• facebook
  • rss
  • Do Stambułu po pokój

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    Jechać na rowerach do Turcji po pokój? Można i tak. A po pokój dla kogo? Dla Syrii! Grupa Dream Trip z Pyskowic chce udowodnić, że nawet najbardziej wyśnione marzenia mogą się spełnić.

    Wyprawa rowerowa rozpocznie się 14 lipca po porannej Mszy świętej o godz. 6.00 w kościele MB Nieustającej Pomocy w Pyskowicach. Około dziesięciu uczestników będzie pedałować przez dwa kontynenty ponad miesiąc – powrót zaplanowano na 17 sierpnia. „Bałkańska pętla” – tak nazywa się wyzwanie – obejmie piętnaście państw Europy i Azji. Pojadą nie tylko osoby ze Śląska. Chętni zgłosili się także z Krakowa, a nawet Gdyni.

    – Początkowo planowaliśmy wyprawę do Jerozolimy – mówi ks. Adam Jasiurkowski, organizator wyjazdu. – Chcieliśmy ominąć Syrię i jechać przez Irak, ale nie pozwala na to napięta sytuacja w tym kraju. Później szukaliśmy promu, którym z Aten przepłynęlibyśmy do Izraela i stamtąd samolotem do domu, jednak brak rejsów wykluczył także tę opcję. Ostatecznie wybraliśmy trasę przez Grecję do Stambułu. Będziemy jechać w intencji pokoju dla Syrii, by w przyszłości móc tamtędy dotrzeć do Jerozolimy. To nie pierwsza wyprawa grupy Dream Trip. W poprzednich latach podróżowali między innymi do Rzymu i Fatimy, modląc się odpowiednio za hospicja diecezji gliwickiej i za Polskę. W tym roku chętni jechali do Czech w ramach przygotowania do Bałkańskiej Pętli. Kryteria kwalifikacji? Ukończone 18 lat, odpowiednia sprawność fizyczna i dużo motywacji do wstawania o czwartej nad ranem i pokonywania kolejnych kilometrów przez dziesięć godzin dziennie. Wyruszają bez namiotów, bez zaplanowanych noclegów i bez samochodu – cały ekwipunek znajdzie się na rowerach. Co ciągnie młodych ludzi do takiego wysiłku? – To bardziej spontaniczne niż wakacje z rodziną, gdzie wszystko jest dokładnie zaplanowane i bardziej aktywne niż poznawanie świata zza szyby autokaru – ocenia Szymon Mazur, jeden z uczestników tegorocznego wyjazdu. Wtóruje mu Artur Miśków, który o wcześniejszych wyprawach napisał dwie książki. – Nigdy nie wiadomo co spotka cię za rogiem. Teraz masz wszystko, za chwilę nie masz nic – ostrzega. – Wcześniej podróżowaliśmy na Zachód, gdzie z każdym dało się porozumieć po angielsku i wszędzie mogliśmy płacić w euro. Nie potrzebowaliśmy nawet paszportów. Teraz nie możemy liczyć na kościoły, które zawsze chętnie przyjmowały nas na noclegi. Tam są meczety. Dreszczyk emocji rośnie, bo nieodkryty Wschód jest bardziej dziki. To przygoda i rekolekcje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół