• facebook
  • rss
  • Skarby z bliska

    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:00

    – Gdybym miał powiedzieć, czego by mi było z Gliwic najbardziej szkoda, gdybym miał to miasto opuścić, to myślę, że to właśnie byłby kościół Wszystkich Świętych. To jest także moja świątynia – mówił w Wilii Caro Bogusław Tracz, historyk z IPN w Katowicach.

    Wraz z Anną Kulczyk i Sebastianem Rosenbaumem jest on kuratorem wyjątkowej wystawy, przedstawiającej kościół i parafię Wszystkich Świętych. Jej wyjątkowość polega na tym, że można na niej zobaczyć wiele eksponatów na co dzień nie udostępnianych i wielu z nich przy tej okazji przywrócono ich blask. Niektóre zostały wypożyczone z Muzeum Diecezjalnego w Opolu. Dariusz Krawczyk, dyrektor Muzeum w Gliwicach, na wernisażu 7 lutego wyjaśnił, że wystawa wieńczy cały projekt muzealno-badawczo-wydawniczy.

    Jedną z jego części była książka, wydana pod koniec ubiegłego roku, o takim samym tytule – „Omnium sanctorum. Kościół i parafia Wszystkich Świętych w Gliwicach”. Bogusław Tracz, zapraszając do zwiedzania, wprowadził w trzy części wystawy. Pierwsza przedstawia kościół w tzw. przestrzeni miasta, czyli to, jak świątynia przez lata się zmieniała i jak wrosła w miejski pejzaż. Druga poświęcona jest najważniejszej w kościele przestrzeni liturgii. Pokazuje, czym kościół żyje i czym się karmi przez wszystkie stulecia. Trzecia część dotyczy sztuki, obecnej w tym kościele od jego początku. – Nie możemy sobie wyobrazić historii Gliwic bez historii kościoła Wszystkich Świętych – mówił Bogusław Tracz. Przypomniał, że w ciągu ostatnich mniej więcej 70 lat taka próba była podjęta tylko raz przez komunistów, którzy wydając w latach 70. XX wieku historię Gliwic, całkowicie pominęli kwestię Kościoła katolickiego, a co się z tym wiąże – historię kościoła Wszystkich Świętych. – Musimy pamiętać, że to była główna parafia w Gliwicach do końca XIX wieku. Z niej wszystkie gliwickie kościoły wyszły – podkreślił. Przyznał też, że jest z tą świątynią osobiście związany, chociaż dzisiaj już nie należy do tej parafii, bo jej granice zostały zmienione w 1982 roku. Wystawa w Willi Caro to efekt pracy i zaangażowania wielu osób, którym imiennie dziękowano podczas wernisażu. – Nie jesteśmy w stanie środkami parafialnymi coś takiego zorganizować. W życiu by mi do głowy nie przyszło, że kiedyś w tym miejscu będzie wystawa – mówił ks. Bernard Frank, proboszcz parafii Wszystkich Świętych. – Wiadomo, że współpraca między przedwojennymi instytucjami miejskimi a Kościołem była czymś naturalnym. Dzisiaj my to odbudowujemy. Dzięki panu dyrektorowi i całej obsadzie nie tyle koło historii się zamyka, ale wracamy, mam nadzieję, do pewnej normalności, że jesteśmy partnerami w dziedzinie sztuki i kultury. Mecenat Kościoła w tej materii, niestety, się już skurczył. I to raczej dzisiaj odwrotnie jest, że dzięki instytucjom państwowym są pewne rzeczy poddawane renowacji – mówił. Podkreślił przy tym, że jego ta wystawa nic nie kosztowała, ale był wyraźnie zadowolony z efektu i żartował, że ma jeszcze kilkanaście obrazów, nadających się do odnowienia. Na wernisażu było bardzo tłoczno, wśród zwiedzających można był spotkać osoby w różnym wieku – od uczniów po seniorów. Skupienie zatrzymujących się przy kolejnych przedmiotach mówiło samo za siebie. Autorem aranżacji jest plastyk Tomasz Kokot. Wystawę można zwiedzać do maja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół