• facebook
  • rss
  • Mieć takiego parafianina

    JT

    dodane 26.04.2014 17:28

    Jan Paweł II stoi na podwyższeniu wsparty o krzyż. Rękę unosi w geście błogosławieństwa. Podtrzymuje go dwóch klęczących górników. Tak wygląda czarny, wykonany w całości z węgla ołtarz, w którym spoczywają relikwie błogosławionego papieża Polaka.

    – Pomyślałem, że dobrze byłoby mieć takiego „parafianina”, który by się za nas wstawiał i modlił – mówi ks. Bartosz Podhajecki, proboszcz parafii pw. Świętego Krzyża w Bytomiu Miechowicach. W roku beatyfikacji Jana Pawła II poprosił kard. Dziwisza o sprowadzenie relikwii papieża do parafii.

    – Pojechaliśmy z orkiestrą górniczą do Krakowa, żeby zagrać koncert dla księdza kardynała – opowiada ks. Podhajecki, który jest też kapelanem bytomskiej orkiestry dętej. Wtedy na ręce metropolity krakowskiego złożył prośbę. Liczył się z tym, że jej rozpatrzenie może potrwać kilka tygodni. – Chyba pod wrażeniem tego górniczego grania kard. Dziwisz wręczył mi relikwie od razu. Aż zatrzęsły mi się ręce – wspomina ks. proboszcz.

    Relikwie bł. Jana Pawła II spoczęły w ołtarzu dłuta Janusza Matejczyka wykonanym z węgla. – To symbol – podkreśla ks. Podhajecki. W Bytomiu życie wielu ludzi toczy się wokół wydobycia węgla. Z jednej strony kopalnia jest tu dla wielu żywicielką, utrzymuje całe pokolenia. W Miechowicach wciąż mieszka niemało tradycyjnych śląskich rodzin, gdzie mężczyzna pracuje jako górnik, a żona zajmuje się domem.

    – Z drugiej strony, to przekleństwo, bo ziemia osiada, często nierównomiernie. To powoduje tąpnięcia, a te z kolei wiele zniszczeń – zauważa miechowicki proboszcz, który sam boryka się ze szkodami górniczymi. Zdarza się, że mieszkańcy całych budynków muszą być eksmitowani, bo ich domy grożą zawaleniem. Poza tym praca w kopalni jest ciężka i niebezpieczna. Dlatego Jan Paweł II został, jak mówi ks. Podhajecki, zaproszony do parafii z górniczymi tradycjami. 

    Jan Paweł II był góralem, ale na górnika na pewno by się nadawał – przyznał proboszcz parafii pw. Świętego Krzyża. Podkreślił, że Ślązacy wciąż pamiętają wizytę papieża w Gliwicach podczas jego siódmej pielgrzymki do Polski w 1999 roku. Śląsk cierpliwie wtedy czekał na papieża, a on, mimo przeszkód, dotarł na zapowiedziane spotkanie. – To pokazało twardość jego charakteru i umiłowanie śląskiego ludu. Także dla mieszkańców Miechowic było to bardzo ważne – mówi kapłan.

    Na zbliżającą się kanonizację w kościele Świętego Krzyża pojawi się nowy witraż – przedstawiający Jana Pawła II. – Tak chcemy podkreślić ważność jego orędownictwa w naszej parafii – mówi ks. Podhajecki. Zaznacza, że to też kartka z historii, szczególnie dla młodego pokolenia. W neogotyckim kościele z połowy XIX wieku obok starych witraży, z wizerunkami m.in. Najświętszej Marii Panny, św. Agnieszki czy św. Floriana, znalazły się nowe, przedstawiające św. o. Pio, bł. Matkę Teresę z Kalkuty, św. Faustynę a także ks. Norberta Bończyka oraz ks. Jana Frenzla.

    Obaj księża pochodzili z Miechowic. Ks. Bończyk był poetą, propagatorem języka polskiego. Żył w XIX wieku, nazywany jest „Homerem Śląskim”. Ks. Frenzel zginął męczeńską śmiercią wraz z parafianami w styczniu 1945 roku zamordowany przez żołnierzy Armii Czerwonej. Jego imieniem nazwana została główna ulica Miechowic. Wśród tych parafian znalazł się Jan Paweł II.

    Obok ołtarza z relikwiami Jana Pawła II leży księga pamiątkowa, która stała się rodzajem kroniki parafialnej. Niektórzy wpisali się do niej dwa razy: najpierw prosząc błogosławionego papieża o wstawiennictwo, potem z podziękowaniami za otrzymane łaski. Według ks. Podhajeckiego to dowód na to, że obecność relikwii Jana Pawła II w parafii może zmieniać na dobre żyjących tu ludzi. – Kiedyś w kronice można było znaleźć niemal same prośby. Teraz w większość są podziękowania. To znaczy, że ci co prosili, dostali – mówi miechowicki proboszcz.


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół