• facebook
  • rss
  • Dwie decyzje zamiast pozorów

    dodane 28.08.2014 00:00

    O pomysłach na ratowanie polskiego górnictwa i sytuacji kopalni Sośnica-Makoszowy mówi Andrzej Chwiluk, przewodniczący tamtejszej Zakładowej Organizacji Związku Zawodowego Górników Polskich i członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

    Szymon Zmarlicki: W jakiej kondycji jest teraz kopalnia Sośnica-Makoszowy?

    Andrzej Chwiluk: Na tę chwilę kopalnia ma prawie 190 mln straty. Doprowadzenie do takiego stanu zadłużenia kopalni oznacza nieodwracalną utratę ogromnej liczby miejsc pracy. Zastanawia mnie jedno: jeśli pracownik czy każdy inny zwykły obywatel popełni jakiś błąd, to zaraz wyciągane są wobec niego konsekwencje, a tu jakoś nic się nie dzieje. Ludzie za to odpowiedzialni dalej rządzą.

    Plan naprawczy przedstawiony przez Kompanię Węglową jest przeciwieństwem alternatywy proponowanej przez związkowców. Również kopalnia Sośnica-Makoszowy przedstawiła własny projekt restrukturyzacji. Który z tych planów ma największą szansę realizacji?

    Dla mnie ogromnym zaskoczeniem jest to, że plany naprawcze KW objęte są klauzulą tajności. Zarząd kopalni Sośnica-Makoszowy przygotował kilka wariantów restrukturyzacji. Związki zawodowe nie otrzymały do głębokiej analizy żadnego z tych planów. Uznano, że wystarczy je ogólnie zreferować i podać taką informację do wiadomości opinii publicznej. Nasze programy poszły do KW, tak jak i plany innych kopalń, na podstawie których KW przygotowała wspólny dokument. O ironio, nie została tam zawarta żadna z naszych propozycji, ale wzięty z kosmosu pomysł, który przewiduje trwałą nierentowność zakładu.

    Co miałoby na celu wprowadzanie gorszych rozwiązań?

    Nie wiem, czy to jest celowe działanie, czy przypadek, ale coś w tym nie gra. Zastanawiam się, czy ktoś nie szykuje tu sobie ciepłych posadek. To znany mechanizm, że próbuje się wykazać trwałą nierentowność zakładu, by potem prywatny inwestor tę kopalnię kupił. Tak stało się niegdyś z SILTECH-em, który był przeznaczony do likwidacji, a dziś dalej fedruje. W wielu innych kopalniach dzieje się to samo. Nikt nie zastanawia się, co będzie w przypadku zlikwidowania tych 3000 miejsc pracy. Bytom po zamknięciu kopalń nie może się pozbierać. W naszej branży pod kierownictwem Skarbu Państwa ograniczamy i zamykamy zakłady, a obok nas powstają nowe prywatne kopalnie, gdzie załoga zatrudniana jest za marne pieniądze na umowach śmieciowych i bez zabezpieczeń socjalnych. To sprowadzenie ludzi do przedmiotów, a odpowiedzialne jest za to państwo, które wydaje koncesje na wydobycie.

    W czym zatem rola państwa jest niewystarczająca?

    Wydaje mi się, że żyjemy w jakimś dzikim kraju. Premiera Tuska nominowałbym do Nagrody Nobla za robienie wody z mózgu. Jeszcze nie mieliśmy tak sprytnego premiera, który nie robi nic, a w otoczeniu odbierany jest jako zapracowany gospodarz. Rząd oddaje miejsca pracy, importując węgiel z zagranicznych rynków, tyle że na jedno stanowisko w kopalni przypada 10 miejsc pracy w usługach. Dlatego w praktyce sprowadzany węgiel jest dwa razy droższy niż wydobywany tutaj, choćbyśmy produkowali go po nie wiadomo jakiej cenie. Z czego będziemy żyli, kiedy nie będziemy mieli własnej produkcji? Z banków? One przecież nie produkują pieniędzy, tylko nimi obracają. U nas nie istnieje polityka promowania własnych miejsc pracy. Mamy czarne złoto, dzięki któremu pozostaliśmy jedynym krajem w Europie mającym samodzielność energetyczną na poziomie 70 procent. Wystarczą dwie decyzje, które rozwiązują problemy polskiego górnictwa, ale one leżą w kompetencjach rządu. Natomiast premier twierdzi, że zrobił już wszystko, co mógł, i teraz czeka na ograniczanie etatów przez zakłady.

    O jakie decyzje chodzi?

    Jeśli dzisiaj połączylibyśmy kopalnie z sektorem energetycznym, sprzedawalibyśmy konkretny produkt. Nie przejmowalibyśmy się Unią Europejską ani Rosją, bylibyśmy samowystarczalni. Chodzi tylko to, żeby elektrownie węglowe miały własne kopalnie i przykład chociażby grupy Tauron doskonale pokazuje skuteczność tego rozwiązania. Niestety polityka jest nastawiona na dobro państwa, a nie pracownika, który jest najmniejszym trybikiem tej całej maszyny. Drugą kwestią jest uregulowanie handlu węglowego. Górnictwo jako jedyny przemysł nie ma podpisanych długoterminowych umów, więc co pół roku musimy negocjować z energetyką nowe warunki według obowiązującej koniunktury. Właśnie dlatego węgiel sprowadzany z zagranicy tak nas dobija. U nas brakuje polityki sprzedażowej. Jeżeli będziemy mieli jednego dystrybutora na szczeblu kraju, to wiele naszych problemów zostanie rozwiązanych. A Polskie Składy Węglowe to tylko mydlenie oczu, bo one będą sprzedawały zaledwie 15 procent naszej produkcji. Reszta jest sprzedawana bezpośrednio przez producentów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół