• facebook
  • rss
  • Do zobaczenia w wieczności

    Mira Fiutak

    |

    Gość Gliwicki 16/2014

    dodane 17.04.2014 00:00

    Sztuka. W ostatnim cyklu grafik sięga po odniesienia do tego, co dla chrześcijan jest świadectwem istoty wiary. Męki i śmierci Chrystusa. I zbiera je we wspólny mianownik...

    Pretekstem do rozmowy jest wygrany ostatnio przez Szymona Prandziocha z Bytomia konkurs na billboard ewangelizacyjny promujący nauczanie Jana Pawła II. Ale w czasie poprzedzającym trzy najważniejsze dni roku liturgicznego Kościoła w naturalny sposób temat zmierza ku ostatniej wystawie. Prezentowanej jesienią w galerii katowickiego Ronda Sztuki, o której Szymon Prandzioch mówi krótko: że jest dla niego ważna.

    Znalazły się na niej przetworzone na język grafiki i zinterpretowane przez autora przedmioty uznawane za relikwie związane z męką Chrystusa. Których autentyczność jest ciągle badana i dla których ludzie przemierzają tysiące kilometrów, żeby je zobaczyć z bliska. Stąd tytuł wystawy: „Do zobaczenia”. Również z perspektywą na wieczność: do zobaczenia, spotkania twarzą w twarz.

    Mocne słowa papieża

    Pytany o udział w konkursie, odpowiada: – Było dla mnie oczywiste, że muszę coś na ten konkurs zaproponować. Po pierwsze ojciec święty jest bliską mi osobą, a po drugie bliska mi była też tematyka, bo w swojej twórczości zajmuję się sferą sacrum, religii i ikonografii – mówi Szymon Prandzioch. Wybrał słowa z orędzia na Światowy Dzień Młodzieży: „Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości i tylko święci mogą odnowić ludzkość”. – Są mocne i adekwatne do chwili. Krzyż, który umieściłem na plakacie, przynależny chrześcijaństwu, też wydał się oczywistym wyborem – wyjaśnia. Należy do pokolenia, które najbardziej zapamiętało głęboko pochyloną sylwetkę papieża wspartego na krucyfiksie. – Który godzi się na cierpienie i dźwiga je. Można powiedzieć, że ten plakat jest jedną ze stacji drogi krzyżowej. Zatytułowany jest „Droga do świętości”, a same słowa Jana Pawła II są niezwykle nośne i ważne, po prostu słowa święte – mówi autor. Konkurs zorganizowała Grupa eM Media z Katowic. Praca Szymona Prandziocha jednogłośnie została uznana za najlepszą spośród nadesłanych przez ponad 50 uczestników z kraju i zagranicy. W sposób dosłowny postać Jana Pawła II nie pojawia się często w jego pracach. Jest autorem płaskorzeźby w brązie wykonanej dla domu dziecka w Bytomiu-Miechowicach, któremu patronuje papież. W zasobach swoich prac odnajduje też grafikę „Przyjaciele”. Postanowił umieścić na niej obok siebie młodziutkiego Karola Wojtyłę i Josepha Ratzingera, chociaż w rzeczywistości ich drogi przecięły się dużo później.

    Vir Dolorum – dotyczy każdego

    Nawiązanie do postaci Jana Pawła II pojawia się w cyklu „Vir Dolorum” („Mąż Boleści”), jego pracy dyplomowej obronionej z wyróżnieniem w 2008 roku na Wydziale Grafiki w Pracowni Wklęsłodruku katowickiej ASP. Zestawia w nim cierpienie Chrystusa zapisane czytelnymi znakami z cierpieniem pisanym każdą historią choroby i zmagania z niemocą. – Ten cykl ma charakter uniwersalny, dotyczy każdego, ale niektóre grafiki dosłownie odwołują się do osoby ojca świętego. Bo Jan Paweł II cierpiał na podobieństwo Męża Boleści – zauważa Szymon Prandzioch. W jednej z grafik, noszącej tytuł „Niedziela Palmowa 2005”, z cytatem zaczerpniętym z obrazu Miłosierdzia Bożego odnosi się do ostatnich dni życia Jana Pawła II. Umieścił na niej gałązkę oliwną, którą papież trzymał w tym dniu, kiedy – pomimo prób – nie potrafił już wypowiedzieć żadnego słowa. Na kolejnej – jak dopełnienie tamtego obrazu – umieścił rurkę tracheotomijną. – To pewnego rodzaju rejestr skojarzeń związanych z tym tematem – mówi autor. Cały cykl tworzy 19 grafik, wszystkie to wklęsłodruki. Ułożone w postaci dopełniających się obrazów: hostia – lekarstwo dla duszy i listek tabletek – lek dla ciała. Zasłonięty krucyfiks w liturgii Wielkiego Tygodnia i ciało okryte prześcieradłem na szpitalnym łóżku. Bandaże na dłoniach i stopach balsamowanego, zawijanego ciała zmarłego czy naznaczonych stygmatami świętych zestawione z instruktażem wykonywania opatrunków. Profesor Stanisław Kluska, pod okiem którego Szymon Prandzioch przygotowywał pracę dyplomową, zauważył, że w pozornie obojętnych przedmiotach odnajduje on ślady ludzkiego losu, a powściągliwość i prostota tej realizacji wzmacnia siłę ich oddziaływania, pozbawioną patosu i pretensjonalności. Za tę pracę przyznano mu stypendium Fundacji im. Tadeusza Kulisiewicza, prestiżowe wyróżnienie w dziedzinie grafiki dla studentów i młodych twórców. Na studiach otrzymał Nagrodę Ministra Kultury. Dzisiaj sam pracuje ze studentami, jest asystentem w Pracowni Rysunku dr. Marcina Białasa oraz Pracowni Rysunku i Malarstwa dr. Pawła Mendrka. – Najlepiej pracuje się z osobami, które lubią rysować, mają świadomość swoich braków i pracują nad nimi. Najtrudniej z tymi, którzy są zadowoleni ze wszystkiego, co zrobią – zauważa. Jest autorem dużych realizacji w dwóch kościołach diecezji gliwickiej – obu pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Mozaik w prezbiterium kościołów w Gliwicach i Bytomiu-Suchej Górze. W tym drugim opracował wystrój całego prezbiterium. Jego prace znajdziemy też w kościele w Bytomiu-Stroszku, a nawet u dominikanów w Fastowie na Ukrainie. Dwa lata temu na wystawie malarstwa zaprezentował cykl wielkoformatowych prac zatytułowany „Husares”. Inspirowany – jak sam mówi – dawnym malarstwem konnych portretów, reprezentacyjnych i sarmackich. I barokowym malarstwem hiszpańskim. Przedstawia współczesnych husarzy, na motorach, przy samochodach, w dresach, kapturach na głowie. Za każdym kryje się konkretna historia, bo portretowani mężczyźni to jego znajomi.

    Do zobaczenia

    Nad grafikami, które stworzyły cykl „Do zobaczenia”, pracował przez całe ostatnie lato. – Miałem dużo energii do tej pracy. Chciałem poświęcić ten czas tylko na to. Nie miałem do końca zaplanowane, jak będzie wyglądał ostatecznie cały cykl pokazany na wystawie. To był proces, zbieranie materiału, a potem selekcja, która nadała mu ostateczny kształt – wspomina. W sali wystawienniczej pokazał reprodukcje relikwii związanych z męką Chrystusa. Zinterpretowanych przez niego za pomocą języka grafiki, w tym wypadku wklęsłodruku, głównie mezzotinty. Na przykład Całun Turyński przedstawił w formie obrusu z Ostatniej Wieczerzy, zachowując wymiary relikwii przechowywanej w katedrze na północy Włoch. W grafikach odnajdujemy inne czczone przez wiernych przedmioty – chustę z Manoppello, święty gwóźdź, fragment korony cierniowej, kolumnę biczowania, tunikę z Argenteuil, którą – jak się sądzi – Jezus miał nałożoną w dniu śmierci, czy titulus crucis – tabliczkę z Jego krzyża. Są też grafiki przedstawiające Chrystusa („Pokorny”), Jana Chrzciciela i Matkę Bożą. Ta ostatnia została nagrodzona na międzynarodowych konkursach w Chinach i Brazylii. Wymiary przedstawianych relikwii odpowiadają rzeczywistym przedmiotom. Więc przedstawienie świętej tuniki – którą, według przekazu, miał na sobie Chrystus podczas ukrzyżowania – odpowiada dokładnie tej znajdująccej się w katedrze w Trewirze. – Te grafiki oddziałują każda z osobna, ale też razem tworzą pewien kontekst. Jest głowa Jana Chrzciciela, obok koszulka, którą daje się dzieciom w dniu chrztu. A w niej odnajdujemy echa tuniki Chrystusa. Wszystko tematycznie uzupełnia się – mówi autor. Podkreśla, że to ważne dla niego prace, ale jest powściągliwy w ocenie cyklu. – Po czasie myślę, że jest w porządku – mówi po prostu. W folderze towarzyszącym wystawie napisał, że wprowadzenie relikwii w kontekst sali wystawienniczej poprzez nadanie im graficznej formy „doprowadziło do powstania osobliwej prywatnej kolekcji, stawiającej widza przed dylematem przenikania się sfer sacrum i profanum”. – Nie da się oddzielić tych sfer, bo są sobie przynależne – mówi o sacrum w sztuce. – Jest tylko kwestia tego, na ile chcemy, żeby było to dosłownie kojarzone z tematem religijnym, a na ile chcemy od tego odejść. Działać na zasadzie granic sa- crum–profanum i dialogu z ikonografią. W działaniach, które podejmuję, staram się ten dialog utrzymywać. Uważam jednak, że czasami lepsza jest umowność czy niedomówienie niż powiedzenie za dużo. Obraz powinien działać, a potem pojawia się pytanie: dlaczego tak działa? – mówi Szymon Prandzioch. Chce, żeby jego prace były pewnego rodzaju zagadką do odkrywania, a w ten sposób docierania do tego, co najważniejsze. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół