• facebook
  • rss
  • Kopalnie jak metan

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Górnictwo. – Cudów nie ma. W górnictwie dobrze już było. Teraz na nasze barki spada ciężar niezbędnych zmian, z którym musimy się uporać – takie słowa prezesa największej firmy górniczej w Europie muszą zwiastować problemy. Duże problemy.

    „Działamy w nieprzyjaznym dla górnictwa otoczeniu, w tym m.in. rozwoju technologii OZE (odnawialnych źródeł energii – red.), presji na ograniczenie emisji CO2, restrykcyjnych regulacji krajowych i unijnych. Mamy określone obciążenia historyczne, uwarunkowania geologiczno-górnicze, szeroko rozprzestrzenione fronty wydobywcze, wymogi środowiskowe i BHP, potężny koszt zaopatrzenia w media oraz obciążeń publicznoprawnych. Za ten stan rzeczy nie ponoszą odpowiedzialności górnicy Kompanii i jej kadra kierownicza. Niestety, to jednak my musimy się z tym uporać. (…) Dotychczasowy model solidaryzmu, kompensacji strat zyskami generowanymi na innych polach wydobywczych, jak pokazują wyniki finansowe, nie daje nam szans na przetrwanie” – napisał w liście do pracowników Kompanii Węglowej prezes jej zarządu Mirosław Taras.

    Na łeb, na szyję

    Sytuacja wygląda dramatycznie. Śląski potentat rynku węglowego zatrudniający 47 tysięcy pracowników zamknął poprzedni rok ze stratą około 700 milionów złotych. Wtedy pojawiła się realna groźba złożenia wniosku o upadłość spółki. Według najnowszych danych Ministerstwa Gospodarki, strata całego polskiego sektora górnictwa węgla kamiennego w pierwszym półroczu to już ponad 770 milionów, mimo że w analogicznym okresie poprzedniego roku polskie kopalnie zanotowały niewielki, ale jednak zysk. Dla rodzimego przemysłu górniczego zabójczy jest tani węgiel importowany na potęgę głównie z Rosji i krajów azjatyckich.

    Na początku sierpnia Kompania Węglowa przekazała rządowi plan naprawczy na lata 2014–2020. Doszło do tego bez wiedzy górniczych związków zawodowych, które domagały się konsultacji, powołując się na ustawę określającą procedury działania w takich przypadkach. O głównych założeniach planu zainteresowani dowiadywali się z doniesień medialnych. Dokument zakłada uzyskanie płynności finansowej i odbudowę kapitału własnego do 2016 r. oraz budowę wartości spółki poprzez wzrost efektywności w kolejnych latach. Ponadto zawieszone mają być wypłaty 14. pensji przez co najmniej rok, a emeryci górniczy stracą prawo do deputatu węglowego. Rozważana jest też sprzedaż kopalni Piekary, Pokój, Jankowice i Rydułtowy-Anna, które miałyby przejść w ręce Węglokoksowni.

    Sprzedać, zwolnić, zamknąć

    „Plan przewiduje zmianę modelu organizacyjnego firmy, dofinansowanie jej działalności ze źródeł zewnętrznych oraz przekształcenia w składzie akcjonariatu. Zamierzeniem Zarządu Kompanii, w trakcie prac nad planem naprawczym, była maksymalna ochrona miejsc pracy” – czytamy w krótkim komunikacie na stronie internetowej firmy. Szczegóły restrukturyzacji są tajne, jednak z nieoficjalnych informacji wynika, że tylko w połączonej od 2005 roku gliwicko-zabrzańskiej kopalni Sośnica-Makoszowy, której do niedawna zagrażała likwidacja, w ciągu kolejnych lat pracę może stracić nawet 3000 osób. Po 2020 roku zakład ma przestać istnieć.

    Ksiądz Krzysztof Śmigiera obawy swoich parafian zna bardzo dobrze. Jest proboszczem parafii św. Jacka w Gliwicach-Sośnicy – dzielnicy, z którą od samego początku związana jest gliwicka część kopalni Sośnica-Makoszowy. – Wszyscy czekamy na to, co będzie. Nikt z dyrekcji nie chce puścić pary z ust, żeby nie spowodować lawiny spekulacji, a czasem i rodzinnych tragedii – mówi. Należące do parafii osiedle powstało z myślą o zatrudnieniu górników, którym oferowano nowe mieszkania, atrakcyjne warunki pracy i płacy oraz wiele możliwości i propozycji socjalnych, np. wczasy czy realizację górniczych hobby, jak wędkarstwo lub ogródki działkowe. – Mieszkańcy aż po dzień dzisiejszy są uzależnieni od kopalni, bo ona jest ich żywicielką. Dzisiaj dzięki Specjalnej Strefie Ekonomicznej ta zależność występuje może nie aż tak bardzo jak kiedyś i kopalnia przestała wieść prym jedynego pracodawcy, ale dla wielu nadal pozostaje źródłem utrzymania – podkreśla ks. Śmigiera.

    Czwarte powstanie śląskie?

    Kompania Węglowa szuka oszczędności, gdzie się da. W lipcu spółka zapowiedziała 113 eksmisji lokatorów zalegających z płatnościami za czynsz z mieszkań należących do Zakładu Zagospodarowania Mienia, z czego 32 bez prawa do lokalu socjalnego. Ostatniego dnia lipca prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelę do ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego w latach 2008–2015, dzięki której spółka przez półtora roku nie będzie musiała spłacać zobowiązań wobec ZUS. W tym samym dniu Kompania Węglowa za 1,49 miliarda złotych sprzedała Jastrzębskiej Spółce Węglowej kopalnię KWK Knurów-Szczygłowice. Dzięki otrzymanemu z tego tytułu zastrzykowi finansowemu pracodawcy wystarczy na wypłatę wynagrodzeń do końca tego roku. Co będzie później? Odpowiedź rzecznika prasowego spółki jest rozbrajająco szczera. – Nie wiem, co będzie później – stwierdził szef biura komunikacji Kompanii Tomasz Zięba, który również na inne pytania „Gościa” odpowiadał: „Nie wiem” lub „A jak pan myśli?”.

    Po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem, które odbyło się 13 sierpnia w Warszawie, ogólnopolskie media informowały, że wśród rozmawiających z nim związkowców zapanował „bardzo umiarkowany optymizm”. To jednak nie zawsze przekłada się na nastroje społeczne. – Tutaj raczej nie czuć optymizmu – przyznaje ks. Śmigiera. – Każda informacja związana z przemysłem węglowym na lokalnym terenie budzi obawy o przyszłość i one są uzasadnione, bo jeśli niekoniecznie mówimy o przetrwaniu samej kopalni ze względu na czynniki ekonomiczne, to zaraz pojawiają się na horyzoncie sprawy związane z eksploatacją, gdzie gminy domagają się dużych odszkodowań za szkody górnicze; podobnie jest z infrastrukturą kolejowo-drogową. Dlatego z każdej strony są przesłanki, by albo ograniczyć produkcję, albo wręcz zamknąć kopalnię.

    Nadzieje związkowców rozpaliło zainteresowanie premiera przedstawioną przez nich propozycją konsolidacji sektora węglowego z przemysłem energetycznym. Jednak największe obawy wciąż budzi plan naprawczy sformułowany przez Kompanię. – Słuchaliśmy propozycji prezesa Tarasa z niedowierzaniem i traktujemy je jako wirtualne, bo nigdy się na to nie zgodzimy. I mamy nadzieję, że premier ma tego świadomość – powiedział „Gazecie Wyborczej” Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, który uczestniczył w spotkaniu z premierem. – Jeśli zarząd będzie się upierał przy tych pomysłach, wybuchnie czwarte powstanie śląskie i wyjdziemy na ulice – zapowiadał.


    komentarz

    Szymon Zmarlicki

    Obecna sytuacja w polskim górnictwie przypomina starą, dobrze znaną śpiewkę: straty, restrukturyzacja, związkowcy, zwolnienia, protesty...  Jednak tym razem jej minorowa tonacja wybrzmiewa wyjątkowo dobitnie. Bo choć czasy się zmieniają, problemy pozostają niezmienne – tak jak zmieniają się rządy, a ludzie u władzy wciąż ci sami. Oni powinni jednak pamiętać, że od losów śląskich kopalń w dużej mierze może zależeć zarówno sukces, jak i klęska w kolejnych wyborach. Destrukcyjne działania Kompanii Węglowej nazywane naprawczymi mają za zadanie raczej przedłużyć jej agonię, niż faktycznie wyprowadzić spółkę z kryzysu. Zastanawiające jest, że zamiast postawić na perspektywiczny biznes w wyniku konsolidacji z przemysłem energetycznym, zarząd zdecydował się na drastyczną redukcję zatrudnienia oraz sprzedaż i zamykanie kopalń, czyli strzał w kolano poprzez zwiększenie wewnętrznej konkurencji. Dlaczego tak się stało? Na te i inne kluczowe pytania rzecznik Kompanii nie był w stanie mi odpowiedzieć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół