• facebook
  • rss
  • Krucyfiks w walizce

    Mira Fiutak


    |

    Gość Gliwicki 37/2014

    dodane 11.09.2014 00:00

    Historia dzisiaj. – Starszy nigdy nie wspominał siedmiu dni na Westerplatte pod ostrzałem niemieckim. Młodszy chętnie opowiadał, ale wtedy każdy mięsień drgał na jego twarzy – mówi o swoich wujkach Irena Potocka.


    Nawet prezes Klubu Szkół Westerplatte Adam Szatkowski nie dowierzał, że na cmentarzu w Gliwicach-Bojkowie znajdują się aż dwa groby westerplatczyków. Napisał list do proboszcza bojkowskiej parafii ks. Bogdana Benedika z prośbą o potwierdzenie informacji. Klub Szkół Westerplatte oznacza ich groby Znakami Pamięci, krzyżami na wzór tych z cmentarza na Westerplatte. Mogiły chorążego Edwarda Szewczuka i kaprala Michała Plewaka są jednymi z ponad 40 w całym kraju.


    Krzysztof Kruszyński i Wojciech Kita myśleli o przypomnieniu bojkowskich westerplatczyków już wcześniej. Zainspirował ich kilka lat temu spot reklamowy Dnia Papieskiego ze słowami Jana Pawła II z Westerplatte. – Od urodzenia mieszkam w Bojkowie, ale jako dziecko nigdy nie słyszałem o naszych westerplatczykach – mówi Krzysztof Kruszyński, katecheta i nauczyciel historii w Szkole Podstawowej nr 8. Od kilku lat z grupą młodzieży uczestniczy w projektach Papolandii prowadzonych przez Centrum Myśli Jana Pawła II.
Więc zespół do podjęcia działań był gotowy.
Projekt związany z przypomnieniem postaci bojkowskich westerplatczyków w 75. rocznicę ich bohaterskiego oporu rozpoczęto we wrześniu ubiegłego roku. Współpracowały przy nim Młodzieżowy Dom Kultury, Szkoła Podstawowa nr 8 i parafia Narodzenia NMP.


    Wierni II RP


    Zaczęli od kontaktów z różnymi stowarzyszeniami i instytucjami, ale przede wszystkim odwiedzili rodzinę obu obrońców. Byli ze sobą spowinowaceni, kpr. Plewak ożenił się z siostrą chor. Szewczuka. Obaj pochodzili z Kresów, z Podhorców. – Przez wiele lat, które minęły bez splendorów, oni tę pamięć przechowywali. I wreszcie mogli tę historię komuś opowiedzieć. Obdarzyli nas niesamowitym zaufaniem. Otworzyli swoje domy, albumy i swoją pamięć – wspomina K. Kruszyński. Tak powstały film dokumentalny, publikacja i wystawa.
Wyciągnięto z niepamięci dwie historie. Chor. Edward Szewczuk należał do najstarszych żołnierzy walczących na Westerplatte, kpr. Michał Plewak do najmłodszych. Chorąży Szewczuk 1 września 1939 r. miał za zadanie kontrolować czujność wart, sprawdzać porządek i bezpieczeństwo. Kiedy zaczęła się walka, przebywał w koszarach, dzieląc się swoją wiedzą w sprawach technicznych. To on wskazywał, gdzie należy rozmontować tory kolejowe.
– Był osobą o bardzo silnym charakterze, cieszył się wielkim autorytetem. Sucharski i Dąbrowski cały czas radzili się go w czasie obrony. Przy kapitulacji Niemcy, pewnie ci mniej doświadczeni, byli zdezorientowani, nie do końca wiedzieli, jaka była rola Szewczuka – mówi Krzysztof Kruszyński. To widać na fotografiach z kapitulacji. Chorąży Szewczuk idzie wyprostowany tuż za oficerami, z płaszczem narzuconym na ramiona, trzymając w dłoni walizkę. Za nim reszta żołnierzy z uniesionymi za głowę rękami. W walizce jest wyniesiony z kaplicy na Westerplatte krucyfiks, który towarzyszył mu w obozie i powrócił z nim z niewoli.
– Ale autorytet to nie tylko wiedza, ale i postawa. On tę postawę pokazywał na Westerplatte i po wojnie. Dla mnie obaj byli osobami głębokiej wiary. Sumienni w wypełnianiu swoich obowiązków i wierni zadaniom, które zostały im zlecone. Pomimo nowej powojennej rzeczywistości byli wierni konstytucji II Rzeczpospolitej – mówi K. Kruszyński.


    Drzewo na Westerplatte


    Kpr. Michał Plewak był murarzem. Zbudował dwa rodzinne domy. Mieszkańcy Bojkowa pamiętaj też go z pracy przy stawianiu budynku bojkowskiego MDK. W czasie siedmiu dni na Westerplatte był w najbardziej wysuniętym jego punkcie. Z obrony wyszedł ranny. Kiedy wnuczka Kazimiera zapytała go o jego siwe włosy, opowiedział jej, jak znalazł się pod ostrzałem w lesie. Chroniąc się przed kulami, uchwycił się mocno pnia drzewa. A po zakończonym ataku zobaczył nad sobą całą ściętą koronę. W ciągu tych kilkunastu minut całkowicie osiwiał.
– Wujek Szewczuk przez lata milczał, nie chciał opowiadać. Bardzo to wszystko przeżywał. Natomiast wujek Plewak wspominał tamte wydarzenia, miał spotkania w szkołach. Ale kiedy o tym mówił, każdy mięsień drgał mu na twarzy – mówi Irena Potocka. Jej babcia była najstarszą siostrą Edwarda Szewczuka, który mieszkał w Bojkowie tylko kilka miesięcy. – Napisał, że chce tutaj umrzeć, przy siostrze, więc przywieźliśmy go. Pogrzeb był skromny, bo ludzie go nie znali, nic o nim nie wiedzieli. Ale wujek Plewak był pochowany z honorami, tak jak powinno się żegnać westerplatczyków – dodaje. 
Od 31 sierpnia do 4 września w Bojkowie trwały uroczystości upamiętniające obu obrońców Westerplatte. – To dla mnie wielkie przeżycie. Tyle lat minęło i nikt się nimi nie interesował – mówi Irena Potocka. Na wystawie pokazane zostały poruszające listy, które chor. Szewczuk pisał z niewoli do rodziny. W obozie robił znaczki i stemple pocztowe. Walczył o wolną Polskę, więc później czuł się rozczarowany powojenną rzeczywistością. Mieszkając jeszcze w Legionowie, odwiedzał siostrę w Bojkowie. Kiedy spotykał się z Michałem Plewakiem, nigdy nie rozmawiali o tych pierwszych dniach wojny.


    Patronuje Jan Paweł II


    W prowadzonym przez cały rok projekcie chodziło o to, żeby ich historie przybliżyć też mieszkańcom Bojkowa. 3 września odbyły się uroczystości na cmentarzu, poprzedzone Eucharystią. Tego dnia modlono się za wszystkich poległych i znicze zapłonęły na wszystkich, prawie 40, grobach uczestników II wojny światowej na tym cmentarzu. Jeszcze w sierpniu przywieźli ziemię z Westerplatte na groby dwóch jego obrońców. 1 września o 4.45 odbył się alert
z udziałem młodzieży.
Na wystawie MDK można zobaczyć między innymi krzyż, który chorąży Szewczuk wyniósł w chwili kapitulacji z kaplicy z Westerplatte. Zdjęcie walizki, w której poniósł go do obozu. Jest też porcelana z kasyna oficerskiego i autentyczna łuska z pancernika Schleswig-Holstein. Twórcy wystawy udostępnili zwiedzającym rekonstrukcję obronnego gniazda karabinowego i interaktywną symulację bombardowania schronu. Przygotowując wystawę współpracowali m.in.
z Teatrem A, który nadał artystyczną wymowę prezentowanej historii, i Muzeum Historycznym Miasta Gdańsk, które nie tylko służyły merytoryczną wiedzą, ale też udostępniły materiały i eksponaty przechowywane w swoich zbiorach.
W tygodniu poprzedzającym uroczystości kilkunastoosobowa grupa wolontariuszy, gimnazjalistów i licealistów spotykała się codziennie, przygotowując to wydarzenie. Często do późnych godzin wieczornych. – To nie były tylko spotkania robocze. Każdy dzień kończyliśmy modlitwą. Przez Jana Pawła II, żeby to Westerplatte przemawiało do nowych ludzi i pokoleń Polaków – mówi Krzysztof Kruszyński, podkreślając że to papież patronuje temu wydarzeniu.
W grze historyczne „Twoje Westerplatte” wzięło udział ponad 300 uczniów. Przez cały miesiąc proponowana jest ścieżka edukacyjna dla szkół. A w ostatnim tygodniu odbędzie się debata oksfordzka „Polskie Termopile”, przygotowana przez katowicki oddział IPN z pomocą Gliwickiego Ośrodka Metodycznego.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół