• facebook
  • rss
  • Kilometry dla pokoju i Kasisi

    Jan  Maniura

    |

    Gość Gliwicki 30/2014

    dodane 24.07.2014 00:00

    Ekipa z Krupskiego Młyna zakończyła „Misję Wojtyła 2014” –  na rowerach dotarła do Watykanu.

    Jesteśmy bardzo szczęśliwi i wdzięczni Bogu za to, że dał nam siły i wiarę w to, że dojedziemy – mówił po powrocie 14 lipca Przemysław Dubiel, jeden z ośmiu rowerzystów. Wyjechali 28 czerwca i przejechali 1700 km w 11 dni. – Podczas całej wyprawy doświadczyliśmy bardzo dużej życzliwości od ludzi, których spotkaliśmy. Pomagali nam w wielu aspektach, m.in. podczas noclegów, przy szukaniu lepszej drogi lub po prostu dobrym słowem czy gestem – opowiadał.

    Jechali razem z Niniwa Team w ramach akcji „Together – jedź z nami” w intencji pokoju na świecie. – Chcieliśmy również w ten sposób wyrazić wdzięczność za kanonizację naszego wielkiego rodaka, św. Jana Pawła II. Myślę, że właśnie to dało nam tyle sił i odwagi do wyruszenia w taką pielgrzymkę rowerową. A na drodze nie mieliśmy żadnej poważnej awarii sprzętowej, tylko jedną dętkę do załatania – mówi rowerzysta. Modlitwą do Zambii Grupa rowerowa z Krupskiego Młyna zabrała ze sobą w tę drogę jeszcze jedną intencję. Modlili się też za Kasisi, wioskę w Zambii – i za dzieci z tamtejszego sierocińca, opiekujące się nimi siostry i wszystkich pracowników oraz darczyńców wspierającej ich Fundacji Kasisi. Fundacja została założona przez Szymona Hołownię, pomaga osieroconym i chorym dzieciom (więcej o wiosce i działaniach fundacji na: www.fundacjakasisi.pl). Rowerzyści jechali zgodnie z założeniami, jakie obowiązują w Niniwa Team, czyli bez wozu technicznego, z przerwą na odpoczynek w każdą niedzielę i bez zorganizowanych wcześniej noclegów. Ich plan dnia był bardzo podobny – pobudka o 5.00, modlitwa poranna i około 6.00 wyjazd. Około południa trzy godziny przerwy, żeby przeczekać największy upał i dalej w trasę. Około 18.00 zwykle zaczynali szukać miejsca na nocleg. Pokonywali dziennie od 117 do 185 km, w zależności od pogody i gór, jakie mieli przed sobą. Trasa prowadziła przez Czechy, Austrię i Włochy. Do Rzymu dotarli 10 lipca po południu. Zostali tam 4 dni. – W pierwszej chwili nie docierało do mnie, że już jesteśmy na placu św. Piotra, dopiero następnego dnia, jak weszliśmy do bazyliki, emocje wzięły górę – wspomina Przemysław Dubiel. Po Wiecznym Mieście oprowadzała ich parafianka z Krupskiego Młyna Dagmara Sufa, która teraz tam mieszka. Zwiedzili bazylikę św. Piotra, gdzie przy grobie św. Jana Pawła II każdy w ciszy podziękował mu za wszystkie łaski, które za jego wstawiennictwem otrzymał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół