• facebook
  • rss
  • Tam, gdzie mamy być

    Mira Fiutak


    |

    Gość Gliwicki 31/2014

    dodane 31.07.2014 00:00

    Wyprawa Niniwa Team. W ubiegłym roku był szpan: „Co robisz w wakacje? – Jadę rowerem na Syberię”. A teraz: „Dokąd jedziesz? – Nie wiem”. I może być jeszcze większe wyzwanie.


    Właściwie byli już prawie wszędzie. A na 
pewno trudno wymyślić kierunek bardziej imponujący od Wierszyny pod Irkuckiem, dokąd wyprawili się w ubiegłym roku. Przy zachowaniu zasady, że nie przemieszczają się między kontynentami samolotem i wyruszają z Kokotka. Dlatego w tym roku jest wyprawa w Nieznane. Pisane wielką literą, bo może się okazać bardzo konkretnym i ważnym punktem, do którego dotrą. I wcale nie musi to być imponujący punkt na mapie.
To będzie ósma wyprawa Niniwa Team.

    – Dla mnie, jako organizatora, nie jest ważne, dokąd jedziemy – mówi o. Tomasz Maniura, oblat, organizator wypraw rowerowych zespołu. – Przez Francję, Rosję czy Bałkany, bo dla młodych formacyjne są już wysiłek i bycie w grupie. A to, dokąd jedziemy, jest drugorzędne. A na sto procent wierzę, że będziemy tam, gdzie mamy być. I będziemy w miejscach, gdzie normalnie byśmy nie pojechali – mówi z przekonaniem.


    Co dzień 200 km


    Wyprawa będzie trwała sześć tygodni. Z Kokotka ruszają 4 sierpnia, a wracają 14 września. Jadą w intencji pokoju na świecie. – Chcielibyśmy w związku z tym przejechać doskonałą liczbę, czyli siódemkę – mówi o. Maniura. 7 tysięcy kilometrów w 6 tygodni. Zwykle robili po tysiąc na tydzień. To oznacza, że muszą sporo nadrobić. Plan jest taki, żeby dziennie pokonywać około 200 km. Co nie jest niemożliwe, skoro w ubiegłym roku średnio przejeżdżali 172.
Codzienne relacje z wyprawy czytają tysiące internautów. – Wśród nich są też ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z Kościołem. Dlatego chcemy dać świadectwo wiary, że jedziemy rzeczywiście z zawierzeniem, że Pan Bóg nas prowadzi. Tym razem może jeszcze bardziej niż w ubiegłych latach. Ten brak konkretnego celu fizycznego jeszcze bardziej ma pokazać, że jedziemy na wiarę – dodaje oblat.
Na stronie internetowej (www.niniwateam.pl) uruchomiona zostanie aplikacja z mapą, gdzie zaznaczony będzie punkt, do którego danego dnia dotarli rowerzyści. Z zatoczonym z niego okręgiem o promieniu 200 km, na którym internauci mogą wyznaczać dalszy kierunek drogi. A wskazówka będzie pokazywała wypadkową tych wszystkich typów (głosowanie będzie możliwe od ok. 20.00, kiedy ekipa kończy trasę danego dnia, i potrwa do północy). Rowerzyści o tym, w którym kierunku mają dalej jechać, będą dowiadywali się rano.
Ojciec Maniura twierdzi, że teraz jest inaczej niż w czasie planowania poprzednich wypraw. Dużo trudniej było decydować się na tę „nieokreśloną” wyprawę niż na Syberię, Maroko czy Jerozolimę. W tamtych kierunkach było coś imponującego. – Może nawet był w tym jakiś element szpanu. „Co robisz w wakacje? – Jadę rowerem na Syberię”. A teraz: „Dokąd jedziesz? – Nie wiem” – kwituje z uśmiechem organizator wyprawy.


    Chodzi o to, żeby jechać


    Teoretycznie mogą krążyć po najbliższej okolicy, a nawet wracać do tego samego punktu. Internauci już zapowiadają, że będą się grupować przez Facebooka i fanpage i, po sprawdzeniu prognozy pogody, wysyłać ich ciągle pod wiatr albo stale zawracać, żeby jeździli w kółko. – Chodzi o to, żeby jechać, bez znaczenia dokąd – mówi Jakub Kostrzewski z Katowic, który skończył trzeci rok transportu i logistyki i planuje dalsze studia na tym kierunku. – Największa przyjemność jest w jeździe i przebywaniu razem. Bez znaczenia jest też, gdzie się śpi. Nawet lepiej, że będziemy pewnie więcej spać w namiotach. Z namiotu rano szybciej się wstaje – stwierdza. Z Niniwą był na jednej wyprawie, ostatniej, na Syberię.
Podobnie jak Jakub Hepner z Kokotka, tegoroczny maturzysta. Planuje studiować budownictwo, pomaga w rodzinnej firmie przy budowie dachów. – Po Syberii byłem strasznie nakręcony, żeby jechać na następną wyprawę. Ale potem byłem trochę zrezygnowany co do następnej, odpychało mnie też to, że nie ma konkretnego celu. Chciałem popracować, zarobić trochę. Ale dla ojca Tomka nie wchodziło to w grę – mówi. – I teraz bardzo się cieszę, że jadę. I to, że nie jest to przypadkowe. Wyprawy uczą tego, że nie ma przypadków – dodaje. – Einstein powiedział, że przypadek to jest Pan Bóg, który przychodzi incognito – wtrąca o. Maniura.
Zanim wyruszą na wyprawę w Nieznane, obaj jadą na Festiwal Życia do Kodnia razem z o. Tomaszem Maniurą, który jest odpowiedzialny za to spotkanie. Jakub Hepner wymyślił tegoroczne hasło spotkania: „Mechanika katolika”. Najpierw sprawdzą się przy organizacji imprezy dla ponad 400 młodych ludzi, a potem na trasie, w swojej 21-osobowej ekipie. Połowa z niej to ci, którzy już jeździli z Niniwą, druga połowa – nowi. Wśród nich dziewczyny, które przed rokiem jeszcze wcale nie jeździły. Rowery kupiły we wrześniu, przez cały rok tak mocno trenowały, że na wyprawie przygotowawczej znalazły się w grupie zakwalifikowanej do ekipy. – Jak jest taka siła w środku, to ja się bardzo cieszę, bo to motywuje innych. Ci starsi uczestnicy już wszystko przejechali. A wszędzie można wpaść w rutynę. Taka świeżość to jest siła dla całej ekipy – mówi o. Maniura o zapale nowych członków grupy.
Jakub Hepner zastanawia się, jak będzie wyglądał finisz ich wyprawy. – Zawsze jechało się do jakiegoś celu. Odliczało kilometry do niego, a potem było: „Hurra, jesteśmy!”. A tu pojedziemy, pojedziemy i wyprawa się skończy... Ale i tak jestem na nią nakręcony – mówi. – Wyprawa na Syberię uczyła mnie otwartości na innych ludzi i życia w grupie, cierpliwości. Taka wyprawa w pigułce uczy po prostu życia. Jest też mocne doświadczenie wiary – stwierdza. I podają przykłady, jak Pan Bóg w drodze na Syberię odpowiadał na ich modlitwy. Tak konkretnie, jak konkretne były ich prośby – o wiatr w plecy i ciepłą wodę w prysznicu, a nawet obejrzenie finału ligi mistrzów w muzułmańskiej wiosce Tatarstanu.
Spakować muszą się na każdą okoliczność, bo mogą dotrzeć na Nordkapp, jak dwa lata temu, albo do Maroka, jak przed trzema laty. – Nie ma co planować, bo i tak będzie, jak ma być. I trzeba sobie radzić z tym, co nas spotyka. Nie ma co myśleć o ciepłym noclegu, bo może wylądujemy na polanie. Ale te wyprawy dają nam przekonanie, że zawsze sobie poradzimy. Jest nas sporo i możemy na siebie liczyć – zauważa Jakub Kostrzewski. – Na pewno trudne jest to, że nie można się psychicznie nastawić, czy będą góry, czy morze, czy będzie ciepło, czy zimno. Kompletnie nic nie wiemy. Nawet przy przekroczeniu granicy nie wiadomo, ile wymienić pieniędzy na jedzenie, bo nie wiadomo, jak długo zostaniemy w danym kraju – mówi o. Maniura.


    O pokój 
z gigantami pokoju


    O tym, że pojadą w intencji pokoju na świecie, wiedział już po powrocie z Syberii. Na patronów tej drogi wybrali troje „gigantów pokoju” – św. Franciszka, Matkę Teresę z Kalkuty i brata Rogera, założyciela wspólnoty w Taizé. Potem zaproponowali akcję „Together”. Żeby jadąc w podobnym stylu do Niniwa Team, czyli z bagażami, bez samochodu wspierającego i zaplanowanych noclegów, dołączyli do nich inni. Ostatecznie za pokój na świecie jedzie jeszcze osiem innych grup, w sumie ponad stu rowerzystów. Dwie ekipy do Rzymu, dwie do Santiago de Compostela, pozostałe przez Bałkany do Stambułu, na Saharę, do Maroka i dookoła Polski.
Codziennie na stronie Niniwa Team będą zamieszczane relacje. Podstawowe statystyki z dnia przekazywane będą przez jednego z uczestników ekipy. A dłuższe relacje po rozmowie z o. Tomaszem Maniurą będą pisali w tym roku muzycy – Natalia Niemen, s. Anna Bałchan, Magda Anioł, Adam Szewczyk, Grzegorz Głuch z Gospel Rain, Krzysztof „Kmieta” Kmiecik z Luxtorpedy i Krzysztof Krawczyk. – Chcę mówić zawsze o jakimś ważnym wydarzeniu z tego dnia. Te doświadczenia to wielka mądrość życiowa. Bo wyprawa to miniaturka życia. Tym bardziej, gdy przeżywa się je w duchu wiary i z rozważaniem codziennej Ewangelii – mówi oblat. Oprócz tego na stronie będą się też pojawiać codziennie filmiki z kolejnego dnia.
Kuba Kostrzewski chciałby, żeby internauci prowadzili ich na południe, przez Bałkany do Grecji. Kuba Hepner chętnie pojechałby do Gruzji. A o. Maniura do Francji. Już niedługo przekonają się, jakie kierunki wyznaczą im internauci.
O. Tomek nie mówi jeszcze, jaka będzie przyszłoroczna wyprawa. Ale już wiadomo, że dziesiąta ma ich zaprowadzić do Niniwy, leżącej w dzisiejszym Iraku. Wierzy, że za dwa lata będzie to możliwe, przecież jadą za pokój na świecie. A rozpocznie się od Gibraltaru, chcą nawiązać do starotestamentowego miasta Tarszisz, do którego Jonasz uciekał statkiem przed Panem.


    Pożegnanie 
Niniwa Team


    Wieczór pożegnalny rowerzystów w Kokotku odbędzie się 3 sierpnia o 18.00. Najpierw koncert siostry Anny Bałchan, a potem spotkanie z uczestnikami wyprawy. 
4 sierpnia o 5.00 Msza święta, a po niej śniadanie i wyjazd w trasę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół