skwerowi znajdującemu się przed kościołem i klasztorem.

    – Obecny kościół, który stoi na Małgorzatce, zbudowany został w 1880 roku. Z tego, co wiemy, ma stać na miejscu wcześniejszego drewnianego kościoła, który też był kilkakrotnie przebudowany. Jednak najstarszy, pierwotny kościół XII-wieczny był murowany – mówi Marcin Paternoga. Ustalenie jego położenia to jedna z zagadek wzgórza. Na razie nie wiadomo, gdzie był średniowieczny cmentarz, a co z tym związane, kościół mógł też być położony w różnych miejscach wzgórza, niekoniecznie tam, gdzie stoi obecny.

    – Jak zwykle po takich badaniach mamy więcej pytań niż odpowiedzi, ale jakieś odpowiedzi mamy – cieszy się Marcin Paternoga. Choć nie natrafiono na tzw., datowniki, czyli dowody pozwalające precyzyjnie określić czas, to średniowieczna metryka grodu jest w stu procentach potwierdzona. – Rozpoznaliśmy co najmniej dwie fazy wałów, a o kolejnych trzech nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka to była konstrukcja. Ale wał był kilkakrotnie przebudowywany, czego nie wiedzieliśmy wcześniej. Na tym etapie mogę również powiedzieć, że nie ma jakichś wyraźnych śladów pożaru, że ten gród, kończąc swoje funkcjonowanie w XIV wieku, spalił się. Prawdopodobnie został opuszczony i przystosowany na potrzeby cmentarza – zastanawia się Marcin Paternoga.

    – Te badania nie przyniosły jakichś sensacyjnych odkryć, ponieważ o tym, że to grodzisko funkcjonowało w XI, XII i może w części XIII stulecia, to wiedzieliśmy już wcześniej. Natomiast zaskoczyło nas, że ogromna część tego wzgórza to nie jest forma naturalna, ale usypana przy okazji budowania grodziska. Jak duża część tego wzgórza jest naturalna, a ile tam jest działalności ludzkiej, na to pytanie nie potrafimy jeszcze dokładnie odpowiedzieć, bo zbadany został tylko fragment. Te badania, pokazały też, że urzędnicy kasztelańscy w grodzie brali udział w dystrybucji wydobytego i przetworzonego srebra i ołowiu. Szczególnie znaleziska glejty ołowiowej pokazują, że ten prefabrykat nie krążył jedynie między jakimś wytwórcą i kupcem, ale podlegał dystrybucji w grodzie i władza książęca miała w tym jakiś poważny udział – podsumowuje dr hab. Piotr Boroń.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół